„Jak zwykle prawo jest tworzone w pośpiechu” – wywiad z Leszkiem Turkiem z PISKP

Już za miesiąc odbędzie się trzynasta konferencja Stacje Kontroli Pojazdów. Z tej okazji zapytaliśmy Leszka Turka, prezesa PISKP o to, co dzieje się w branży zajmującej się sprawdzaniem stanu technicznego pojazdów i jakie sprawy zostaną poruszone podczas spotkania jej przedstawicieli.

Witold Hańczka: Czym zaskoczy nas tegoroczna konferencja SKP? Czego będzie można się na niej dowiedzieć?

Leszek Turek: Myślę, że dla uczestników najistotniejsze będą informacje na temat projektów zmian prawnych, które mają gruntownie przebudować system badań technicznych w Polsce. Liczymy bardzo w tej kwestii na merytoryczny referat ze strony Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Istotne będą także informacje na temat CEP 2.0, który w części dla stacji kontroli pojazdów ma ruszyć 30 października 2017 roku. Według mnie to są dwie najważniejsze rzeczy, dla których warto przyjechać na konferencję. Poza tym przewidzieliśmy także punkt informacyjnych Transportowego Dozoru Technicznego w którym będzie można uzyskać informacje na temat wyposażenia i warunków lokalowych stacji kontroli pojazdów, a także egzaminowania diagnostów. Dodatkowo na stoiskach wystawców będzie można się zapoznać z najnowszymi rozwiązaniami technicznymi dostępnymi dla stacji kontroli pojazdów.

Coraz szerzej komentowana jest kwestia zmiany kształtu systemu badań technicznych pojazdów. Kiedy faktycznie ta zmiana nastąpi i jakie będą jej najważniejsze aspekty?

Termin jest określony wprost w Dyrektywie 2014/45/UE. Zmiany muszą wejść w życie najpóźniej 20 maja 2018 roku. Planowane zamiany zakładają gruntowną przebudowę systemu badań technicznych. Główne aspekty dotyczą nadzoru i kontroli nad zarówno nad stacjami, jak i diagnostami.

Co pewien czas w mediach ogólnopolskich wraca temat niesprawności polskiego systemu badań technicznych. Pana organizacja od lat postuluje wprowadzenie istotnych zmian w systemie, ale te nie zostają wprowadzane. Mamy więc typowe błędne koło – władza twierdzi, że system funkcjonuje źle, ale go nie reformuje. Co jest powodem tego impasu?

O potrzebie zmian w systemie badań technicznych pojazdów w Polsce sygnalizowaliśmy już w trakcie prac Grupy Roboczej, która została powołana w grudniu 2012 roku. Na bieżąco śledziliśmy pojawiające się projekty zmian starej dyrektywy 2009/40/WE. Nowa dyrektywa 2014/45/UE ukazała się na wiosnę 2014 roku. Od tego czasu trzy nasze coroczne konferencje szkoleniowe poświęciliśmy zagadnieniom związanym z reformą systemu badań technicznych pod kątem nowej dyrektywy. Z przykrością muszę stwierdzić, że ten czas trzech lat został zmarnowany. Jak zwykle prawo jest tworzone w pośpiechu, na ostatnią chwilę. Na dzień dzisiejszy, czyli 20 kwietnia 2017 roku, nie znamy jeszcze ostatecznego projektu zmiany ustawy – Prawo o ruchu drogowym, przygotowywanego przez resort transportu. Dyrektywa 2014/45/UE wskazuje, że do 20 maja 2017 roku przepisy powinny zostać przedstawione. Mam duże wątpliwości, czy to się uda. Mimo wszystko mam nadzieję, że projekty zmian zostaną przedstawione przez przedstawicieli resortu transportu podczas naszej konferencji szkoleniowej „Stacje Kontroli Pojazdów – 2017”, która odbędzie się w dniach 24-26 maja 2017 r. w Zakopanem.

Wiele mówi się o problemie z zatrudnianiem diagnostów. Są oni traktowani jako typowi pracownicy, wynagradzani premiowo za liczbę przeprowadzonych przeglądów (tych z wynikiem pozytywnym). Część środowiska diagnostów postuluje zmianę kwalifikacji tego zawodu tak, by diagnosta pracował jak urzędnik państwowy. Czy realizacja tego pomysłu będzie możliwa?

