Kontrola emisji spalin samochodów – w Polsce badamy tylko w teorii

Witold Hańczka, 1 marca 2017, 12:19

Zanieczyszczenia wydobywające się z rur wydechowych samochodów uważa się za jedną z głównych przyczyn pogarszającego się stanu powietrza w Polsce. Mimo to, w naszym kraju nie przeprowadza się efektywnych badań czystości spalin. Zmiana tego stanu rzeczy może być bardzo trudna.

Co się bada na przeglądach?

Kierowcy w Polsce są nieustannie „straszeni” bliżej nieokreśloną nadchodzącą zmianą przepisów, która ma położyć kres procederowi wycinania filtrów cząstek stałych czy dezaktywacji zaworów EGR w samochodach. Takie działania są zgodnie z literą naszego prawa nielegalne, ale ze względu na brak efektywnych kontroli, uchodzą za całkowicie bezkarne. Zmiana systemu i przeprowadzenie efektywnych kontroli jest możliwe, jednak wiązałoby się z przeprowadzeniem małej rewolucji i oczywiście dużymi kosztami.

Gdyby efektywne badanie najgroźniejszych dla środowiska zanieczyszczeń z rur wydechowych było proste do przeprowadzenia, prawdopodobnie od dawna nie mielibyśmy w Polsce samochodów z wyciętymi filtrami DPF czy zaślepionymi zaworami EGR. Niestety wiarygodny pomiar emisji cząstek stałych czy tlenków azotu (NOx) jest trudny do zrobienia poza laboratorium. Trudny, acz nie niemożliwy.

Obecnie stacje kontroli pojazdów sprawdzają spaliny za pomocą dymomierzy lub analizatorów spalin z dymomierzami. Nawet poprawne zbadanie zadymienia nie mówi jednak wiele na temat jakości spalin. Jest to analiza optyczna – sprawdzane jest zmniejszenie przejrzystości strumienia światła przez cząstki sadzy zawarte w spalinach. Sadza składa się z cząstek stałych, jednak nie można powiedzieć, że zbadanie zadymienia jest obiektywną metodą oceny całkowitej ilości cząstek emitowanych przez silnik. Współczesne diesle emitują o wiele mniej sadzy niż ich poprzednie generacje, co można ocenić nawet „na oko”, obserwując to, co wydostaje się na zewnątrz rury wydechowej. Co ważne, współczesny diesel, nawet bez filtra DPF, bez problemu zmieści się w dopuszczalnym limicie zadymienia. Będzie jednak emitował do atmosfery wiele zanieczyszczeń, których dymomierz nie sprawdza.

Czym badać spaliny?

Wiele współczesnych urządzeń, oferowanych przez producentów stacjom SKP posiada liczne dodatkowe funkcjonalności. Spytaliśmy przedstawicieli firmy Cartec o dostępne w jej ofercie analizatory spalin. Modele z wyższej półki są wyposażone w dymomierz, a poza tym są w stanie skutecznie mierzyć m.in. zawartość tlenu (O2), tlenku węgla (CO), dwutlenku węgla (CO2) czy węglowodorów (HC).

– Model SUN DGA1500 może być wyposażony w akcesoria ułatwiające poprawne przeprowadzenie badania. Dodatkowo, opcja obrotomierza przewodowego – moduł CAP 8500 jest w stanie odczytać prędkość obrotową silnika z tętnienia napięcia generowanego przez alternator pojazdu, niezależnie od tego, czy jest to silnik z zapłonem samoczynnym czy też iskrowym. Wynik tego pomiaru wystawiany jest na pętlę, która przypomina swoją funkcjonalnością przewód wysokiego napięcia, zasilającego świece i może być bezproblemowo odczytany przez analizator/dymomierz zwykłymi cęgami.” – chwali urządzenie Marcin Nawrot, Kierownik Serwisu w firmie Cartec.

Jednocześnie specjalista przyznaje, że potencjał dostępnych na rynku urządzeń jest niewykorzystywany ze względu na warunki badania pojazdów na stacjach SKP. Niektóre analizatory potrafią badać emisję tlenków azotu (NOx). Stacje nie mają jednak warunków do przeprowadzania takich kontroli.

– Aby poprawnie zmierzyć zawartość tlenków azotu należy choć częściowo obciążyć silnik. Na dzień dzisiejszy na SKP brak jest takiej możliwości, chyba że uzbroimy diagnostę w narzędzia, które będą emulowały cykl jezdny – dodaje Marcin Nawrot.

