Turcy zrobili sobie elektryka. A co z polską Izerą?

10 listopada 2022, 8:40

TOGG to turecki samochód elektryczny, który w całości został opracowany właśnie w tym kraju. Turcy mogą się już pochwalić jeżdżącym autem, a także fabryką, w której ma ruszyć jego produkcja. W Polsce też istniał podobny pomysł – nazywał się Izera, ale po wielu miesiącach wyboru prototypów, ogłaszania kolejnych etapów i zapewnień o budowie fabryki projekt umarł, słuch po nim niemal zaginął.

Krótka historia projektu TOGG

W 2018 r. rząd prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana ogłosił utworzenie narodowej marki samochodowej – Türkiye’nin Otomobili Girişim Grubu. Celem projektu miała być zmiana na tureckich drogach i otworzenie ich na elektryfikację transportu, który jednak miał się odbyć za sprawą rodzimej marki, a nie producentów zagranicznych.

Do stworzenia projektu zaangażowano Carrozzeria Pininfarina, znane w branży studio projektantów. Budowę fabryki rozpoczęto w 2019 r. w miejscowości Gemlik koło Bursy, której otwarcie ogłoszono 29 października 2022 r. Dokonał tego nie kto inny jak prezydent Erdogan. Wedle obserwatorów turecki samochód elektryczny ma zapewnić mu reelekcję – przedsprzedaż pojazdów ma ruszyć w marcu, a pierwsze egzemplarze trafią do właściciel chwilę przed rozpoczęciem wyborów.

TOGG ma być dostępny w wersji z mniejszą i większą baterią, oraz z jednym lub dwoma silnikami. Silniki (o mocy 147 kW, 200 KM i 294 kW, 400 KM) i akumulatory pochodzą od firm zewnętrznych. Producent gwarantuje, że samochód będzie w stanie przejechać od 300 do 500 kilometrów na jednym ładowaniu, a jego cena będzie konkurencyjna do porównywalnych pojazdów oferowanych przez zagraniczną konkurencję.

Fabryka zapowiada produkcję na poziomie do 19 tysięcy samochodów rocznie. Toczą się także prace nad kolejnymi modelami samochodu marki TOGG, ale w chwili obecnej Turcy skupią się jedynie nad własnym rynkiem i nie planują eksportu.

Problemem w rozwoju pojazdów elektrycznych w Turcji może się okazać słabo rozwinięta infrastruktura ładowania oraz inflacja, która ogranicza grono osób mogących pozwolić sobie na elektryczny TOGG.

Izera – polski pomysł na samochód elektryczny

– Izera jest urzeczywistnieniem marzeń o polskiej marce samochodowej. Nowoczesnej, odpowiadającej na wyzwania współczesnego świata. Zdolnej bez kompleksów konkurować z najlepszymi. Tworząc ją, inspirowaliśmy się naturą i nowymi technologiami. To one zmieniają nasze życie i otaczający świat. Przede wszystkim stworzyliśmy ją jednak dla Was, bo wiemy jak cenicie komfort, niezależność i bezpieczeństwo. Wyruszcie wraz z nami w fascynującą podróż polskim samochodem elektrycznym.

Powyższy cytat pochodzi z oficjalnej strony marki Izera. Chcąc interpretować ten fragment moglibyśmy być pewni, że nasz „electric dream” już się spełnił, a na polskich drogach, właściwie wszędzie, można spotkać polskiego elektryka. I wówczas mogłoby się nam wydawać, że liczba polskich samochodów elektrycznych na polskich drogach liczona jest już w setkach tysięcy albo jak w założeniach premiera Morawieckiego sprzed kilku lat w milionach. Sprowadzę wszystkich na ziemię – obecnie liczba elektryków w Polsce to niecałe 53 tysiące (na koniec lipca bieżącego roku).

Pomysł stworzenia polskiego pojazdu elektrycznego znany jest od 2016 r., kiedy to powstała spółka ElectroMobility Polska jako inicjatywa czterech polskich grup energetycznych. EMP rozpisała konkurs na projekt samochodu elektrycznego, a w konkursie tym udział wzięło wielu zainteresowanych zmianą polskiej motoryzacji. W 2017 r. poznaliśmy 5 zwycięskich projektów, które miały posłużyć jako pierwowzory, rok później mieliśmy już spotykać prototyp tego samochodu na polskich drogach. Do tego jednak nie doszło.

– Doświadczenia z postępowaniami w pierwszej fazie działalności firmy dowiodły, że nie można realizować przedsięwzięcia tylko w oparciu o zewnętrzne podmioty z rynku polskiego. W połowie 2018 roku, na podstawie doświadczeń poprzedniej fazy, przedstawiliśmy udziałowcom biznesplan oraz strategię działalności firmy, które opierały się na gamie modelowej popularnych na naszym rynku aut oraz minimalizacji ryzyk technicznych i biznesowych poprzez współpracę z renomowanymi partnerami branżowymi. W nowej formule zmieniła się również rola EMP. Pierwotnie spółka miała pełnić rolę wspierającą kapitałowo i organizacyjnie podmiot, który miał odegrać rolę producenta. W chwili obecnej to ElectroMobility Poland wzięła na siebie odpowiedzialność za prowadzenie projektu.

