Drogie oleum

, 29 grudnia 2011, 12:18

Kto jeszcze pamięta pradawne czasy, kiedy ropa nie tylko kosztowała dwa razy mniej niż benzyna, ale na dokładkę można ją było kupić bez kartek „skolko ugodno”? Posiadacze nielicznych wówczas diesli byli więc niesamowicie uprzywilejowani, zaś stojący w gigantycznych kolejkach do cepeenu właściciele benzyniaków przyglądali się ich szczęściu nienawistnym wzrokiem.

W owych latach kwitł biznes polegający na przywożeniu z Zachodu używanych silników wysokoprężnych i wszczepianiu ich do samochodów oryginalnie wyposażonych w motor z zapłonem iskrowym. W ten sposób modyfikowano m.in. „duże fiaty” i taksiarskie Wołgi. Choć w ówczesnych realiach taka operacja kosztowała czapkę pieniędzy, to jednak chętnych nie brakowało i niektórzy importerzy dorobili się na tej działalności sporych majątków.

Minęło 30 lat i dziś wszystko wygląda całkiem inaczej. Samochodów napędzanych olejem napędowym jeździ niemal tyle co aut benzynowych, za to ropa kosztuje dziś już więcej niż E ileś tam, i jak zapowiadają eksperci od rynku paliwowego, tak już pozostanie na wieki wieków.

Bardzo ciekawe jak na te zmiany zareaguje rynek motoryzacyjny. Oszczędności wynikające z niższego zużycia paliwa przez diesle będą mniejsze. Może się więc okazać, że sprzedaż tych pojazdów znacząco spadnie. Zmiana ta z czasem nieuchronnie stanie się zauważalna w warsztatach, do których po prostu zacznie trafiać mniej różnych CDI, HDI, TDI, itd., będących przecież tak wdzięcznymi „obiektami naprawczymi”. Tym samym zmniejszy się liczba wymian kół dwumasowych, wtryskiwaczy, pomp common rail i innych dieslowskich specjalności, przynoszących spore dochody warsztatom. Nie oznacza to oczywiście, że serwisy stracą klientelę. Koncerny samochodowe nieustannie bowiem doskonalą i optymalizują konstrukcje wytwarzanych przez siebie pojazdów, skutkiem czego, części podlegających nieuchronnej okresowej wymianie jest w samochodach (również tych benzynowych) coraz więcej. Warsztatom z pewnością nie zabraknie więc zajęcia.

Spójrzmy zatem mimo wszystko na nadchodzący 2012 z ostrożnym optymizmem.

Autor: Grzegorz Kacalski; Artykuł ukazał się w numerze 12/2011 miesięcznika „Świat Motoryzacji”

Komentarze

Brak komentarzy!