Z podobnych względów stacje kontroli pojazdów nie sprawdzą emisji cząstek stałych. Na rynku są narzędzia, które umożliwiają przeprowadzenie wiarygodnego testu poza laboratorium. Przykładem jest urządzenie firmy Maha – MPM-4. Ten sprzęt pobiera spaliny w podobny sposób jak zwykły analizator, a następnie poddaje je działaniu światła laserowego. Światło rozprasza się na napotkanych cząstkach, co jest rejestrowane przez odbiornik. Ten emituje sygnał, który jest przeliczany na wartość stężenia masowego cząstek stałych. Problemem w tym przypadku jest ustalenie odpowiednich warunków badania. Miernik firmy Maha, jak i inne podobnie do niego działające urządzenia, jest w stanie zbadać masę cząstek, ale takie badanie nie ma sensu, gdy samochód stoi bez ruchu z włączonym zapłonem. Powinno badać się emisję cząstek w warunkach bliskich rzeczywistym, czyli np. podczas przyspieszania do określonej prędkości. Stacje SKP nie posiadają hamowni, na których można byłoby wykonać taki test.

Maha – MPM-4

Zacznijmy od podstaw

Powyższe przykłady dowodzą, że badanie najbardziej szkodliwych dla środowiska zanieczyszczeń emitowanych przez pojazdy jest skomplikowane. Nie są w stanie robić tego ani stacje kontroli pojazdów, ani tym bardziej inspektorzy ITD, okresowo przeprowadzający kontrole przy drogach z użyciem dymomierzy. Problemów jest więcej. Nawet teoretycznie tak prosta czynność jak sprawdzenie czy dany pojazd posiada fizycznie filtr cząstek stałych czy też został on wycięty, może sprawiać kontrolerom duży problem.

Jeżeli układ wydechowy nie nosi ewidentnych śladów ingerencji (np. wycięcia filtra i wstawienia w jego miejsce fragmentu zwykłej rury), określenie czy pojazd posiada filtr czy nie, jest trudne. W niektórych przypadkach można to stwierdzić za pomocą diagnostyki pojazdu poprzez OBD, jednak współcześnie popularne jest montowanie tzw. emulatorów lub programowania jednostki centralnej pojazdu w taki sposób, by brak filtra nie mógł zostać wykryty. I w tym przypadku rynek motoryzacyjny ma już opracowane rozwiązanie. Istnieją urządzenia, umożliwiające sprawdzenie fizycznej obecności wkładu filtra w jego obudowie.

Co się zmieni i czy prawo zadziała wstecz?

Wybuch afery dieselgate, związanej z fałszowaniem przez koncern Volkswagen wyników testów emisji zanieczyszczeń prawdopodobnie znacznie przyspieszy zmianę prawa unijnego w kwestii kontroli pojazdów. Skuteczna zmiana systemu jest możliwa. Proste dymomierze można zastąpić o wiele bardziej funkcjonalnymi urządzeniami już dostępnymi na rynku. Wyposażenie stacji SKP w takie narzędzia będzie oczywiście kosztowne, jednak może okazać się niezbędne. Konieczne jest jednak także ustalenie odpowiednich procedur przeprowadzania badań i oczywiście korekta prawa unijnego i krajowego. Prace nad tymi zadaniami już trwają.

Jeżeli emisję cząstek stałych będzie można skutecznie kontrolować, bardzo wiele pojazdów jeżdżących po drogach w Polsce nie przejdzie obowiązkowego przeglądu technicznego. Nawet jeśli wcześniej kilkukrotnie tego typu badanie przechodziły z pozytywnym wynikiem. Pomiary będą odbywać się w danym momencie, więc nieistotne będzie to, czy np. filtr DPF został wycięty przed czy po zmianie procedur badawczych. Bardzo wiele aut z silnikami diesla może zniknąć z dróg. Mowa głównie o pojazdach, w których przypadku koszt ponownego montażu filtra może stanowić znaczną część wartości rynkowej samego auta.

konsultacje: Marcin Nawrot, inż. Stefan Myszkowski

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

ketiw38 (1 marca 2017, 19:13) ~ "Zanieczyszczenia wydobywające się z rur wydechowych samochodów uważa się za jedną z głównych przyczyn pogarszającego się stanu powietrza w Polsce" Czy mogę prosić opracowanie na podstawie którego są wyciągnięte tak daleko idące wnioski? Proszę też o wskazanie urządzeń wykorzystywanych: "Obecnie stacje kontroli pojazdów sprawdzają spaliny za pomocą dymomierzy lub analizatorów spalin z dymomierzami. " Niestety artykuł jest napisany bardzo niedbale, co może świadczyć o wiedzy piszącego, nie wspominając o recenzentach. Należy też rozróżnić pojęcia dymomierzy i analizatorów spalin używanych na Stacjach Kontroli Pojazdów od analizy składu spalin. Waldek

2 0 Odpowiedź

Angas SKP (2 marca 2017, 8:18) ~ Może rzeczywiście mogłoby być bardziej szczegółowo, ale mysle, że główną tezą tego artykułu jest to, że na stacjach nie bada się najbardziej groźnych zanieczyszczeń - to jest tlenkow azotu i czastek stałych. I z tą tezą się zgadzam, bo co z tego że badamy "coś tam coś tam", skoro nie badamy najważniejszego. Ta sytuacja to jest impass, a na jej zmianie zawsze ktoś ucierpi, jak nie stacje to kierowcy.

