Kiedy można popsuć swój samochód…

, 30 października 2012, 12:22

Gdy parę lat temu miałem możliwość przemawiania przed szerszym gronem uczestników pewnego sympozjum, to rozpocząłem je od kontrowersyjnego stwierdzenia, że „wszystkie samochody są niezawodne i nigdy się nie psują, a wszyscy ludzie są zdrowi i nigdy nie chorują”. Nawet Ci, którzy już byli trochę znużeni, podnieśli głowy, aby przekonać się kto opowiada takie brednie. Powiedziałem to, aby uświadomić obecnym, że samochody psuły się w przeszłości i będą się psuły w przyszłości. Producenci dążą do ideału, ale zawsze mamy jakieś przypadki losowe… Gdy samochód odmówi posłuszeństwa na drodze, to winę za to często ponosi kierowca, gdyż nie zrozumiał swojego samochodu i zapomniał, że do pracy silnika potrzebne jest paliwo i na rezerwie nie można jeździć w nieskończoność. Albo, że należy wymienić rozrząd, albo że… itd.

Zrozumieć swój samochód, to również umieć postąpić w przypadkach losowych. Wielu kierowców, gdy awaria nastąpi na drodze, podnosi maskę samochodu i wzrokowo ocenia, czy przypadkowo nie spadł jakiś przewód. I słusznie, gdyż takie przypadki zdarzają się w życiu. Niektórzy idą trochę dalej i próbują sprawdzać czy w samochodzie z silnikiem benzynowym jest iskra. Samochody, które jeżdżą po naszych drogach, zawsze mają zrealizowany zapłon mieszanki za pomocą przeskoku iskry. A prototypowe rozwiązania zapłonu mieszanki odpowiadające zapłonowi w silnikach Diesla są na takim poziomie, że równie dobrze nigdy mogą nie trafić na nasze drogi.

A więc dochodzimy do przypadku, gdy zamiast diagnozy przeprowadzonej na drodze przez bardziej obeznanego z technika samochodową kierowcę, może pojawić się dodatkowa usterka. Samochód zatrzymał się z powodu braku paliwa, a kierowca poprzez swoje nieumiejętne badanie powoduje, że iskra przeskakuje do najbliższego punktu, czyli wybiera najkrótszą drogę, a tym samym może zniszczyć stopień wyjściowy modułu czy sterownika mikroprocesorowego. To nieumiejętne sprawdzanie, to zdjęcie kabla zapłonowego ze świecy i sprawdzanie czy iskra przeskakuje pomiędzy masą silnika a końcówką kabla. Trzymając kabel w ręku, kierowca jest narażony na porażenie wysokim napięciem, następnie wypuszczenie kabla z ręki, a tym samym niekontrolowane zamknięcie obwodu wtórnego cewki zapłonowej do masy. Nie chciałbym powiedzieć, że podobnie do tego kierowcy na drodze, postępują mechanicy, gdyż oni posiadają odpowiednie testery lub choćby świece testowe stabilnie mocowane do masy samochodu. Mechanik powinien mieć większą wiedzę i doświadczenie od kierowcy przyjeżdżającego naprawiać samochód do jego serwisu.

Podobnie jest z odczytem kodów usterek i parametrów diagnostycznych za pomocą testera diagnostycznego. Zauważam szeroką ofertę interfejsów do komunikowania się ze sterownikiem samochodu w przystępnej cenie. Teraz często kierowca przyjeżdżając do serwisu i chcąc zweryfikować odczyty na testerze diagnostycznym, nie jedzie do konkurencyjnego serwisu, ale odczytuje je sam za pomocą własnego interfejsu. To mechanik powinien właściwie interpretować uzyskane wyniki, a posiłkując się dodatkowymi przyrządami pomiarowymi, typu multimetr i oscyloskop, potwierdzać uzyskane wyniki.

Przykładem takiego przypadku może być odczyt czasu otwarcia wtryskiwacza benzyny. Kierowca może otrzymać tylko wynik liczbowy odczytany ze sterownika i czysto teoretyczny, zaś mechanik może odczytać rzeczywisty czas otwarcia wtryskiwacza za pomocą oscyloskopu. Przykład na rysunku pokazuje oscylogram, na którym wyraźnie widać, że dopiero po 1,2ms iglica wtryskiwacza zaczyna się unosić.