W mojej ocenie nie sprawdzi się postulowany przez środowisko diagnostów model, w którym diagnosta-urzędnik państwowy przychodzi w ramach pełnienia służby wykonywać badania techniczne w lokalu prywatnego przedsiębiorcy. Pierwsza rzecz, której bym się obawiał to brak poszanowania mienia przedsiębiorcy, za które diagności nie czuliby się odpowiedzialni. Sam jestem przedsiębiorcą i zdarzały mi się przypadki uszkodzenia bramy wjazdowej do stacji kontroli pojazdów, powstałe w wyniku niedbalstwa diagnostów. Według mnie, taki model się nie sprawdzi. W mojej ocenie sytuacja diametralnie się poprawi, jak zacznie działać CEP 2.0. Dane o badaniu technicznym będą trafiały do systemu w czasie rzeczywistym. Ukróci to też tzw. turystykę przeglądową. Również wdrożenie w całości Dyrektywy 2014/45/UE przyczyni się do poprawy jakości badań i ulepszy system technicznej kontroli pojazdów w Polsce.

Kierowcy niechętnie podchodzą do kwestii podwyżek opłat za badania techniczne. Z jednej strony opłaty te nie wzrosły od kilku lat, z drugiej znacznie zwiększyła się liczba pojazdów na drogach w Polsce. Właściciele SKP oponują, twierdząc, że wzrasta liczba stacji, a więc konkurencja, kierowcy zarzucają im, że raczej „nie przymierają głodem”. Kto ma rację w tym sporze?

Opłaty za badania techniczne nie zmieniły się od 2004 roku. Przez ten czas, do dnia dzisiejszego dosyć istotnie wzrosły koszty prowadzenia tej działalności, w zasadzie na każdej płaszczyźnie. Wymienię chociażby koszty pracy, podatki, opłaty za energię, etc. Można by zapytać wielu kierowców, czy zarabiają tyle samo co w 2004 roku, czy jednak więcej. Ja z autopsji znam wiele przypadków, gdy kierowcy dziwią się, że opłata za badanie techniczne wciąż jest w tej samej wysokości. Wcale nie byliby zaskoczeni, że opłata wzrosła, gdyż sami zauważają, że w porównaniu chociażby do 2004 roku opłaty za wiele czynności istotnie wzrosły…

Gdyby miał Pan wskazać jedną, najbardziej istotną kwestię, którą należy pilnie zmienić w systemie badań technicznych w Polsce, byłaby to…

Badanie techniczne nie jest usługą. Diagnosta przeprowadzając badanie techniczne decyduje o tym, czy pojazd nie stanowi zagrożenia i może się bezpiecznie poruszać po drogach. Stacje kontroli pojazdów są ważnym ogniwem w całym systemie bezpieczeństwa ruchu drogowego, co oczywiście przekłada się na bezpieczeństwo obywateli, za które odpowiedzialne jest Państwo. Z tego powodu uważam, że działalność gospodarcza w zakresie prowadzenia stacji kontroli pojazdów nie powinna być, jak ma to miejsce obecnie, działalnością regulowaną, a tą na które jest wymagane zezwolenie. Państwo powinno mieć wpływ na ilość powstających nowych stacji kontroli pojazdów, tak aby zaspokojone były potrzeby obywateli związane z przeprowadzaniem badań technicznych, a przedsiębiorcy prowadzący skp nie konkurowali ze sobą w inny sposób jak tylko jakością przeprowadzanych badań. Tej działalności nie można traktować tylko komercyjnie. Państwo powierza przedsiębiorcom pewną misję, misję dbałości o bezpieczeństwo obywateli. Z tej powierzonej misji trzeba się rzetelnie wywiązywać. Niestety niektórzy przedsiębiorcy nie czują powagi problemu i traktują tą działalność czysto komercyjnie.

W związku z problemem smogu oraz aferą „dieselgate”, zimą szeroko dyskutowana była kwestia braku kontroli nad emisją zanieczyszczeń przez pojazdy. Stacje kontroli pojazdów są w stanie sprawdzać zadymienie czy częściowy skład spalin, ale nie mają technicznej możliwości badania emisji cząstek stałych czy szkodliwych tlenków azotu. Wyposażenie ich w odpowiednie do tego oprzyrządowanie oznaczałoby ogromne koszty i małą rewolucję infrastrukturalną. Czy wierzy Pan, że taka reforma jest w ogóle możliwa do przeprowadzenia? (w Polsce i Europie)