0 0 Odpowiedź

ketiw38 (2 marca 2017, 11:32) ~ Niestety nie mogę się zgodzić z takim komentarzem. Proszę nie zapominać o tytule: "Kontrola emisji spalin samochodów – w Polsce badamy tylko w teorii" gdyby tytuł brzmiał: "Kontrola emisji spalin samochodów – w Unii Europejskiej badamy tylko w teorii" to może i bym się pogodził, ale jako Polak czuję się (jest takie ostatnio modne określenie) deprecjonowany. My w Polsce nie odstajemy od Unii Europejskiej, nie mamy się czego wstydzić. A to, że nie umiemy stworzyć stref ekologicznych w miastach - to już inna sprawa. Waldek

0 0 Odpowiedź

Stefan Myszkowski (3 marca 2017, 10:25) ~ Szanowni Państwo, Jako osoba, która konsultowała ten artykuł, czuję się w obowiązku udzielić kilku wyjaśnień. Tak, konsultowałem treść tego artykułu, ale uwagi nie doszły do autora, ze względu na uszkodzenie w oprogramowaniu mojego komputera. Dlatego teraz pozwolę się ustosunkować do treści artykułu i uwag forumowiczów. Zdanie „Zanieczyszczenia wydobywające się z rur wydechowych samochodów uważa się za jedną z głównych przyczyn pogarszającego się stanu powietrza w Polsce.” należałoby zastąpić zdaniem „Zanieczyszczenia wydobywające się z rur wydechowych samochodów uważa się za jedną z głównych przyczyn pogarszającego się stanu powietrza w centrach polskich miast, szczególnie tych dużych.” Jest to zanieczyszczenie, na które składają się: składniki szkodliwe spalin, pył z okładzin hamulcowych i sprzęgłowych (mimo, że od dawna bezazbestowe, to jednak szkodliwe -powiedzmy mniej) i pył ze startych opon. To zanieczyszczenie utrzymuje chłodne, zamglone powietrze, przy bezwietrznej pogodzie, ze względu na to, że wspomniane zanieczyszczenia są trudno rozcieńczane przez powietrze - ale tylko rozcieńczana. W powietrzu jednak pozostają. Są wyniki badań potwierdzających ten fakt i takimi dysponuję. Są to poważne badania, a nie badaniami jakiś społecznych grup antysmogowych czy grup ekologów, którym nie można odmówić chęci i zaangażowania, ale brak jest im czasami wiedzy. Np. każą mierzyć policji emisję CO2, jako rzekomo związku toksycznego. Ponadto nie ma żadnych norm emisji, dla kontroli pojazdów. Wartości mierzone podczas homologacji pojazdów, nie służą do kontroli pojazdów, pod względem emisji. Dwutlenek węgla, w bezpośrednim działaniu na organizmy żywe, nie jest szkodliwy!!. Wg obecnej wiedzy przyczynia się natomiast do szkodliwego działania tzw. efektu cieplarnianego. Jeśli interesują Pana wyniki badań zespołu naukowców z Politechniki Warszawskiej, dotyczących centrum Warszawy, oraz ich wpływu na wybrane choroby mieszkańców - prześlę, mój adres E-mail stefan.myszkowski@skk.auto.pl. Drugą nieścisłość jest w zdaniu „Obecnie stacje kontroli pojazdów sprawdzają spaliny za pomocą dymomierzy lub analizatorów spalin z dymomierzami” Lepszym było by zdanie – „Obecnie stacje kontroli pojazdów sprawdzają skład spalin silników ZI z wykorzystaniem analizatorów spalin, a spaliny silników ZS są oceniane tylko podstawie pomiaru zadymienia, urządzeniami nazywanymi dymomierzami.” A tak całość artykułu, na poziome dziennikarskim, jest dobra. To nie jest artykuł naukowy. Forumowicz o nicku Ketiw38 ma rację, że należy rozróżnić kontrolę emisji spalin przez silniki ZI, która dokładnie jest kontrolą emisji WYBRANYCH składników szkodliwych przez analizator spalin. Dla ciekawości dodam, że analizator spalin, mierzy tylko ok. 16% emisji węglowodorów, więc trudno go uznać za urządzenie badawcze. Ale do pomiarów składu spalin w serwisach samochodowych i SKP, jest wystarczający. Natomiast czymś zupełnie innym jest ocena emitowanych spalin przez silniki ZS. W SKP, ani w serwisach samochodowych, nie ma możliwości pomiaru składu spalin silnika ZS, a szczególnie nie w jednostkach objętościowych (% vol). Spaliny silników ZS tylko oceniamy, pod względem zadymienia, powodowanego z kolei przez sadzę. Jednak sadza, to tylko jeden z wielu składników, jakie wchodzą z wkład cząstek stałych. Sadza tworzy tzw rdzeń węglowy cząstek stałych. Ani pomiar zadymienia spalin, ani pomiar emisji cząstek stałych (zgodnie z def. homologacyjną) połączony z pomiarem ilości emitowanych cząstek stałych nie dają poglądu o składzie spalin silników ZS.

