Aplikacja, która zastąpi mechanika. Stworzyła ją Skoda.

, 14 października 2020, 12:20

Nieodzownym elementem diagnostyki jest „osłuchanie” samochodu przez mechanika, który potrafi stwierdzić – z różnym procentem pewności – przyczynę występowania niepokojącego dźwięku. Ta podstawowa metoda właśnie zyskała konkurencję w postaci aplikacji „Skoda Sound Analyser”.

Aplikacja zastąpi intuicję mechanika

Obecnie aplikacja jest w fazie testów, wykonywanych przez dział obsługi posprzedażnej Skody i Skoda Auto DigiLab, ale już teraz producent chwali się 90-cioprocentową skutecznością działania. Program rejestruje dźwięki wydawane przez dany pojazd podczas jazdy (nie tylko podczas postoju z podniesioną maską jak sugerują powyższe zdjęcia) i porównuje je z wzorcami dźwięku zapisanymi w systemie. Na tej podstawie przedstawia potem konkretny opis przypadku. Kiedy pomiędzy „podsłuchanym” dźwiękiem, a tym prawidłowym, zapisanym w systemie występują rozbieżności, program wykorzystuje algorytm, aby określić rodzaj usterki i proponowany sposób jej naprawy. SI uwzględnia parametry specyficzne dla określonego modelu auta, a nawet analizuje profil jego użytkowania.

Cyfrowa wędka na klientów ASO

Nie, nie mylicie się, aplikacja Skody jest kolejnym pomysłem na to, by utrzymywać nabywców pojazdów jak najbliżej ASO. Kiedy aplikacja oceni przyczynę nieprawidłowości w naszym pojeździe, natychmiast powiadomi dział serwisowy o koniecznej wizycie klienta w warsztacie. Niejako zaocznie zostanie on skierowany do ASO, kiedy się tam znajdzie… aplikacja osiągnie swój cel.

Podstawę techniczną „Analizatora dźwięku” stanowią algorytmy sieci neuronowych. Aplikacja najpierw konwertuje plik audio na spektrogram, który wizualnie przedstawia sygnały akustyczne. Korzystając ze sztucznej inteligencji, wzór zarejestrowanego dźwięku jest porównywany w celu zidentyfikowania odchyleń od normy. Podobno obecnie program jest w stanie rozpoznać dziesięć wzorców podzespołów takich jak sprężarka klimatyzacji, sprzęgło w skrzyni DSG czy komponentów z układu kierowniczego, z dokładnością ponad 90%.

Czy diagnozowanie auta za pomocą odsłuchu dźwięków faktycznie działa? Trudno powiedzieć, czy ma to największe znaczenie dla twórców aplikacji. Kiedy aplikacja zaprowadzi klienta do autoryzowanego punktu napraw można będzie wykonać tradycyjną diagnostykę i poznać faktyczną przyczynę dziwnych dźwięków dobiegających spod maski.

Gorzej, jeżeli serwisy zechcą wykonywać naprawy na bazie diagnozy, przedstawionej przez aplikację – bez późniejszej weryfikacji. Czytając o nowym pomyśle Skody wyobraziliśmy sobie sytuację, w której aplikacja identyfikuje świszczący pasek rozrządu jako poważną awarię silnika, a ASO, bazując na jej diagnozie, z przyjemnością decyduje się na wymianę jednostki na nową, na koszt klienta. To oczywiście mocno przerysowany przykład, wiemy jednak, że granie na nieświadomości klientów jest dziś, niestety, powszechną praktyką w motoryzacji, a nasłuchująca aplikacja wydaje się idealną „podstawką” pod tego typu działania.

Kiedy aplikacja zastępująca mechanika będzie dostępna?

Aplikacja na smartfony już od ponad roku jest testowana w 14 krajach – w tym w Niemczech, Rosji, Austrii i Francji. W projekcie pilotażowym wzięło udział łącznie 245 dealerów Skody. Testy odgrywają zasadniczą rolę w dostarczaniu nagrań do procesu uczenia się oprogramowania, a tym samym przyczyniają się do jego rozwoju. Aplikacja jest już obecna w Google Play, ale póki co nie można jej pobierać. Wydaje się, że koncern VAG nieprzypadkowo testuje działania programu na pojazdach marki Skoda. Jeżeli odniesie on sukces, może zostać wprowadzony także w wersji dla aut pozostałych marek koncernu.

