Skanowanie pojazdu zamiast standardowych oględzin – wywiad z twórcą startupu Car Scanner

, 25 czerwca 2020, 12:00

W jaki sposób zabezpieczyć firmę przed roszczeniami klienta obwiniającego nas o uszkodzenie jego samochodu? Jedną z metod jest wykonanie oględzin i sporządzenie protokołu przed przyjęciem pojazdu. Lepszą, wykonanie pełnego skanu 3D samochodu. Na nasze pytania odpowiedział Sławek Potasz, założyciel i prezes zarządu firmy InMotion Labs, twórca Car Scannera.

Witold Hańczka: Jaka jest historia Pana wynalazku? Jak narodziła się koncepcja Car Scannera?

Sławomir Potasz: Historia jest dość banalna. Na lotnisku w Tel Awiwie, w styczniu 2018 r. prawie spóźniłem się na samolot przez to, że wypożyczalnia samochodowa bardzo długo i skrupulatnie analizowała stan pojazdu, który chciałem zdać. Na aucie było już wtedy trochę zarysowań, ja nie wykupiłem wówczas pełnego ubezpieczenia, więc panowie na siłę szukali sposobu, by obciążyć moją kartę płatniczą. Cały proces trwał ponad pół godziny. Stwierdziłem wówczas, że na pewno musi być jakiś sposób na usprawnienie takich oględzin. Wtedy też wpadłem na pomysł, że taki samochód można zeskanować.

Jak wyglądały pierwsze projekty, domyślam się, że było ich kilka?

Na początku opracowaliśmy rozwiązanie oparte o dwie szyny opuszczane z sufitu np. serwisu samochodowego. Automatycznie zjeżdżałby po nich zestaw kamer, który wykonywałby dokumentację. Problemem okazało się po pierwsze to, że serwisy mają różną wysokość, często są to przestronne, wysokie hale, przyjmujące także pojazdy ciężarowe, gdzie odległość do sufitu jest znaczna. Musielibyśmy wówczas opracować szyny zjeżdżające o 4 lub więcej metrów w dół. Drugi problem to konieczność montażu szyn w suficie, gdzie często przebiega instalacja elektryczna. Potencjalni kontrahenci, którym przedstawiliśmy naszą koncepcję nie byli zainteresowani testowaniem urządzenia, po którego demontażu, w serwisie pozostałyby dziury w suficie.

Poszliśmy więc w innym kierunku. Opracowaliśmy robota, który poruszał się po podłodze, bazując na narysowanych tam liniach układających się w kształt toru. Naklejki z markerami okazały się kłopotliwe, ponieważ ze względu na brud i wodę z podwozia pojazdu oraz z opon, które często pozostawiały ślady, robot często zatrzymywał się, gdyż gubił tor.

Kolejna wersja robota to rozwiązanie oparte o magnetyzm. Był to prosty tor w formie taśmy z napylonym magnesem, który pozwalał robotowi nawigować w oparciu o czujniki pola magnetycznego. Rozwiązanie okazało się lepsze, magnetyzm bez problemu działał mimo zanieczyszczeń, jednak nadal nie byliśmy w pełni zadowoleni z koncepcji. Samo układanie toru trwało długo i wymagało dużej dokładności.

Czwarte, optymalne rozwiązanie to taśma umieszczona na przenośnych elementach, które można złożyć niczym klocki Lego w ciągu kilku minut. Dzięki temu, w zależności od tego, jak często jest potrzebny, tor może być albo przyklejony do podłoża na stałe albo składany i rozkładany w razie potrzeby.

Z czego składa się zestaw kamer, które wykonują skan pojazdu?

Zaczynaliśmy od trzech kamerek, posiadających 5-cio megapixelową matrycę. Okazało się to rozwiązaniem niewystarczającym, nie będącym w stanie wykonać zdjęć każdego zakamarka pojazdu. Potrzebowaliśmy urządzenia prostszego w kontrolowaniu oraz oferującego lepsze kąty widzenia kamery. W rezultacie oparliśmy projekt na smartfonie wyposażonym w wysokiej jakości aparat. Wraz z tym rozwiązaniem zrobiliśmy serię 20 wdrożeń w warsztatach samochodowych na terenie naszego kraju. Dzięki temu udało nam się zeskanować wiele aut i otrzymać cenny „feedback”, co przyczyniło się do rozwoju projektu.

Aktualnie rozwijana wersja naszego rozwiązania opierać się będzie o 6 lub 8 kamer, w zależności od konfiguracji. Robot będzie w stanie automatycznie dokumentować stan dachu oraz maski. Zastosowane zostanie nowe podejście – fotografowanie auta z użyciem głębokiej podczerwieni i dzięki odpowiedniemu sterowaniu światłem, możliwe będzie zdalne zmierzenie grubości warstwy lakieru (na odległość do ok. 50 cm). Jest to bardzo przydatna funkcja przy oględzinach aut używanych, ale i nowych, wydawanych klientom.

