Nie taki PIP straszny, jak o nim mówią – na czym polega kontrola?

, 29 stycznia 2020, 10:15

Listy urzędowe w skrzynce pocztowej nigdy nie kojarzą się najlepiej i budzą przestrach adresata. Zazwyczaj właściciele warsztatów mogą spodziewać się korespondencji z Urzędu Skarbowego albo z ZUSu. W czołówce nielubianych zawiadomień znajduje się też korespondencja z Państwową Inspekcją Pracy, chociaż jak pokazuje przykład pana Stefana z Łodzi, zamiast listu urząd może wysłać od razu swojego pracownika, a spotkanie takie nie zawsze musi okazać się traumatyczne.

Pana Stefana, właściciela warsztatu samochodowego z Łodzi, znamy już z innych przygód – przykładem mogą posłużyć perypetie z właścicielami wynajmowanych przez niego lokali, o których pisaliśmy tutaj. Jak się jednak okazuje, jego działalność gospodarcza jest kopalnią interesujących historii, które mogą posłużyć ku przestrodze lub ku zdobyciu wiedzy.

– Pewnego dnia do drzwi mojego biura zapukał inspektor Państwowej Inspekcji Pracy. Była to nieoczekiwana i niespodziewana wizyta. Wyjaśnił mi, że w związku z prowadzeniem działalności przez okres kilku lat mój zakład podlega kontroli. – opisuje pan Stefan – Następnie poprosił mnie o wprowadzenie na teren budynków warsztatowych, gdzie chciał przeprowadzić rekonesans, dokonać obserwacji, policzyć pracowników i sprawdzić ich stanowiska pracy.

Następnie właściciel warsztatu został poproszony o pokazanie dokumentacji pracowniczej – inspektorowi zależało na przedstawieniu zawartych umów o pracę i zlecenia, aktów osobowych, szkoleń z zakresu BHP i ewidencji odzieży roboczej.

– W związku z tym, że nie wszystkie dokumenty trzymałem na miejscu w biurze, ale u księgowych, zostałem poproszony o stawienie się po kilku dniach w urzędzie, wraz z wymaganą dokumentacją. Tam też otrzymałem protokół przeprowadzonej kilka dni wcześniej kontroli wraz z nakazem wykonania zawartych w nich wytycznych – czyli poprawy stwierdzonych niedociągnięć – wyjaśnia właściciel warsztatu.

Otrzymany nakaz liczył 7 pozycji, które należało „naprawić” w terminie 2 miesięcy. Wśród zaleceń dla właściciela warsztatu znalazła się między innymi konieczność poddania się okresowemu szkoleniu BHP dla pracodawców, a także opracowanie szczegółowego programu szkoleń wstępnych z zakresu BHP na stanowisku mechanik samochodowy.

– Nie miałem świadomości, że tworzenie takich programów leży w moich kompetencjach. Cały czas, zatrudniając nowych pracowników, ich szkolenia wstępne zlecałem firmom zewnętrznym. Nikt wcześniej nie poinformował mnie o tym. – mówi pan Stefan. – Jestem pewien, że mnóstwo małych przedsiębiorców nie wie, jakie ciążą na nich obowiązki i jakie grożą im kary za ich niespełnienie, bo koncentrują się na pracy i zarabianiu pieniędzy, a nie analizie aspektów prawnych.

Oprócz spraw związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy, nakaz urzędowy wymagał przeprowadzenia pomiarów hałasu, zapylenia i natężenia światła na stanowiskach pracy w warsztacie. Obowiązek dokonania pomiaru zgodności oświetlenia z Polską Normą należy do obowiązków właściciela warsztatu – dwa pierwsze badania musiały zostać zlecone profesjonalnemu Laboratorium Badań Środowiska Pracy. Wykazały one istnienie warunków zgodnych z normami.Co ciekawe, obowiązkiem właściciela budynku należy przeprowadzanie pomiarów instalacji elektrycznej – chodzi o pomiary potwierdzające ochronę przeciwporażeniową – uziemień, róznicówek, faz. Oczywiście zostało to zlecone elektrykowi z uprawnieniami.

Następny punkt dotyczył udokumentowania ustaleń w zakresie stosowania przez pracowników środków ochrony indywidualnej oraz odzieży i obuwia roboczego, a także przewidywanych okresów ich użytkowania. W praktyce oznaczało to stworzenie tabeli, w której należy wpisać, jaka odzież i obuwie zostało udostępnione wszystkim pracownikom oraz przewidywany termin przydatności wydanych przedmiotów.