Jest to odpowiedz prezesa spółki, Piotra Zaremby, pochodząca z wywiadu dla naszego portalu w 2020 r. Wtedy także uzyskaliśmy odpowiedz, że premiera prototypów planowana jest na czerwiec 2020 r., a w 2023 r. polski elektryk będzie dostępny w sprzedaży. Rozmawialiśmy wówczas także o lokalizacji fabryki, która wówczas była jeszcze mocno analizowana, ale ostatecznie wybór spośród 17 miejscowości zdecydowano się zawęzić do 3 lokalizacji na Śląsku i Opolszczyźnie. Budowa fabryki miała potrwać 3 lata…

Premiera Izery – zero konkretów

W lipcu 2020 r. odbyła się premiera Izery, której towarzyszył olbrzymi szum medialny. Za projekt odpowiadało włoskie studio projektowe, a podczas prezentacji skupiono się głównie na bryle pojazdu i jego wnętrzu, poruszając głównie mało istotne informacje na przykład o miejscu na doniczkę czy też gumach na progach. Nie zaprezentowano także informacji na tematy techniczne pojazdu – silnika i jego zasięgu. Nie odpowiedziano też na kwestie związane z miejscem serwisowania tych samochodów. Tak na dobrą sprawę wszystko było dużym znakiem zapytania napompowanym przez propagandę sukcesu.

Kolejne miesiące przyniosły bardziej szczegółowe informacje – Izera miała być produkowana w dwóch wariantach (hatchback oraz SUV), zasięg szacowano na około 400 km i że opracowane zostaną dwie pojemności baterii (40 i 60 kWh). W grudniu 2020 r. ogłoszono, że produkcja Izery będzie odbywać się w fabryce w Jaworznie, której budowa miała się rozpocząć w trzecim kwartale 2021 r. Pojawienie się pierwszych aut przesunięte zostało na 2024 r.

Kolejny rok, kolejna burza

W sierpniu 2021 r. w mediach pojawiła się informacja, z której wynikało, że spółka ElectroMobility Polska zaproponowała sprzedaż swoich udziałów wartych 250 mln złotych premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Transakcja się odbyła, została opłacona przez Fundusz Reprywatyzacyjny, a osobą odpowiedzialną za opracowanie projektu wykonywania praw z akcji spółki został mianowany… Jacek Sasin, zwany także ministrem od porażek specjalnych. To nazwisko nierozerwalnie wiąże się z „sukcesami” naszej rodzimej polityki, więc może w ten sposób projekt Izery został naznaczony na przyszłość.

Z jednej strony posunięcie to było odebrane jako znak, że państwo polskie bierze pod opiekę flagowy projekt. Z drugiej jednak budziło wątpliwości co do czystości zamiarów polskiego rządu oraz umiejętności i wiedzy z zakresu elektromobilności, którą można byłoby przenieść na rodzimy grunt. A jeśli o gruntach mowa to trzeba wspomnieć o „lex Izera”, czyli w skrócie mówiąc ustawie o „szczególnych rozwiązaniach związanych ze specjalnym przeznaczeniem gruntów leśnych”. Nowe prawo miało umożliwić odbieranie Lasom Państwowym ich działek i przekazywanie ich pod inwestycje o szczególnym znaczeniu dla gospodarki, w tym przypadku pod budowę fabryki polskich samochodów elektrycznych w Jaworznie.

Nad Izerą po raz kolejny rozpętał się szum medialny. Mówią o ekologicznym samochodzie napędzanym prądem, w dodatku pod flagą biało-czerwoną, ale w tym samym czasie wycinają miliony drzew. Jak to można ze sobą pogodzić? Lex Izera mogło w rażący sposób doprowadzić do nadużyć ze strony rządu, ponieważ dotyczyło ono nie tylko fabryki w Jaworznie. Warto także wspomnieć o uszczerbku dla środowiska naturalnego w Polsce, którego ot tak sobie nie można odnowić z dnia na dzień. Nad polskim elektrykiem pojawiły się chmury. Czyżby Jacek Sasin znowu użył swoich mocy? Przypadek? Nie sądzę.

Długa cisza i budowanie napięcia

Na początku 2022 r. na facebookowym profilu Izery można było przeczytać informację na temat planów na bieżący rok. Były to kwestie bardziej logistyczne – poszukiwanie dostawcy platformy, partnerów i dostawców. Na tym strona zamilkła na kilka miesięcy.

Aż tu nagle – 2 listopada – niespodzianka! Pojawił się wpis, że… szczegółowe informacje na temat projektu pojawią się w połowie miesiąca. Wtedy wszyscy zainteresowani będą mogli poznać dostawcę platformy, wybraną technologię oraz zaprezentować partnera. Co ważne „Skarb Państwa nie ma intencji pozostania w tym projekcie na zawsze, ale uważa, że dla rozwoju gospodarki w tym obszarze potrzebny jest impuls, którego może dostarczyć Izera” powiedział Piotr Zaremba. Wspominał także, że wszelkie dotychczasowe przesunięcia czasowe wynikały z konieczności dogłębnego przeanalizowania sytuacji, wyboru dostawcy o konkretnych parametrach, aby proces produkcji polskiego samochodu elektrycznego był rentowny, a cena konkurencyjna dla nabywców.

