Fotograficzna dokumentacja napraw… własnego auta

, 16 sierpnia 2017, 13:14

We współczesnym świecie można ufać tylko samemu sobie. Do takiego wniosku doszedł kierowca, który postanowił skrupulatnie dokumentować stan techniczny swojego samochodu. Przy każdej okazji wykonywał zdjęcia i analizował pracę mechaników. Przesada? Być może, jednak mrówcza praca przyniosła efekty.

Warsztatowy album rodzinny

Mechanicy nie lubią, gdy klient patrzy im na ręce. Jeśli do tego robi jeszcze zdjęcia, niejeden ma ochotę wyprosić jegomościa za bramę. Dlaczego ponad 40-letni, wykształcony właściciel kilkuletniego sedana zdecydował się na prowadzenie foto-dokumentacji napraw swojego samochodu? Jako człowiek metodyczny uznał, że efekty tej pracy mogą się kiedyś przydać.

Przy standardowej wymianie oleju, kierowca wykorzystywał fakt, że auto znajduje się na podnośniku. Robił zdjęcia całego podwozia, ale ich analizą zajmował się później – w domu, przed komputerem. Na podstawie wykonanych zdjęć (skrupulatnie numerowanych), właściciel auta stwierdzał, gdzie pojawiają się niepokojące symptomy – wycieki, siedliska rdzy. Zdjęcia następnie drukował i naradzał się z mechanikiem w sprawie naprawy lub konserwacji.

Właściciel warsztatu nie miał nic przeciwko. Być może zachowanie klienta nie należało do typowych, jednak najważniejsze było to, że przyjeżdżał regularnie, nie oszczędzał na częściach i terminowo rozliczał się za usługę. Mechanik nie żałował zatem, że nie poszedł śladem kolegów po fachu, wskazując klientowi drzwi już przy pierwszej wizycie.

Jeżeli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie

Mimo wszystko prowadzona przez kierowcę skrupulatna analiza stanu własnego samochodu była dla mechaników pracujących w warsztacie tematem do żartów. Uśmiech zniknął z ich twarzy, gdy pewnego dnia okazało się, że foto-dokumentacja uchroniła ich przed przykrymi konsekwencjami.

Właściciel pojazdu korzystał z oferowanego przez dealera ubezpieczenia, nazywanego wydłużoną gwarancją na samochód. Pewnego dnia udał się do ASO, by tamtejsi serwisanci ocenili stan techniczny auta. Przegląd nie wykazał większych zastrzeżeń, poza stanem osłon przegubów. Zdaniem mechaników z ASO, kwalifikowały się one do wymiany, ze względu na stwierdzony w ich okolicy wyciek smaru. Mechanicy oczywiście mogliby naprawić tę usterkę, ale na koszt właściciela auta (część nieobjęta ubezpieczeniem).

Co ciekawe, wymiana wspomnianych osłon w pojeździe została wykonana kilka tygodni wcześniej, w niezależnym warsztacie, którego stałym klientem był nasz bohater. Skąd jednak obecność smaru?

Właściciel warsztatu, który odebrał telefon od klienta wpadł na pewien pomysł.
– „Sprawdź na swoich zdjęciach sprzed naszej naprawy, czy smar nie wygląda tak samo jak teraz. Może mechanik zapomniał wytrzeć go po założeniu nowych osłon.”

Dzięki dokumentacji okazało się, że tak właśnie było. Mechanicy z ASO sprawdzili dokładniej osłony i przeprosili klienta za możliwość narażenia go na niepotrzebne koszty. Z kolei mechanicy z warsztatu niezależnego otrzymali jedynie słowną reprymendę od szefa, by następnym razem pracowali dokładniej. Sytuacja byłaby o wiele trudniejsza do wyjaśnienia, gdyby nie (nad)gorliwość klienta.

Cóż, z klientami nie ma żartów. W dzisiejszych czasach trzeba tolerować ich zachcianki, zwłaszcza, jeśli nie są szkodliwe dla warsztatu. Nas ciekawi szczególnie, czy właściciel pojazdu przekaże całą swoją dokumentację kolejnemu właścicielowi, po odsprzedaży auta. Jeśli tak, będzie to prawdopodobnie najpewniejsze auto z drugiej ręki w całym kraju.

Dowiedz się więcej

10-ciu ulubionych klientów w warsztatach samochodowych
10-ciu ulubionych klientów w warsztatach samochodowych

Na Forum-mechanika.pl rozgorzała dyskusja na temat „ulubionych” klientów, którzy trafiają do warsztatów. Forumowicze podzielili się swoimi doświadczeniami, co zachęciło nas do stworzenia własnej subiektywnej listy 10 typów uciążliwych klientów jacy mogą pojawić się w warsztacie. Wątek na Forum-mechanika.pl o którym mowa znajdą Państwo pod tym linkiem – Ulubiony klient. Poniżej i na kolejnych podstronach przedstawiamy […]

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Iwona, 17 sierpnia 2017, 13:50 0 0

Czy to 7608 na zdjęciu to numer zdjęcia?? Fajnie ale ludzie nie mają chyba lepszych zajęć w życiu. Podziwiam, niemniej wydaje mi się to dość przerażające.

Odpowiedz

Pawel, 18 sierpnia 2017, 15:15 0 0

Jeżeli jest to nowe auto, a raczej jest bo ma gwarancję ASO, może to być przebieg

Odpowiedz

Adaśs, 18 sierpnia 2017, 15:47 0 0

Z tego co pisze w artykule to nie nowe, ma gwarancje, ale dodatkową - taką ludzie wykupują jak auto już po gwarancji

Odpowiedz

Carat, 21 sierpnia 2017, 10:14 3 0

A jak coś się stanie z takim klientem na warsztacie? Na przykład upadnie, złamie rękę? A jak się wybrudzi? Potknie i wpadnie do kanału przeglądowego? Kto wtedy odpowiada? Klient? Chyba nie. Odpowiada właściciel warsztatu. Bo czy osoba niezatrudniona w warsztacie, bez odpowiedniego przeszkolenia może przebywać na warsztacie w czasie naprawy (nie dotyczy rzeczoznawców samochodowych wykonujących opis)? To czy, jeżeli my odpowiadamy za warsztat, mamy pozwalać klientom na takie działania?

Odpowiedz

Jacek, 22 sierpnia 2017, 18:38 0 0

Nadgorliwy klient, nie mający zaufania do wykonawcy. Obecnie zjawisko powszechne w warsztatach i nie tylko samochodowych. Większość nie tylko fotografuje lub zaznacza wymienione części, ale jedzie do konkurencji w celu oceny ( i wyceny ) wykonanej usługi.
P.s zdjęcie nie odzwierciedli faktycznego stanu technicznego auta.
Dlatego w encyklopediach przyrodniczych np. ptaki przedstawia się w rysunku, a nie zdjęciem - tak na marginesie.

Odpowiedz