Ostatni z punktów dotyczył opracowania instrukcji określającej zasady bezpiecznego postępowania przy ręcznych pracach transportowych. Brzmi poważnie, a w rzeczywistości chodziło o obsługę wózka paletowego i prawidłowe przenoszenie kartonów z częściami. Tak, została stworzona do tego specjalna instrukcja.

– Oprócz wymienionych w piśmie nakazów zostałem także zobowiązany do oznakowania stanowisk pracy, miejsc montażu gaśnic, dróg ewakuacyjnych, wszystkich progów. Ponadto, inspektor wystąpił do mnie o chronologiczne i poprawne prowadzenie akt osobowych. – wylicza pan Stefan.

Po wprowadzeniu wszystkich punktów nakazu, przeprowadzeniu pomiarów, stworzeniu kart oceny ryzyka i prawidłowym oznakowaniu lokalu, ponownie w warsztacie zjawił się inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy. Podczas wizyty sprawdził dokładnie czy zrealizowane zostały jego wytyczne. Nie miał zastrzeżeń, w związku z czym wynik kontroli został zakończony oceną pozytywną.

– Wizyta PIP była dla mnie lekcją i dużą porcją wiedzy. Inspektor nie przyszedł z założeniem nałożenia na mnie kary. Dostałem od niego książki i instrukcje, podpowiadał mi jak egzekwować swoje prawa względem właścicieli lokalu. Dzięki tej kontroli dowiedziałem się bardzo wielu rzeczy. Nasze państwo lansuje trend zakładania przez Polaków własnej działalności, jednak w żaden sposób ich do tego nie przygotowuje. Moja rada, wynikająca z „przeżycia” takiej kontroli jest taka, aby w miarę możliwości starać się douczać i rozwijać wiedzę na temat wszystkich prawnych i urzędowych obowiązków. Wtedy uda się uniknąć wszelkich grożących kar. – podsumował pan Stefan.

 

Czy w Twoim warsztacie zdarzyła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy? *

Czy Twój warsztat spełnia opisane w artykule wymogi? *

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Andy, 30 stycznia 2020, 8:32 9 -3

Tylko jeszcze ile wydał na wszystkie papiery? Ja wydałem około 7 000 zł, a praktycznie nic się nie zmieniło
Np musieliśmy skuć kawałek murku bo przjście do biurka było za wąskie o 15cm. Po zakończonej kontroli postawiliśmy tam szafkę i przechodzi się wygodnie.
Dużo papierów zbędnych za które trzeba było zapłacić a nic nie zmieniły.
Szkolenia BHP to tylko fikcja. Problemów nie było tylko koszty. A klienci chcą taniej naprawy tanich części. To samo z inspekcją handlową nabrali płynów do spryskiwaczy i do chłodnic do analizy i kazali dostarczyć karty produktów na podstawie, których stwierdzili, że ok.

Odpowiedz

Wlasciciel, 30 stycznia 2020, 18:50 1 -1

Chciałeś to zapłaciłeś. Nie wiem co za kwity tworzyłeś. Prędzej cię drukarz karteczek naciągnął a nie inspektor. Jeżeli masz tak dużo pracowników to może lepiej było by zatrudnić w firmie behapowca.

Odpowiedz

Kotek, 30 stycznia 2020, 9:55 6 -3

To chyba pisał Pan z INSPEKCJI PRACY PIP.

Odpowiedz

mechanik, 30 stycznia 2020, 14:41 0 -1

nie no co ty. oni to sie chyba boją odzywac

Odpowiedz

Einar, 30 stycznia 2020, 10:32 1 -1

Hahahhahahhahaha i wtedy się obudził inspektorzyna. Mam sprawę gdzie fałszuje się dokumenty niewolnikom w Polsce a PIP nie chce tego tykać.

Odpowiedz

Greg, 30 stycznia 2020, 10:45 6 -1

PIP to skorumpowana instytucja. Piszę to z całą odpowiedzialnością. Miałem doczynienia z siedleckim oddziałem

Odpowiedz

Hary, 30 stycznia 2020, 14:32 5 0

Ten urzędnik to pewnie był funfel,wujka ,od strony cioci Krysi...Bo nie znam przypadku co by była kontrola i zakończyła się pouczeniem.A nie mandatem.Nigdy mnie coś takiego nie spotkało,mówjąc o kontroli PIP.Jakiś pic na wodę ten artykuł.....

