5 lat więzienia za cofnięcie licznika. Rząd poluje na nieuczciwych handlarzy.

Witold Hańczka, 12 stycznia 2018, 13:49

W Ministerstwie Sprawiedliwości powstał projekt nowelizacji Kodeksu Karnego nakładający wysokie kary za ingerencje w stan licznika pojazdu. Czy zmiana ma szansę powstrzymać plagę nękającą polski rynek samochodów używanych?

Ministerstwo chce wprowadzić częstsze i bardziej skuteczne kontrole pojazdów pod kątem potencjalnie dokonanych manipulacji przy stanie licznika. Mieliby się tym zająć policjanci oraz diagności.

Kary na poziomie od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności wzbudzają grozę, jednak mamy pewne obawy, czy projekt nie stanie się wyłącznie tzw. „straszakiem”. Wątpliwości budzą bowiem proponowane metody egzekwowania przepisów. Policjanci mają zapisywać stan licznika podczas rutynowych kontroli pojazdów. Dane mają potem wysyłać do CEP. Dokładnie to samo już teraz czynią diagności podczas obowiązkowych badań technicznych pojazdów. Dodatkowe kontrole policji mogą wpłynąć jedynie na marginalne zjawisko regularnego cofania przebiegów co roku, przed każdym przeglądem. W żaden sposób nie będą mieć jednak wpływu na cofanie liczników aut przywożonych do kraju, które stanowią lwią część całego problemu.

W zamian Ministerstwo zamierza zająć się regulacją ingerencji w pojazd, polegających na wymianie licznika. Będzie można to zrobić tylko wtedy, gdy poprzedni licznik przestanie działać. Po dokonaniu wymiany będzie trzeba następnego dnia zgłosić jej fakt w SKP, a następnie w ciągu 10 dni przyjechać na specjalne (płatne) badanie, podczas którego diagnosta sprawdzi poprawność działania licznika. W jaki sposób je sprawdzi? Tego nie ujawniono.

Na pytanie, czy wymiana licznika jest popularną metodą fałszowania przebiegu pojazdu, osoby związane z branżą motoryzacyjną odpowiedzą sobie same. Wiele wskazuje na to, że polskie władze chcą bardzo silnie zaangażować się w walkę z procederem cofania liczników. Za to należy im się pochwała. Niestety póki co brakuje pomysłów, które mogłyby okazać się skuteczne. Ograniczanie skali działalności nieuczciwych sprzedawców pojazdów przypomina więc wysypywanie piasku z piaskownicy za pomocą łyżeczki do herbaty…

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Black, 16 stycznia 2018, 14:24 3 0

Pomysł bardzo dobry, tylko pewnie będzie niewykonalny. Ale jak najbardziej "poprawianie" przebiegu powinno być karane. Cierpi na tym najbardziej klient, który często przez masę zcasu szuka wymarzonego autka, i cieszy się jak dziecko że znalazl wreszcie z niskim przebiegiem... A oszust z kamienną twarzą wmawia mu ,jaką to cudowną okazję znalazł...

Odpowiedz

Mick, 18 stycznia 2018, 8:15 3 0

Pomysł dobry, uderzy przede wszystkim w tępych handlarzy, kupujących auta w Polsce i cofających liczniki. Auta z zagranicy są praktycznie nie do sprawdzenia. Grupa VW w miarę, Mercedes, BMW, a cała reszta jeśli nie była serwisowana u dealera to nie ma śladu. Często sprowadzałem auta z Francji i jeśli auto nie było w serwisie to nie ma śladu w systemie. Dużo aut w Europie serwisuje się w małych warsztatach ze względu na wysokie koszty robocizny u dealera.

Odpowiedz

Anonim, 19 stycznia 2018, 21:16 1 0

Kolejny "bardzo dobry pomysł", taki jak cała seria tych z plusem (500+ itp.), za który zapłacą, a raczej zostaną "ukarani" podatnicy, bo przecież przez te pięć lat będzie trzeba płacić na delikwenta zbijającego przymusowo bąki w zamkniętym "kurorcie". Sens by to miało gdyby został oddelegowany na przymusowe roboty dzięki, którym spłaciłby wyrządzoną przez siebie szkodę i wcale nie musiałoby to wtedy trwać aż 5 lat. Motto z bramy Auschwitz wreszcie nabrałoby prawidłowego wydźwięku. Dopóki za "błędy" decydentów i przestępców będą płacili podatnicy (budżet) - nic się nie zmieni. Sam przepis zapewne będzie tak samo świetnie działał jak CEPIK i inne tego typu bazy danych, które po prostu nie udostępniają obywatelom danych np. wypadkowych z towarzystw ubezpieczeniowych. A przecież każde auto ma VIN, przechodzi przeglądy techniczne, gdzie już od kilku lat diagności spisują przebieg auta. A jeżeli chodzi o auta sprowadzane bez historii to i tak ich liczniki będą cofane, tyle że zapewne jeszcze za granicą, bo przecież historii ne mają i "nic panie nie było robione, a niemiec jak sprzedawał to płakał...". Sam przepis może najwyżej spowodować to, że z rynku wtórnego znikną auta z przebiegiem ok 156 000km. za 20 tyś zł., a pojawią się te same auta z przebiegiem 300 000 km. w tej samej cenie. Alternatywą jest oczywiście zakup najtańszych nowych aut z mikro-jednorazowymi silniczkami za kwotę prawie trzykrotnie większą. Sam proceder cofania liczników (raczej kręcenia, bo w państwowych instytucjach kręcili do przodu) jest tak stary jak historia polskiej motoryzacji i o ile cofnięcie 200 000km np mercedesowi W124 z silnikiem diesla w latach 80 nie "szkodziło" bo i tak prawie każdy przejeżdżał milion km., to cofnięcie 100 000km z nowoczesnej "popierdułki" jest jak zabranie połowy życia. Wszystkim chcącym kupić auto życzę przede wszystkim zdrowego rozsądku, którego nam żyjącym w "Polskim Matrix-ie" stanowczo brakuje.

Odpowiedz