Prezes EMP został zapytany także o postępy budowy fabryki Izery w Jaworznie. Okazało się, że również i tutaj należy się zmierzyć z koniecznością przesunięcia założonych w terminarzu dat. Przekazanie inwestorom terenów pod budowę w Jaworznie zajęło bardzo dużo czasu. Dopiero w sierpniu tego roku Lasy Państwowe przekazały grunty miastu. Wszyscy zaangażowani w projekt są jednak nadal dużymi optymistami i wierzą, że pierwsze prace przygotowawcze związane z budową fabryki ruszą na przełomie roku. EMP opracowało projekt koncepcyjny fabryki, a teraz pracuje nad projektem budowlanym. Według nich wszystko wskazuje na to, że realizacja inwestycji zakończy się w wyznaczonym terminie.

Czas na podsumowanie

Nie będę się tu skupiać na wyglądzie ani polskiej Izery, ani tureckiego TOGG. Nie będę zaglądała im do bagażnika i zastanawiała się czy pomieści regał z Ikei, czy jednak muszę do transportu mebla pożyczyć samochód męża z silnikiem diesla. Nie będę sprawdzała też, czy zasięg pozwoli mi na dojechanie nad morze, czy jednak utknę gdzieś na wysokości Torunia i będę miała nieszczęście spotkać kibiców Apatora. Skupię się na wywiązywaniu z ogólnych założeń.

Turcy podjęli decyzję, że zbudują swój własny samochód elektryczny, bazujący na tureckich podzespołach, tworzony przez tureckich inżynierów. Zbudowali, pokazali, zaczynają produkować. Niestraszna była im pandemia, teraz problemy z dostawą podzespołów i szalejąca inflacja. Chcieli i mają swój samochód elektryczny.

Polacy jak to Polacy – lubią, gdy wszystko można pokomplikować. Najpierw konkursy, 5 projektów, 1 zwycięzca, którego poznaliśmy niemal 3 lata później. Poznaliśmy to za mało powiedziane, bo prezentacja przeprowadzona została po łebkach, bez konkretów, balon napompowany do granic możliwości. Kolejna kłoda, nomen omen, to miejsce na fabrykę, o które trzeba było toczyć walkę z Lasami Państwowymi. W międzyczasie oczywiście musiały wypłynąć jakieś rządowe zagrania, oskarżenia o nieczystą polityczną grę. W dalszej kolejności szukanie partnerów w Niemczech, Włoszech, nie wiadomo gdzie jeszcze. Nadążacie? Mnie to już trochę trąci „Modą na sukces”, w której próżno szukać sensu, odnajdywania się w wątkach i powiązaniach. Wracając – kilka dni temu długo oczekiwana informacja w mediach społecznościowych: informujemy, że Was poinformujemy. No to poczekajmy może te kilka dni albo kilka kolejnych miesięcy.

Przez jakiś czas fajnie było pomyśleć, że ciekawie będzie spotkać na polskich drogach polski samochód elektryczny – ładny, zgrabny i do tego nadążający za trendami motoryzacyjnymi. Teraz to już chyba nie chce mi się na to czekać. Za dużo w tym wszystkim propagandy sukcesu, mało konkretnych informacji, przeciągania terminów… Polskiego podejścia i mentalności nie da się zmienić. Nie umiemy zrobić nic bez kombinacji, mącenia i komplikowania.

A może się zdziwię?

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

KRIS, 13 listopada 2022, 14:49 1 -4

Artykuł pisany na zamówienie, przesycony jadem antyrządowym. Czy w Turcji był taki opór pro niemiecki, francuski jak u nas? Produkcja Polskich samochodów to ogromna konkurencja dla tych krajów.

Odpowiedz

Anonim, 13 listopada 2022, 18:05 4 0

Umiesz czytać ze zrozumieniem, przytoczono historię marki, która od sześciu lat istnieje tylko na papierze i nie ma tam słowa nieprawdy, bo takie są fakty. Tyle tylko, że spółka generowała koszty i dawała pożywić się wielu kolegom, a na koniec ktoś wycenił udziały na 250 mln ( dziwna cena firmy z projektem na papierze ) i sprzedał ją rządowi za co zapłaciliśmy my wszyscy i pewnie ty też jeśli płacisz podatki. Takie rzeczy tylko w Polsce bo w normalnym kraju nikt by na takie marnotrawstwo nie pozwolił.

Odpowiedz

Marek, 17 listopada 2022, 16:51 0 -1

Artykół pisany na zlecenie dla konkretnej grupy odbiorców, prawdziwych POlaczków. Oni uwielbiają poziom pisania, zaprezentowany przez tego redaktorka. Pierwszy raz trafiłem na ten portal. Jest to również ostatni raz....

Odpowiedz