Czy Waszym zdaniem aplikacja Skody może być przydatnym i skutecznym narzędziem diagnostycznym? Napiszcie nam swoje opinie w komentarzach.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Stefan Myszkowski, 15 października 2020, 1:58 1 0

Podobne oprogramowanie można już kupić od lat. Jego zasada pracy opiera się nie tylko na osłuchiwaniu silnika, ale głównie na wykorzystaniu akcelerometru telefonu komórkowego. Zarejestrowane widmo akustyczne podlega następnie analizie widmowej, aby wyróżnić drgania o określonej charakterystyce, a następnie "zapytać się" oprogramowania, czy te a te są prawidłowe. Jeśli nie, program sugeruje ich źródło. Aby to urządzenie pracowało konieczne jest wprowadzenie do programu określonych danych. Ten artykuł chyba mało szczegółowo omawia to oprogramowanie, albo to będzie gadżet. Proszę obejrzeć filmy (to nie są reklamówki ale rzetelne techniczne wykłady):
1 - https://www.youtube.com/watch?v=PT1nkmkdy5w&ab_channel=WeberAuto
2 - https://www.youtube.com/watch?v=GuI0hH2TuxQ&t=44s&ab_channel=WeberAuto
Takie oprogramowanie to wejście to nowoczesnej diagnostyki, tzw. NVH.

Odpowiedz

Miłośnik VAG, 15 października 2020, 8:20 2 0

Moim zdaniem koncern powinien skupić swoją uwagę na wyeliminowaniu powtarzalnych usterek w danych modelach pojazdów, które występują po przejechaniu odpowiedniej ilości km. Mechanicy którzy serwisują daną markę dobrze wiedzą co się psuje po 50, 100, 150, 200 kkm.
Aplikacja przydatna dla osób które nie mają wiedzy na temat budowy pojazdu.

Odpowiedz

Lech, 15 października 2020, 9:13 3 0

Ciekawe, jednak myślę że podstawą zawsze będzie doświadczenie i wiedza mechanika. Nasza branża przeżywa obecnie bardzo trudny okres, i nie myślę tu o COVID 19, tylko o najniższym poziomie szkolnictwa zawodowego, chyba od 100 lat. Wtórny techniczny analfabetyzm to efekt beznadziejnego poziomu szkół samochodowych. Jeśli nic radykalnie się nie zmieni, to przewiduję że przeciętny Kowalski by naprawić auto, będzie musiał jechać do Niemiec lub Czech.

Odpowiedz

Stefan Myszkowski, 15 października 2020, 19:59 1 0

Zgadam się. Każdą edukację należy zacząć od podstaw - to jedna strona medalu. Druga - bez dostępu do informacji technicznych dla serwisów niewiele zrobią dobrze wykształceni, z dużą wiedzą praktyczną . Jeśli ktoś sądzi, że samochody elektyczne będą proste - bez rozrządu, tloków i wielu innych układów, to jest w błędzie. Tam będzie mnóstwo elektroniki, rozbudowane sieci przesyłu danych i układy, które nie są znane z obecnych samochodów.

Odpowiedz

Stefan Myszkowski, 16 października 2020, 13:58 0 0

Chyba chodziło o "debilizm". Zanim coś skrytykujemy, poznajmy to najpierw.

Odpowiedz

Przemek, 17 października 2020, 19:24 0 0

Samochodówka do której uczęszczałem co kilka lat zostaje samochodową szkoła roku, a poziom jaki w niej jest jest baaardzo niski.

Odpowiedz

andre, 15 października 2020, 20:19 0 0

Debilim nie ma konca w motoryzacji

Odpowiedz

Słoneczna jesień, 18 października 2020, 19:05 0 0

HAhaha, na poczatku niech ogarną własny burdel , w autoryzowanym serwisie auto stało 13 dni bo pojawiał sie problem z elektryka, porosiłem ich o ty by problem rozwiązali a nie wykasowali , nic nie pomogło 2 dni od odebrania auta samochów znow miał ten sam na desce...maskar

Odpowiedz