Czy Wasz skaner potrafi zbadać auto także od dołu?

Rozwijamy obecnie moduł, który umożliwi nam wjechanie z kamerą pod samochód i wykonanie dokumentacji podwozia pojazdu. Celujemy z tym pomysłem głównie w auta elektryczne, gdzie funkcja ta służyłaby sprawdzaniu stanu osłon baterii, ale może być przydatna także w samochodach konwencjonalnych – np. przy wykrywaniu wycieków lub do wykonywania automatycznego pomiaru stanu bieżnika opon.

Jakie firmy interesują się obecnie Waszym rozwiązaniem?

Jako pierwsi odezwali się do nas producenci samochodów z Niemiec, obecnie wśród producentów aut zainteresowanych jest łącznie 6 firm. Rozważają oni nasze rozwiązanie pod kątem zastosowania w procesach sprzedażowych – wydawania nowych pojazdów, a także samochodów używanych, oferowanych przez autoryzowane serwisy.

Oprócz tego współpracuje z nami kilka dużych domów aukcyjnych. Pojawił się także kontrahent z Turcji – nie każdy wie, że w Turcji, każdy samochód używany musi mieć oględziny wykonane przez autoryzowany ośrodek. Jeżeli sprzeda się samochód bez takich oględzin, można zapłacić bardzo wysoką karę.

W jakim modelu te firmy mogą korzystać z Car Scannera?

Ustalamy to indywidualnie. Rozmawiamy z klientem o potencjalnej liczbie skanów wykonywanych miesięcznie, podpisujemy umowę na dany okres, pobieramy opłatę aktywacyjną. Koszt urządzenia rozkładany jest na raty w ramach umowy abonamentowej, gdyż zależy nam na tym, by oferować usługę oraz wsparcie, a nie po prostu sprzedawać zestaw i zostawiać klienta samemu sobie. Nie chodzi tylko o to, że jesteśmy startupem i taka sprzedaż byłaby trudna do prowadzenia, ale także o to, że chcemy mieć stały kontakt z klientem, słuchać jego uwag czy sugestii, by móc stale usprawniać urządzenie.

Ok, zatem – ile to kosztuje?

Obecnie jesteśmy na etapie finalizowania dokładnego cennika produkcji naszego urządzenia. Niektóre elementy takie jak baterie czy pewne elementy silnika są dostarczane z Chin, co w dobie pandemii generuje pewne opóźnienia. Nasz model przewiduje jednak jak wspomniałem system abonamentowy. Naszym celem jest to, żeby niezależnie od tego, ile finalnie będzie kosztowało nasze urządzenie – użytkowanie go przez klienta było co najmniej o połowę tańsze niż wynosiłaby pensja pracownika wykonującego protokół zdawczo-odbiorczy, oględziny i zdjęcia samochodów. Posługując się liczbami chcemy, by realny koszt dla klienta wynosił kilka-kilkanaście złotych za zeskanowany pojazd.

Czy rozwiązania zawarte w Waszym urządzeniu zostały opatentowane? Czy nie obawiacie się, że konkurencja po prostu je skopiuje?

Oczywiście podobne rozwiązania są już na rynku. Różnica polega na tym, że są zazwyczaj oparte o drogie rozwiązania takie jak np. tunel świetlny (koszt to ok. pół mln zł). My celujemy w model tańszy i prostszy we wdrożeniu. Skan nie trwa u nas kilkanaście sekund (jak we wspomnianym tunelu), ale 2-3 minuty, za to np. przystosowanie pomieszczenia do korzystania z naszego urządzenia jest nieporównywalnie łatwiejsze. Możliwe jest nawet korzystanie z Car Scannera mobilnie, np. robienie oględzin na parkingu centrum handlowego itp., a to duża przewaga nad konkurencyjnymi rozwiązaniami.

Myślimy nad tym, by opatentować niektóre unikalne rozwiązania, jak wspomniana koncepcja pomiaru grubości lakieru, ale z reguły jesteśmy ostrożni w podobnych działaniach. Chcemy uniknąć sytuacji, w której patent stanowiłby koszt, a nie przychód dla firmy. Utrzymanie patentów kosztuje, a my jako młoda firma musimy się liczyć z kosztami. Inną kwestią jest to, że procedura patentowa dość długo trwa, a nasze rozwiązania rozwijają się dynamicznie, wolelibyśmy zatem uniknąć podobnych formalności związanych z technologią, która np. już się zmieniła.

Wspomniał Pan, że Car Scanner był testowany w warsztatach samochodowych. Jaki „feedback” udało się pozyskać dzięki tym testom?