Odpowiedz

Kazik, 30 stycznia 2020, 14:40 1 -3

Nie pomyślałeś, że facet z tego artykułu nie miał takiego syfu jak Ty na warsztacie? i może wiedział co poprawić żeby nie dostać kary. ty zdaje się doświadczony jesteś w kwestiach pipu. gratuluje

Odpowiedz

Dunajec, 30 stycznia 2020, 21:47 1 0

Ta instrukcja do paleciaka to dla kogo, bo wygląda na "oczywistą oczywistość". A jeśli chodzi o pip to zależy na kogo się trafi. Pewna pani nakazała ustawienie znaków drogowych na placu przed warsztatem z dwoma stanowiskami.

Odpowiedz

Adaś, 1 lutego 2020, 23:01 2 0

I to niby nie było traumatyczne przeżycie? Ile dni ganiał za durnymi kwitami zamiast pracować? Ile go to kosztowało? Co się od tego zmieniło czy poprawiło? Poza tym oczywiście, że darmozjad z PIPy odhaczył kontrolę.

Odpowiedz

TEDI, 7 lutego 2020, 15:07 0 0

Nie został ukarany?, ależ został i to dotkliwie, ile kosztowały go te wszystkie zbędne papierki, a przejazd do pipu, a czas zmarnowany? to nie kara, a co się u niego zmieniło na lepsze? NIC, ZŁOŻĘ SIĘ ŻE NIC.
Pip to jest ta sama instytucja co drogówka, proszę zauważyć z jaką radością oni czepiają się byle czego, żeby tylko ukarać, i ile radości daje im drenowanie naszych kieszeni, i to wszystko dla naszego dobra, totalna szajba
"Moja rada, wynikająca z „przeżycia” takiej kontroli jest taka, aby w miarę możliwości starać się douczać i rozwijać wiedzę na temat wszystkich prawnych i urzędowych obowiązków. Wtedy uda się uniknąć wszelkich grożących kar. – podsumował pan Stefan.", jeżeli to ma być douczanie a w zamian za to nie mieć czasu na pracę i nie stać mnie na naprawdę douczanie to dziękuję bardzo Panu Stefanowi, niech lepiej douczy się żeby znowu nie musiał się przeprowadzać, ja uważam że połowa przepisów jest anachronicznych i niedorzecznych, a cały kodeks pracy należy wyrzucić do kosza i zostać napisany nowy - ale prze FACHOWCÓW to samo trzeba zrobić z inspektorami.
Jak w latach 80-tych pracowałem w Niemczech, tam nie spotkałem się z jakąkolwiek kontrolą - albo nie mieli tam takiego pipu, albo mnie to minęło, a pracowałem tam 2lata, tam przy maszynach i urządzeniach nie było żadnych instrukcji, przynajmniej nikt mnie nie instruował, a pracowałem legalnie.
Myślę że w ramach wymiany handlowej należałoby im wysłać cały ten pip di unii - pewnie mają masę wypadków, a z powodu braku ewidencji odzieży chodzą jak szmaciarze - albo też dlatego że tego nie mają jest jeszcze u nich normalnie.
Na poprzednia kontrolę przyszedł do nas normalny człowiek, powiedział że nie będzie się czepiał, ponieważ się z tej instytucji zwalnia, gdyż ambicja nie pozwala mu robić z siebie głupka i niema sumienia wyciągać ciężko pracującym sponiewieranym ludziom pieniędzy, tylko dlatego że jakiś urzędnik który w życiu niczego dobrego nie zrobił coś nabazgrolił.
Podczas następnej kontroli, powiedziałem to pani inspektorowi, to mi odpowiedział, że bardzo dobrze że się zwolnił, bo przez takich inspektorów jest dużo wypadków.
Najlepsze są takie teksty Wiem że jest to niepotrzebne i niczemu nie zagraża, ale tak jest w przepisach - zupełnie jakbym słyszał Szwejka.
Na koniec przez rok w Żorach nie było drogówki, ponieważ 11 z 12 zostało wysoko awansowanych i nie było komu patrolować - i co? - zamiast wzrostu ilości wypadków spadek, również dochodów do budżetu, było o tym w mediach.

Odpowiedz