0 0 Odpowiedź

ketiw38 (3 marca 2017, 13:15) ~ Napisał Pan: "W SKP, ani w serwisach samochodowych, nie ma możliwości pomiaru składu spalin silnika ZS, a szczególnie nie w jednostkach objętościowych (% vol)" Więc proszę wytłumaczyć dlaczego autor artykułu poruszył aspekt SKP, nie poruszając aspektu producentów? Dlaczego nie napisał wprost, że w zgodzie z obowiązującym prawem (w całej Unii) to nowe auto może być trucicielem? Nawiasem mówiąc poddawany badaniu SKP dopiero po trzech latach eksploatacji. Co więcej tytuł artykułu w moim odczuciu insynuuje, że taki proceder występuje tylko w Polsce, a tak nie jest. Proszę zauważyć, że napisał Pan: "A tak całość artykułu, na poziome dziennikarskim, jest dobra. To nie jest artykuł naukowy." Pozwoli Pan, że nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. To nie jest artykuł umieszczony w prasie bulwarowej, tylko na portalu mam nadzieje, że aspirującego do pisma fachowego, a nawet napiszę do branżowego. Mam nadzieję, że odniesie się do artykułu inny konsultant np do zdania: "Spytaliśmy przedstawicieli firmy Cartec o dostępne w jej ofercie analizatory spalin. Modele z wyższej półki są wyposażone w dymomierz, a poza tym są w stanie skutecznie mierzyć m.in. zawartość tlenu (O2), tlenku węgla (CO), dwutlenku węgla (CO2) czy węglowodorów (HC).?" Nadmieniam, że błędów merytorycznych jest więcej. Z przykrością muszę stwierdzić, że jest to w jakiejś modzie pisać źle o Stacjach Kontroli Pojazdów i pracujących tam diagnostach samochodowych. Nie porusza się tutaj braku działań w dużych miastach na rzecz "stref ekologicznych", co w moim odczuciu jest największym błędem. Waldek

0 0 Odpowiedź

KIerowiec (19 października 2017, 17:19) ~ Mam ważne badanie techniczne w dowodzie rejestracyjnym i reszta mnie nie interesuje.Z tego względu nie pozwolę sobie zabrać dowodu rejestracyjnego przez jakieś badanie na drodze. Mam pytanie jaka jest podstawa prawna takiego badania przez policję . Badanie czystości spalin mają obowiązek przeprowadzić SKP i na nich ciąży ten obowiązek. Kwestie wyposażenia technicznego tych stacji i rzetelności diagnostów (łapówki) to nie mój problem .

1 0 Odpowiedź

Mario (14 listopada 2017, 21:34) ~ Co z tego, że dzięki DPF-u nie miałem czarnej końcówki wydechu i niby nie zatruwałem wszystkich dookoła jak przy przebiegu ok 190 tyś. musiałem go usunąć. Auto już nie dawało rady wypalać tego syfu, zwiekszało dawkowanie paliwa na okrągło. Na zbiorniku o poj. 63 litrów ledwo robiłem 600 km w cyklu mieszanym, a do tego zwiekszal mi się poziom oleju silnikowego przez nie przepalanie całej wtrysnietej dawki paliwa do komory spalania. Do tego tak spaliny walily przez Egr, że zaczął się przycinać co zauważyłem jak już zaczęło mi dlawic silnik, że jadąc na wolnych obrotach po prostu czasami gasł. Co to za ekologia jest się pytam? Po operacji wszystko jak ręką odjął, a spalanie piękne, bez problemu wyciskam ok 950 km na zbiorniku. Jak już coś wprowadzają to niech zrobią to łatwe w czyszczeniu czy cokolwiek. Bo to jest tylko nabijanie kasy korporacją.

1 0 Odpowiedź