Kwadratura koła

, 11 marca 2008, 0:00

Znajomy znajomego rozbił samochód. Nie był to jakiś wielki „dzwon”, niemniej w jego Audi A4 oprócz zderzaka i pokiereszowanej maski, zniszczeniu uległy lampy ksenonowe i trzy chłodnice: cieczy, klimatyzacji oraz intercooler. Szkoda została przez ubezpieczyciela wyceniona na 22 tys. zł., a więc opiewała na konkretną już sumę, za którą można kupić, kilkuletnie auto. Znajomy znajomego mógł skorzystać z naprawy bezgotówkowej we wskazanym przez firmę ubezpieczeniową warsztacie, bądź wziąć gotówkę do ręki.
Jako, że w ciemię nie był bity, przed podjęciem decyzji zorientował się, ile musiałby zapłacić za potrzebne do naprawy części na giełdzie. Pan handlarz stojący przy kramie opatrzonym dyktą z napisem „części używane” po krótkiej rozmowie telefonicznej z „dostawcą” skalkulował koszt wszystkich elementów na 7 tys. zł oraz obiecał dostarczenie ich w ciągu tygodnia. Znajomy znajomego udał się następnie do warsztatu blacharsko-lakierniczego, w którym ustalił, że koszt robocizny wyniesie 5 tys. zł. Po zsumowaniu, cała naprawa miała go więc kosztować 12 tys. zł. Właściciel rozbitego samochodu uznał więc za stosowne skasować gotówkę i naprawić samochód w tzw. własnym zakresie, zaś nadwyżkę przeznaczyć na ubezpieczenie auta.

Jak zapewne szanowni czytelnicy się domyślają, używane części do dwuletniego Audi nie pochodziły ze szrotu, ale z samochodu, który odparował komuś spod domu. Pewnie ten ktoś dostał za niego odszkodowanie. Zatem wszystko gra? Niezupełnie. Po pierwsze, do tanich, „używanych” części niewiadomego pochodzenia, dopłacają inni kierowcy, którym ubezpieczyciele podnoszą stawki. Po drugie zaś „dostawcy” owych części i właściciele kramów na giełdzie konkurują z firmami prowadzącymi legalny biznes, płacącymi podatki itd. Zjawisko owej szarej, czy też czarnej strefy można by było ograniczyć, gdyby podstawą do wypłacania odszkodowań powypadkowych były faktury na części i robociznę. Projekty takiego uregulowania były już zgłaszane. Z drugiej jednak strony eksperci wskazywali, że takie przepisy byłyby niezgodne z obowiązującym prawem, a konkretnie z art. 363 kodeksu cywilnego, który zostawia poszkodowanemu wybór formy odszkodowania, a poza tym nie można zmuszać ludzi do naprawiania samochodów. Mamy zatem do czynienia z kwadraturą koła.


Grzegorz Kacalski

Świat Motoryzacji

Tekst ten pochodzi z miesięcznika „Świat Motoryzacji” nr3/2008. Krótka informacja o innych artykułach z tegoż wydania „Świata Motoryzacji” znajduje się w zakładce Prasa.

 

Komentarze

Brak komentarzy