Elektromobilność i certyfikacja części – debata o motoryzacji

, 22 listopada 2017, 9:15

Polscy urzędnicy lubią odciskać własne piętno na przepisach, wprowadzanych przez Unię Europejską. Między innymi taki wniosek płynie z wypowiedzi ekspertów, uczestniczących w debacie na temat wyzwań dla niezależnego rynku motoryzacyjnego.

Podczas XII Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego odbyła się debata poświęcona aktualnym wyzwaniom dla rynku motoryzacyjnego w Polsce. Uczestniczyli w niej:

  • Cezary Kaźmierczak – prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
  • Bogumił Papierniok – dyrektor zarządzający firmy Moto-Profil
  • Adam Światowy – Business Development Manager firmy ZF
  • Rafał Lanczyk – Kierownik Działu Handlu Krajowego Przedsiębiorstwa „WP”.

 

Zbędne przepisy

Pierwszym z omawianych tematów był postulat wprowadzenia w Polsce obowiązkowej certyfikacji krajowej części motoryzacyjnych. Jego autorzy sugerują, że taka zmiana wpłynęłaby na polepszenie stanu bezpieczeństwa na drogach czy też w bliżej nieznany sposób poprawę sytuacji polskich producentów części motoryzacyjnych. W eterze pojawiły się nieprecyzyjne informacje sugerujące, że w innych krajach Unii Europejskiej obowiązują tego typu krajowe homologacje.

W rzeczywistości wprowadzenie proponowanych przepisów mogłoby wywołać negatywne konsekwencje. O problemie informowaliśmy już dwukrotnie (czytaj więcej: 1., 2.). Branżowi eksperci uznają wprowadzenie dodatkowej homologacji za cios w polskich przedsiębiorców, którzy ponieśliby koszty certyfikacji. Ta nie przyniosłaby jakiejkolwiek poprawy jakościowej produktów, byłaby jedynie legislacyjnym cofnięciem się do czasów sprzed wejścia Polski do Unii Europejskiej.

– Udział w imporcie części pochodzących z krajów Dalekiego Wschodu, klasyfikowanych jako części mające wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym, to tylko 3% obrotu dystrybutorów części. Dodatkowo, połowa z tych trzech procent, to produkty, które klasyfikowane są jako części trafiające na pierwszy montaż np. do samochodów pochodzenia koreańskiego, więc na pewno nie można tutaj mówić o produktach złej jakości. Jest to więc marginalny, sztucznie pompowany problem. Czy warto zmieniać legislację w tym temacie? Będziemy mieć sytuację, gdzie polski producent będzie musiał zapłacić za homologację produktu, by móc sprzedać go w Polsce, za to w innym kraju, z tym samym produktem, nie będzie miał takiego obowiązku.” – powiedział Bogumił Papierniok z firmy Moto-Profil.

– Dostarczamy nasze produkty na wielu rynkach od parudziesięciu lat i nie mamy z tym problemów. Nasze części przechodzą badania i uważamy, że dodatkowe homologacje to tylko dodatkowe koszty. Unijna regulacja 31. ma wkrótce wejść w życie, zatem w tym momencie wprowadzenie podobnej regulacji w Polsce nie ma sensu. Większym problemem jest wprowadzanie do obrotu części używanych i tę kwestię lepiej byłoby uregulować – powiedział Światowy Adam z ZF.

Uczestnicy debaty zwrócili również uwagę na olbrzymie zaangażowanie polskich instytucji państwowych w zakresie formułowania nowych przepisów.

– Przepisy w Polsce zmieniają się w zastraszającym tempie, np. sześciokrotnie częściej w skali roku niż w Szwecji. Przedsiębiorca powinien przez 3,5 godziny dziennie czytać o zmianach przepisów, aby być z nimi na bieżąco. Polscy urzędnicy lubią dokładać do przepisów unijnych, np. u nas jest przygotowywanych 16 załączników do danej ustawy, a w innych krajach 3 czy 6. Próbujemy naciskać na polityków i oni nawet rozumieją nasze stanowisko, ale potem nic z tego nie wynika. Proponowane przez nas rozwiązanie, które mogłoby ograniczyć to szaleństwo to zakaz dokładania własnych przepisów do przepisów europejskich. Nasz drugi pomysł polega na tym, że jeśli rząd wprowadza nową regulację, to musi usunąć jedną inną, a nawet dwie tak jak to jest np. w Australii czy innych krajach, które podjęły się uregulowania tej kwestii. – powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Najwięcej problemów ze zmianami legislacyjnymi mają małe przedsiębiorstwa.

– Średnie i duże firmy jakoś sobie radzą – uważa Bogumił Papierniok –  Mają swoją komórkę, zajmującą się nowymi regulacjami prawnymi. Na takie rozwiązanie nie mogą sobie pozwolić najmniejsze przedsiębiorstwa. Naszym prawodawcom musi zależeć na zagwarantowaniu nam możliwości działania. Jeżeli części nowe będą musiały być dodatkowo homologowane to ich cena wzrośnie, więc wzrośnie też popularność używanych części, co przełoży się na spadek bezpieczeństwa na drogach.

Na drodze do elektromobilności

Drugim z omawianych w czasie debaty tematów była elektromobilność, czyli rozwój napędów elektrycznych i stopniowe wypieranie przez nie silników spalinowych. Wstępem do dyskusji była ankieta elektroniczna, w której zapytano obecnych na sali producentów i dystrybutorów części motoryzacyjnych o ich poglądy na temat zmian rynkowych związanych z elektromobilnością.

75% dystrybutorów i 60% producentów uznało, że gwałtowny rozwój elektromobilności nie będzie miał żadnego wpływu na ich firmę. Tylko 20% dystrybutorów i 15% producentów przyznało, że nowy trend może być dla nich zagrożeniem. 5% dystrybutorów i 25% producentów części w elektromobilności upatruje szansy na szybszy rozwój firmy. Choć zaraz po podaniu wyników głosowania odezwały się silne głosy podkreślające, iż producenci wyrobów ściśle powiązanych z konwencjonalnymi silnikami byliby zmuszeni do gwałtownej zmiany profilu swojej działalności.

– Kierunki zostały wyznaczone. Kwestią do zastanowienia się jest, jak wiele czasu zajmie przejście na napędy elektryczne. Coraz więcej producentów rezygnuje z diesli. Producenci,  dystrybutorzy czy właściciele i pracownicy warsztatów muszą być świadomi zmian i muszą za nimi podążać, wzbogacać swoje kompetencje. – powiedział Adam Światowy z ZF.

Eksperci orzekli, że choć na ekspansję samochodów elektrycznych przyjdzie nam jeszcze poczekać, przygotowania do obsługi tych pojazdów, wszyscy uczestnicy rynku warsztatowego powinni zacząć już teraz. Znajomość trendów będzie szansą na rozwinięcie swojego biznesu i wyprzedzenie konkurencji.

Komentarze

Brak komentarzy