Ciąg dalszy afery „Dieselgate”

, 23 stycznia 2018, 13:35

Wydawałoby się, że koncern Volkswagen wyciągnął wnioski z afery, która wybuchła w 2015 r. w związku z przekraczanymi normami emisji spalin w ich samochodach. Jak się jednak okazuje sprawa nadal nie jest zakończona, a właściwie zaczyna się od początku.

Akcja serwisowa Audi
Jak podaje Agencja Reutersa, Niemiecki Federalny Urząd Transportu (KBA) wykrył nielegalne oprogramowanie do kontroli emisji spalin w samochodach Audi, w modelach z silnikami diesla. Sprawa dotyczy ponad 127 tysięcy pojazdów.

Ministerstwo transportu poinformowało, że wycofane zostaną samochody z silnikami diesla z serii A4, A5, A6, A7, A8, a także SUvy – Q5 i Q7.Tylko w Niemczech problem dotyczy niemal 78 tysięcy pojazdów

KBA poinformowało Audi, że do dnia 2 lutego musi poinformować, w jaki sposób planuje aktualizację oprogramowania kontrolującego emisję spalin, upewniając się przy tym, że nie będzie możliwości nielegalnego manipulowania w wynikach układu kontroli emisji.

W swoim oświadczeniu Audi napisało, że wspomniane pojazdy zawarte zostały wśród 850 tysięcy samochodów, które zostały objęte programem modernizacji silnika wysokoprężnego EU5/EU6 V6 i V8, ogłoszonego w lipcu 2017 r. Jak zapewnia grupa Volkswagen, oprogramowanie sterujące silnikiem dla powyższych pojazdów zostanie całkowicie zmienione, przetestowane i przesłane do KBA w celu zatwierdzenia. Producent samochodów dodał także, że jest w ścisłej współpracy z Urzędem Transportu i stosuje się do jego wytycznych. 

W ramach tej systematycznej i szczegółowej oceny, KBA wydała również komunikat dotyczący modeli Audi z silnikami TDI V6. W listopadzie 2017 r. Audi wezwało na akcję serwisową 5 tysięcy samochodów w całej Europie, po tym jak odkryto, że emitują zbyt dużą ilość zanieczyszczającego tlenku azotu, jak w przypadku „Afery Volkswagena” z 2015 r.

Dieselgate
Afera Volskwagena wybuchła we wrześniu 2015 r. po tym jak amerykańska Agencja Ochrony Środowiska odkryła, że producenci samochodów z grupy Volkswagen celowo tak zaprogramowali turbodoładowane silniki diesla, aby ograniczenia emisji zanieczyszczeń były aktywowane jedynie podczas testów laboratoryjnych. Dzięki temu emisja tlenku azotu spełniała wszystkie amerykańskie normy, jednak w rzeczywistości podczas jazdy normy te przekroczone były niemal 40-krotnie. Ten problem mógł dotyczyć około 11,5 miliona samochodów wyprodukowanych w latach 2009-2015 na świecie i w USA wyposażonych w silnik z oznaczeniem EA 189 – 5 milionów VW, 2,1 miliona Audi, 1,2 miliona Skody, 1,8 miliona pojazdów komercyjnych oraz 700 tysięcy Seata.

Początkowo Volkswagen twierdził, że te „rozbieżności” to jedynie usterki techniczne. Przyznanie się do stosowania nielegalnego urządzenia nastąpiła dopiero, kiedy Agencja Ochrony Środowiska zagroziła wycofaniem homologacji dla samochodów Audi i VW z silnikiem diesla w 2016 r. W trakcie analizy producenta okazało się, że fałszowanie pomiarów emisji spalin dotyczyło 11 milionów wyprodukowanych samochodów, a kierownictwo fabryki najprawdopodobniej wiedziało o tych nieprawidłowościach już w 2007 r. Podczas badań wykryto również pewne nieprawidłowości w poziomie emisji nie tylko tlenku azotu, ale również dwutlenku węgla. Dotyczyło to również samochodów z silnikiem benzynowym.

Odpowiedzialną za fałszowanie wyników grupy Volkswagen była jednostka zarządzająca silnikiem, która wykrywała prędkość pojazdu, czas trwania pracy silnika, ciśnienie barometryczne oraz położenie kierownicy, w takich modelach jak: Volkswagen Touareg, Porsche Cayenne, Audi A6 Quattro, Audi A7 Quattro, Audi A8, Audi A8L, Audi Q5 i Audi Q7, VW Beetle, VW Golf, VW Jetta, VW Passat.

Akcja naprawcza dotyczyła nie tylko Stanów Zjednoczonych (tam objętych nią było 480 tysięcy pojazdów), ale również krajów europejskich – Niemiec (2,8 miliona samochodów), Wielkiej Brytanii (1,2 miliona), Francji (984 tysiące), Austrii (360 tysięcy), Czech (148 tysięcy), Portugalii (94 tysiące).

Komentarze

Brak komentarzy