Nasi w Brukseli

, 3 maja 2008, 0:00

Od chwili wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej, stale jesteśmy informowani, jak wiele zależy od kolejnego traktatu, pierwiastka, Joaniny, Karty Praw Podstawowych i różnych innych zapisów. Trudno się w tym wszystkim połapać nie tylko przeciętnemu obywatelowi, ale również naszym czcigodnym parlamentarzystom, od których przecież przyjęcie wspomnianych rozwiązań zależy. Pokazała to sonda przeprowadzona przez telewizyjnych dziennikarzy na sejmowych korytarzach. Na dziesięciu posłów z pierwszego garnituru politycznego, zarówno z koalicji jak i opozycji, jeden tylko potrafił powiedzieć cokolwiek na temat tego, co się zmieni po wejściu w życie traktatu z Lizbony.
Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że te unijne przepychanki to tylko zabawy polityków, a nam, prostym mechanikom nic do tego. Od decyzji Brukseli zależy na przykład, czy dostęp do informacji technicznych będzie realny, czy na niby. A to już bezpośrednio dotyczy funkcjonowania naszego warsztatu.

Decyzje zapadające w instytucjach unijnych nie zależą wyłącznie od anonimowych biurokratów. Są one również wypadkową interesów poszczególnych krajów członkowskich reprezentowanych na forum Rady UE. Niedługo rozstrzygną się na nim losy klauzuli napraw, która ma szansę stać się przepisem obowiązującym we wszystkich krajach unijnych. Wiele tu zależy również od Polski, która dysponuje taką samą siłą głosu, co Hiszpania. Kilka miesięcy temu klauzulę uchwalono w naszym kraju i wydawałoby się, że przedstawiciele polskich władz opowiedzą się za nią również podczas głosowania Rady UE. Tymczasem dochodzą nas słuchy, że Polska nie poprze klauzuli. Byłby to krok co najmniej niezrozumiały. Paradoks obecnego stanu prawnego w UE polega bowiem na tym, że obrót zamiennikami tzw. elementów widocznych jest w jednych krajach (w tym w Polsce) legalny, zaś w innych ścigany z mocy prawa. Jeśli nasi przedstawiciele zagłosują przeciw klauzuli, pokażą tym samym, że bronią wolności gospodarczej w Polsce, opowiadając się jednocześnie za ochroną monopolu koncernów samochodowych w pozostałych krajach unijnych. Z wielu względów, takie posunięcie byłoby dla niezależnego rynku motoryzacyjnego niekorzystne. Miejmy zatem nadzieję, że pogłoski się nie potwierdzą.

Autor: Krzysztof Rybarski

Tekst ten pochodzi z miesięcznika „Świat Motoryzacji” nr 4/2008. Krótka informacja o innych artykułach z tegoż wydania „Świata Motoryzacji” znajduje się w zakładce Prasa

Komentarze

Brak komentarzy