 

Dowiedz się więcej

„Oscyloskop w samochodowych zastosowaniach”
„Oscyloskop w samochodowych zastosowaniach”

Akademia Elektroniki i Diagnostyki Samochodowej we Wrocławiu kontynuuje szkolenia. Najbliższe z nich, zatytułowane „Oscyloskop w samochodowych zastosowaniach”, odbędzie się 17 listopada 2012 r. Samochody są coraz bardziej nasycone elektroniką, a dobrzy diagności twierdzą: „Nie wyobrażam sobie naprawy samochodu bez pomocy oscyloskopu”. Oscyloskopy ulegają ewolucji – tak, jak każda dziedzina techniki związana z elektroniką. Pomimo nowoczesnej […]

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Anonim, 30 października 2012, 15:34 0 0

Cyt: "Producenci dążą do ideału, ale zawsze mamy jakieś przypadki losowe... "

Jest jeszcze druga prawda, ta zawsze przemilczana o produkowanych samochodach, częściach i innych wyrobach.

Już dawno producenci doszli do wniosku, że nie można produkować zbyt dobrych jakościowo części bo wtedy spada na nie popyt, obrót maleje a przy tym zyski ze sprzedaży. I to dotyczy każdej dziedziny produkcji nie tylko motoryzacji. Dany produkt ma wytrzymać tyle ile wynosi jego okres gwarancyjny a później najlepiej powinien się popsuć, by kupić nowy itd,itd. Również wycofuje się z produkcji ten towar, który jest za dobry i zastępuje się go gorszym i nie rzadko droższym.
Przykład, proszę bardzo. Z branży motoryzacyjnej, wycofuje się lampy z niezawodnymi wręcz żarówkami H4 i zastępuje bardzo nietrwałymi, droższymi żarówkami H7.
Inny przykład. Wprowadzenie płaskich wycieraczek z nowym zmodernizowanym mocowaniem pióra. Komu przeszkadzał stary uniwersalny system mocowania, tani i praktyczny. Trzeba było wprowadzić nowe i droższe a na dodatek w wielu odmianach. Wszystko po to żeby zwiększyć sprzedaż i zyski a nie dla dobra klienta. Kiedyś wystarczało mieć na półce ok 10 rozmiarów wycieraczek i wystarczało, teraz trzeba mieć kilkadziesiąt!
I może jeszcze jeden przykład nie z branży motoryzacyjnej ale jakże wymowny.
Swego czasu kupiłem w sklepie dwie równe końcówki do węża ogrodniczego. Miały być dobre i trwałe, więc według opisu wybrałem te z metalowym wkładem i oczywiście droższe. Jedną wziąłem do domu, drugą na działkę. Ta na działce była systematycznie używana a ta w domu sporadycznie. Co się okazało. Po ok 1,5 roku ta używana systematycznie się zepsuła a dokładnie pękł jeden malutki ale bardzo istotny element wykonany oczywiście z plastiku, element najbardziej narażony na zużycie. A największym zaskoczeniem było to, że 3-4 dni później popsuła się druga końcówka, ta używana sporadycznie, no i oczywiście w niej również pękł ten sam plastikowy element eliminujący z dalszego użytkowania.
Przykłady można by mnożyć np w elektronice nie opłaca się naprawiać telewizorów LCD, nie opłaca się w kasach fiskalnych wymieniać pamięć bo kosztuje prawie tyle samo co nowa kasa itd,itd.
Szary klient użytkownik się nie liczy, liczą się tylko jego pieniądze!!!
Czy trzeba dodawać coś więcej???
Pozdrawiam
"lewar"

Odpowiedz

Anonim, 31 października 2012, 2:19 0 0

Zachodzę w głowę, po co ten artykuł pewnego wrocławskiego inżyniera. Mechanicy ten prosty oscylogram znają na pamięć a użytkownikowi samochodu i tak nic on nie mówi, bo i po co Mu to wiedzieć. Eureka ! Chodzi o to, by autor mógł zarobić a przy okazji wypromować (czytaj : zareklamować) swoją przystawkę, bo pewnie źle się sprzedaje.
Konkludując- powyższy pierwszy komentarz jest o wiele ciekawszy a redakcja nie ma co zamieszczać.
Asia nad Brdą

Odpowiedz

Anonim, 2 listopada 2012, 18:57 0 0

Czy Asiu oferowałeś analizatory 5-gazowe parę lat temu?
Inż. Hołownia krytykuje przyrzady których nie może skonstruować, jego przystawka jest prymitywna i teraz krytykuje 4-kanałowe. Nie wiem po co jego teksty o jednokanałowymw w 2010r na Motofocusie o jednokanałowym a teraz o przystawce i oscylogram znany od 30 lat.
Praktyk

Odpowiedz