Jak zostało wskazane, obecnie nie ma na rynku takiego urządzenia jak wieloskładnikowy analizator spalin silników o zapłonie samoczynnym (diesla), ani nie ma też innych metod pomiarowych jak pomiar zadymienia spalin. Nie ma technicznej możliwości, aby zbadać skład chemiczny spalin takich pojazdów na stacjach kontroli pojazdów. Warto zaznaczyć, że również w Unii Europejskiej nie ma procedur dotyczących takiego sposobu badania pojazdów w eksploatacji. Jest to możliwe, ale tylko w warunkach laboratoryjnych, podczas przeprowadzania badań homologacyjnych na hamowni silnikowej lub podwoziowej. Stacje kontroli pojazdów laboratoriami jednak nie są. Mają one sprawdzić, czy stan techniczny auta jest dobry i czy nie stwarza on zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego i ochrony środowiska w sposób prosty i nieskomplikowany. Uważam, ze taka rewolucja infrastrukturalna jest mało realna, zarówno w Polsce jak i w Europie. W całej dyskusji w przestrzeni publicznej o smogu, główny nacisk kładzie się na transport i zawartość trujących substancji w spalinach samochodowych. Okazuje się tymczasem, że spaliny samochodowe nie są głównym sprawcą powstawania smogu. Dużo więcej zanieczyszczeń jest wytwarzanych np. przez piece grzewcze, dlatego przecież zjawisko smogu jest najbardziej odczuwalne w sezonie grzewczym, a nie wtedy kiedy jest ciepło i ruch samochodowy jest największy. Spodziewam się, czego zresztą zapowiedzi już słychać, że poprzez planowane zmiany prawa unijnego dojdzie do ograniczenia produkcji pojazdów zasilanych silnikami diesla, z uwagi na koszty. Spełnienie coraz ostrzejszych norm czystości emisji spalin, będzie coraz droższe, a tym samym dla producentów pojazdów nieopłacalne i zwiększy ryzyko potencjalnych usterek pojazdu. Myślę, że stacje kontroli pojazdów jeszcze długo nie będą w stanie sprawdzić składu spalin diesli, tak jak to jest możliwe w laboratoriach badawczych.

Jak unifikacja systemu badań technicznych w całej Europie wpłynie na Polskę? Chodzi mi o konsekwencje odczuwane przez branżę czy kierowców.

Jeśli dojdzie do pełnej unifikacji badań technicznych w Europie, największe korzyści będą odczuwalne dla kierowców. Będą oni mogli zrobić badanie techniczne swojego auta, niezależnie od kraju, w którym się aktualnie znajdują. Przykładowo, wyjeżdżając na wakacje, nie będziemy musieli martwić się tym, że w trakcie urlopu skończy nam się ważność badania technicznego. Będziemy mogli je zrobić w tym kraju unijnym, w którym aktualnie się znajdujemy. Podobnie rzecz się ma z wyjazdami do pracy w innych krajach europejskich. Zabierając ze sobą swój samochód, kierowcy nie będą już musieli wracać do kraju rejestracji pojazdu, żeby zrobić badanie techniczne. Dla przedsiębiorców konsekwencje będą takie, że będą mogli właśnie przeprowadzić badanie techniczne pojazdu zarejestrowanego w dowolnym kraju UE. Myślę jednak, że jeszcze długa droga do tego, aby unifikacja w takim kształcie nastąpiła. Nie ma problemów jeśli chodzi o warunki lokalowe i wyposażenie stacji kontroli pojazdów. Najważniejsza rzecz jaką trzeba będzie zrobić, to wymiana danych o przebadanych pojazdach pomiędzy wszystkimi krajami UE. Nie chodzi tu tylko o jednostki nadzorujące system badań technicznych w poszczególnych krajach, ale o każdą pojedynczą stację kontroli pojazdów. Dlatego mimo iż bardzo pożądane, nie jest to takie proste i potrzeba jeszcze dużo czasu, aby takie rozwiązanie wprowadzić.

 

Konferencja Stacje Kontroli Pojazdów 2017 odbędzie się w dniach 24-26 maja 2017 r. w Zakopanem.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

autor / 2 maja 2017, 17:12

Zlikwidować w ogóle badania techniczne jak jest w niektórych stanach w USA, na które z takim zamiłowaniem patrzą nasi rządzący. Tam wystarczy żeby świeciły światła i auto nie kopciło (chyba że jest ciężarówką, to wtedy może walić czarnym dymem ile wlezie). Niech w końcu przestaną robić z ludzi idiotów co to jeżdżą złomem, który trzeba kontrolować. Ile promili wypadków było spowodowane złym stanem technicznym? Ile z tego złego stanu to były awarie oświetlenia? Więc skończmy z tymi bredniami że OBT jest potrzebne. Potrzebne rządzącym i SKP żeby trzymać ludzi za mordę, bo człowiek mobilny jest solą w oku władzy. Najlepiej żeby siedział na ***, łoił wódę i robił 500+. Ciekawe tylko jakby nagle zjechały im w dół wpływy z akcyzy z paliw… Sprzedać nie ma już co, zaczną wywłaszczać ludzi z majątków żeby sprzedać je narodowi wybranemu?

5 -2 odpowiedz