Historie o nierozważnych klientach warsztatów

Za stan samochodów na polskich drogach odpowiadają nie tylko nieuczciwi handlarze sprzedający pojazdy  „robione na sztukę”, ale także sami kierowcy, którzy szukając oszczędności, zwlekają z wymianą części eksploatacyjnych. 

 

Na to, jacy klienci przyjeżdżają do warsztatu, mechanicy nie mają wpływu. Użytkownicy strony forum-mechanika.pl opisują sytuacje przytrafiające się w ich warsztatach. Są to historie zarówno zabawne jak i te co najmniej szokujące. Ukazują zarówno głupotę właścicieli samochodów jak i niebywały spryt. Przedstawiam Wam kilka z nich.

Domowy włącznik światła 

Do Maurycego mężczyzna przyjechał pojazdem Iveco, w celu wymiany sprzęgła. Miała to być rutynowa sprawa. Samochód miał jednak pewne udoskonalenia. Ktoś zamienił standardowy włącznik świateł w tym modelu na standardowy włącznik światła… w domu. Do tego wynalazku przypisana jest jeszcze funkcja uruchamiania silnika. Luźny kabel widoczny na zdjęciu, odpowiada za pracę rozrusznika. 

Po bieżniku pozostało wspomnienie 

Następna historia miała miejsce porą zimową. Do warsztatu administratora forum o pseudonimie „Misiek” dotarł stały klient, który serwisuje u niego pojazdy od kilku lat. Jest to klient nie przykładający wagi do stanu technicznego samochodów, jakimi się porusza. Każe więc naprawiać tylko to, co jest niezbędne do dalszej jazdy. Wynikiem czego stan jego pojazdów jest opłakany. Auto przyjechało na lawecie po wpadnięciu w głęboką koleinę przykrytą śniegiem.

Po podniesieniu Nissana Primery P11 na podnośniku, zdiagnozowano uszkodzone łożysko na zwrotnicy z lewej strony. Stan ogólny pojazdu był bardzo kiepski, jednak mechaników najbardziej zdziwił stan opon, na jakich poruszał się ów klient. Była ona kompletnie pozbawiona bieżnika. Warto przypomnieć, że takim autem kierowca poruszał się po drogach zimą, co jest bardzo niebezpieczne, mówiąc delikatnie. 

 

Ratowanie podwozia

Trudni klienci są zwykle jedną z  podstawowych przyczyn irytacji w warsztacie. Wie coś o tym forumowicz Misiek.

Fiat Brava przyjechał do serwisu ze stukającym zawieszeniem. Po sprawdzeniu pojazdu okazało się, że do wymiany są obydwa przednie wahacze. Wadliwe części zostały zdjęte, natomiast po założeniu nowych i przy dokręcaniu ostatniej śruby od tulei rozleciały się sanki. Auto nie nadawało się do jazdy, a z racji wieku i nie najlepszego stanu technicznego klient otrzymał propozycję zabrania samochodu na złomowisko, na co odparł, że chce ratować pojazd.

Kupił w tym celu sprawne, używane sanki. Element został dostarczony, uszkodzony zdjęty. Okazało się, że śruby od sanek nie pokrywają się ze śrubami w aucie. Mechanicy mierzyli i oglądali pojazd w pewnym momencie dostrzegając pęknięte podłużnice, rozsunięte na boki. Oznaczało to kolejny telefon do klienta z prośbą o zabranie samochodu. Ten natomiast znów poprosił, aby jeszcze na trzy tygodnie uruchomić auto, ponieważ nowe jest w drodze, a on musi czymś się przemieszczać.

Forumowicz Misiek odpowiedział, że raczej nie, z racji fatalnego stanu technicznego grożącego wypadkiem. Po długim namyśle stwierdził jednak, że postara się poskładać to auto, tak aby wytrzymało dojazdy do pracy na ten czas. Mechanicy pospawali co się dało, aby wzmocnić uszkodzone elementy, a także zostało przygotowane oświadczenie do podpisania, informujące klienta o stanie auta, stwierdzeniu niezdatności do jazdy oraz odebraniu pojazdu przez klienta na własną odpowiedzialność.

Złożone auto już miało wyjechać z warsztatu, lecz mechanik stwierdził, że coś jest nie tak, ponieważ kierownica miała zakres skrętu mniej więcej 1/4 obrotu w lewo i 1/4 obrotu w prawo. Okazało się, że ściana grodziowa się rozpadła, a maglownica wpadła do kabiny.

Został wykonany kolejny telefon do klienta z nakazem zabrania samochodu na lawecie we wspomnianym wcześniej kierunku. Aby wyjechać z warsztatu mechanicy prowizorycznie podreperowali uszkodzenia. Auto udało się o własnych siłach wyprowadzić z warsztatu. Przyjechał klient. Porozmawiał, pooglądał auto, zapłacił za naprawę, a następnie wsiadł do tegoż auta i odjechał.

 

Magiczny łącznik stabilizatora

Niestety łatwo jest oszukać klienta nie znającego się na mechanice pojazdowej, co kusi niektórych warsztatowców, aby dorobić kilka złotych jego kosztem. Stwarza to nie tylko niebezpieczeństwo na drodze, ale również psuje opinię mechaników. Idealnie wpisuje się w to komentarz użytkownika na forum mechaników.

– Saab 95 z nowym łącznikiem stabilizatora. Podobno tydzień temu zakładany w Wawie. W sumie wciąż widać, że świeży no i nie stuka. – pisze GSS_Daniel

Smoła w silniku

Regularna wymiana oleju jest bardzo ważna, ponieważ wpływa to nie tylko na kondycję czy długowieczność jednostki ale również nie utrudnia pracy mechaników. Zaniedbanym pacjentem jest Peugeot 307, którym przyjechała pewna Pani na standardową wymianę oleju, do forumowicza Rafała.

Po odkręceniu korka okazało się, że olej pod wpływem nadmiernego zużycia rozpoczął proces zmiany z postaci ciekłej na stałą, przypominając gęstością smołę. Samochód przejechał na tym oleju według wskazania komputera 15 200 mil. 

 

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

autor / 27 kwietnia 2017, 21:37

Będąc członkiem forum to dopiero początek …

1 0 odpowiedz

autor / 7 maja 2017, 13:52

Miałem tak: przyjechała pewna pani peżocikiem, ponieważ zapaliła się kontrolka ciśnienia oleju. Autko miało 5 lat i 57 tys.km. Patrzę, atu nakoniuszku bagnetu kropelka smoły. Pytam więc: A kidy pani zmieniała olej? Na co pani: Cooooo??? Przecież ja mam NOWY samochód!!! Wsiadła w niego, odjechała bez słowa, więcej n ie pokazała się, no bo i po co?

0 0 odpowiedz

autor / 16 maja 2017, 19:19

Witam

Kiedyś miałem klienta chyba Peugeotem na wymianę oleju, prosta standardowa robota. Na pytanie czy zmieniamy filtry pan stwierdził ze filtr oleju zmienia co drugą zmianę oleju 😉

0 0 odpowiedz