Zielona plajta

, 23 lipca 2020, 10:19

Przemysł motoryzacyjny powoli rozgląda się po pobojowisku, jakie pozostawiła po sobie pandemia i lockdown. Fabryki powróciły co prawda do produkcji, ale na razie wygląda ona niemrawo. Nie za bardzo jest dla kogo produkować, bowiem na samochodowych rynkach nastąpiła prawdziwa zapaść. Kiedy ludzie są niepewni jutra i nie wiedzą jak długo jeszcze będą mieli pracę, nie myślą o kupnie nowego samochodu.

Grzegorz Kacalski

Kryzys uderzył zarówno w fabryki samochodów, jak i firmy z całego łańcucha dostaw, które zapewniają aż 80 procent elementów składających się na produkt finalny, czyli auto na czterech kółkach. Cały sektor motoryzacyjny znalazł się więc w trudnej sytuacji.

A teraz wyobraźmy sobie taką oto scenkę. Na rozszalałym morzu człowiek, który wypadł przed chwilą za burtę, i to bez kamizelki, desperacko walczy o życie. Co chwilę zalewa go fala, a sił ma coraz mniej. Niedaleko dryfuje statek, zaś na jego pokładzie stoi kapitan, który przez megafon woła: „Proszę położyć się na brzuchu i wykonywać okrężny ruch rąk i nóg. Palce dłoni i stóp maksymalnie obciągnięte. Raz i dwa, raz i dwa!”.

Absurd oczywisty rodem z Monty Pythona, ale niestety taka alegoria najlepiej opisuje sytuację. Kapitan, który zamiast rzucić tonącemu koło ratunkowe, udziela porad na temat stylowego pływania to Komisja Europejska. Nie ma ona bowiem najmniejszego zamiaru nawet na chwilę zmniejszyć tempo realizacji wielkiego planu nazwanego Zielonym Ładem. Zaostrzone limity emisji dwutlenku węgla, które jeszcze przed pandemią uznawane były za nierealne, pozostają więc w mocy, a firmy, którym widmo plajty już niedługo może zajrzeć w oczy, zachęcane są do inwestowania w zielone technologie.

Jeśli tak to ma wyglądać, to neutralność klimatyczna w europejskim przemyśle motoryzacyjnym może zostać osiągnięta przez likwidację znacznej części tegoż.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!