Dzięki tym wdrożeniom pozyskaliśmy wiele praktycznych informacji. Przykładowo okazało się, że musimy zmniejszyć odległość skanera od skanowanego samochodu, gdyż w warsztatach często brakuje miejsca po bokach (np. kolumny podnośników). Podjęliśmy także bardziej wytężone prace nad rejestrowaniem przez robota stanu szyb pojazdu. Chodzi o sytuacje, gdy szyba posiada niewielki odprysk, a naprężenie wynikające z podniesienia auta na podnośniku może spowodować większe pęknięcie. Serwis w takiej sytuacji musi wymienić szybę, choć wina nie leży po jego stronie. Dokładna dokumentacja powierzchni szyb pozwoli podobnych sytuacji uniknąć. Dzięki testom wpadliśmy także na pomysł, by nasz skaner rejestrował nr VIN z przedniej szyby bądź innego elementu pojazdu. Nasz system rozpoznawania znaków odczyta nr i go zapisze, dzięki czemu pracownik warsztatu nie będzie musiał przepisywać go ręcznie.  Wdrożyliśmy także specjalny algorytm do zabezpieczania skanów – tak, aby nie było technicznej możliwości prób edycji, „photoshopowania” skanów.

Wydaje się, że podobny system może być używany także do skanowania innych rzeczy, nie tylko samochodów. Czy mieliście już podobne propozycje? Może także dotyczące części samochodowych?

Zdarzyło nam zapytanie od pewnej firmy z branży lotniczej, czy jesteśmy w stanie dokumentować silniki. Mieliśmy też zapytanie odnośnie dokumentowania palet z towarami, by móc jednocześnie wykrywać wszystkie kody kreskowe produktów, znajdujących się na palecie wysyłanej z magazynu do klienta (by upewnić się, że właściwe produkty zostały skompletowane do zamówienia). Takie rozwiązanie mogłoby okazać się przydatne także dla branży motoryzacyjnej – np. w dystrybucji części. Myślimy także o wdrożeniu skanera, który byłby w stanie wykonywać modele 3D części samochodowych. Tematy te są jak najbardziej do zrealizowania, jednak póki co, jako że jesteśmy młodym zespołem – najstarszy nasz pracownik ma 35 lat, najmłodszy 19 – i wszyscy lubimy samochody chcemy zostać przy rynku stricte samochodowym, gdyż jest to to, z czego czerpiemy najwięcej radości.

Otrzymaliście dofinansowanie z PARP, przeznaczone na wsparcie ekspansji na rynki zagraniczne. W czym Wam to wsparcie pomogło?

To dofinansowanie pomogło nam zrozumieć lepiej potrzeby globalnego rynku. Dzięki niemu udało nam się pojechać na kilkanaście imprez targowych na całym świecie – od Azji po Amerykę Północną. Udało nam się porozmawiać z wieloma producentami, usłyszeć jakie są ich potrzeby biznesowe, wymagania, co im się podoba w naszym projekcie, a co nie. Często mieliśmy urządzenie razem ze sobą i mogliśmy demonstrować, jak ono działa. Podpatrywaliśmy też rozwiązania o podobnej funkcjonalności do naszych. Można powiedzieć, że te doświadczenia pokazały nam kierunek, w którym powinniśmy dążyć z rozwojem naszego produktu.

Obecność na targach ułatwiła nam także nawiązanie kontaktów. Np. teraz prowadzimy rozmowy z firmą z Rumunii, którą poznaliśmy na targach, która miesięcznie wykonuje ponad 150 tys. zdjęć pojazdów, które są przez nią serwisowane. Wykonuje te zdjęcia ręcznie, smartfonami. Finał naszych rozmów zależeć będzie jednak m.in. od tego, czy uda nam się zintegrować nasze rozwiązanie z ich systemem zarządzania danymi. Podobnie firma z Turcji, wykonująca miesięcznie 20 tys. oględzin pojazdów, która jest zainteresowana naszym produktem, jeśli wprowadzimy wspomniany przeze mnie czujnik grubości lakieru.

Gdyby miał Pan wymienić kraje, z których firmy są na ten moment zainteresowane Waszym projektem, byłyby to…

Oczywiście mogę wymienić kraje, a nie konkretne firmy, ze względu na zawierane umowy o poufności. Są to na ten moment: Kanada, USA, Brazylia, Wielka Brytania, Irlandia, Niemcy, Francja, Słowacja, Rumunia, Turcja, Arabia Saudyjska, Emiraty Arabskie, i Singapur. Oczywiście także Polska. Na ten moment mamy potencjał skanowania ok. 40 tys. samochodów miesięcznie, który będzie wzrastał wraz z rozwojem technologii i – mamy dużą nadzieję – nie zostanie zahamowany przez trwającą recesję związaną z pandemią.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

RiGCz, 26 czerwca 2020, 11:41 0 0

E tam. Są urządzenie, które do tego sprawdzają geometrię kół i dla warsztatu są jakąś sensowna propozycją, jak, np. bezdotykowy Quick Check Drive.

Odpowiedz

Zenek, 29 czerwca 2020, 11:50 0 0

Ale on nie skanuje calego samochodu, b nie do tego zostal stwozony

Odpowiedz