Nowa norma Euro 6D wpłynie na kondycję niezależnych warsztatów

, 22 grudnia 2020, 10:07

Producenci samochodów, w lipcu tego roku, wystosowali prośbę do władz unijnych o opóźnienie wprowadzenia nowej normy emisji spalin Euro6D. Unia Europejska odpowiedziała dopiero teraz, w grudniu, a jej stanowisko związane z wnioskiem producentów możemy zawrzeć w jednym słowie – „nie”. Nowe restrykcje mocno regulujące rynek automotive będą mieć wpływ nie tylko na największe firmy wytwarzające samochody. Obawy zgłaszają dealerzy oraz cała branża powiązana ze składaniem nowych pojazdów. Swego rodzaju beneficjentem tych zmian mogą z kolei okazać się… niezależne warsztaty.

Euro 6 B, C, D – o co właściwie chodzi?

Po aferze dieselgate normy emisji spalin zdecydowanie przyspieszyły. Niebagatelny wpływ zapewne ma również wprowadzenie European Green Deal, którego celem jest uczynienie Europy strefą neutralną klimatycznie do 2050 roku. W ostatnich latach obowiązywała norma Euro 6 pod różnymi postaciami – mniej więcej co roku przechodzi ona modyfikację, która wiąże się z większymi restrykcjami. Mieliśmy więc już Euro 6B, 6C, 6D-TEMP oraz obecnie największą bolączkę producentów, czyli Euro 6D. Poprzednia norma wprowadzona została w ograniczonym zakresie i dotyczyła głównie zmiany metodyki testowania składu spalin. Dotychczas w większości wypadków odbywało się to w laboratorium, co czasami doprowadzało do zaniżenia faktycznej emisji szkodliwych gazów (tutaj uśmiechamy się do grupy Volkswagena). Norma 6D wprowadza nakaz mierzenia emisji w mieszanych testach WLTP, co oznacza konieczność zamontowania w nowych samochodach specjalnych urządzeń monitorujących spalanie i wydzielanie szkodliwych gazów do atmosfery. Dodatkowo, wszystkie nowe samochody muszą przejść test emisji Euro 6d w warunkach rzeczywistych, z niższymi wartościami granicznymi, dorównując poziomom uzyskanym w badaniach laboratoryjnych.

Producenci sobie poradzą, dealerzy mogą mieć ogromny problem

Rok 2020 był najtrudniejszy od lat dla branży automotive. Na początku roku fabryki samochodów zaliczały długie przestoje, ucierpiał sektor TSL, dealerzy zostali z wieloma autami na placu, którymi klienci przestali się interesować. Zakup samochodu w czasie trwającej pandemii koronawirusa przesunął się na sam koniec listy potrzeb ogromnej ilości osób rozważających takich ruch. Założenia ze stycznia tego roku obejmowały stabilne zainteresowanie nowymi pojazdami, podobne do tego z zeszłego roku. Okazało się jednak, że od 1 stycznia do końca listopada w naszym kraju zarejestrowano o ponad 24% mniej aut o DMC do 3,5 tony niż rok temu w tym samym okresie. To prawie ¼ różnicy. Machina statystyk, liczb i prognoz nie uwzględniła takiego czynnika jak ogólnoświatowa pandemia, samochody zostały wyprodukowane oraz pozamawiane przez dealerów. W tym momencie na scenę wchodzi norma Euro 6D. Według rozporządzenia UE od 1 stycznia 2022 roku wszystkie pojazdy muszą spełniać nowe normy spalania. Oznacza to, że nadwyżka setek tysięcy aut, wytworzonych w nieszczęsnym 2020 roku staje się… bezużyteczna. Bez prawa do rejestracji. Rynek zbytu nowych samochodów stworzony jest tak, że dealerzy i producenci działają zwykle niezależnie od siebie. Fabryka produkuje daną liczbę sztuk konkretnego modelu, następnie zgłasza się dealer deklarujący chęć zamówienia odpowiedniej liczby pojazdów, negocjowane są ceny, zaciągane kredyty i partia świeżych, pachnących pojazdów pojawia się w garażu dealera. Producent rzadko kiedy zostaje z autami „na placu”, fabryki działają na tyle szybko i sprawnie, że wiele zamówień składanych jest jeszcze przed wytworzeniem „produktu”. Na końcu tego „łańcucha pokarmowego” stoją właśnie dealerzy, którzy pod koniec tego roku zostali z niespłaconymi kredytami na nawet kilkadziesiąt aut, nie mając na nie zbyt wielu chętnych, a już za kilka dni będą w posiadaniu…

…nowych samochodów, których nie można sprzedać w 2022 roku

Oczywiście nowe przepisy związane z normami spalania można w pewien sposób „ominąć”. Co to oznacza? Regulacje dotyczące Euro 6D dotyczą samochodów niezarejestrowanych. Możemy spodziewać się więc, że dealerzy zaczną masowy proces zdobywania tablic dla aut z bieżącego rocznika, zalegających na placu. To z kolei będzie prowadzić do jeszcze większej obniżki cen katalogowych i zapewne obrót z ujemną marżą. Cała sytuacja może wyglądać na bardzo kuszącą perspektywę dla klienta planującego samochodowe zakupy na początku roku – zapowiadają się obniżki na modele z rocznika 2020, jednak o ogromnych rabatach nie ma co marzyć – zanadto nadszarpnęłyby one finanse dealerów w trudnym rynkowo czasie. Tanie nie będą także nowe samochody z rocznika 2021. Restrykcyjna norma Euro 6D wymusza badanie składu spalin w trakcie realnego użytkowania pojazdów. Wszystkie nowe samochody muszą więc być wyposażone w specjalną aparaturę, która podczas jazdy będzie przekazywać informację o spalaniu. Ich wdrożenie zdecydowanie wpłynie więc na cenę pojazdu w salonie. Dodatkowo, trwająca pandemia i ogromne straty dealerów spowodują kolejne wzrosty – aby przetrwać na rynku sprzedawcy aut muszą ratować się zwiększeniem marży.

Dlaczego na sytuacji nie stracą, a może nawet skorzystają niezależne warsztaty?

Szykujące się wzrosty cen nowych samochodów, spowodowane normą Euro 6D oraz trudna sytuacją dealerów odbije się mocno na decyzjach zakupowych Polaków. Spodziewamy się zwiększonego zainteresowania pojazdami używanymi. Wiele osób zmieni zdanie i pozostanie przy obecnie użytkowanym pojeździe lub będzie szukać tańszej alternatywy na rynku wtórnym (gdzie również znajdziemy finansowanie kredytem, leasingiem, spotkamy też wiele ofert wynajmu długoterminowego). Mniej nowych samochodów to również mniej pracy dla serwisów autoryzowanych, a dotychczasowi klienci mogą poszukiwać tańszej alternatywy po zakończeniu okresu gwarancji na ich auto. Przede wszystkim jednak zwiększenie udziału samochodów używanych oznacza zintensyfikowanie zainteresowanie usługami niezależnych warsztatów, które są tańsze od ASO oraz oferują konkurencyjny poziom obsługi.

Według raportu firmy Samar, w 2020 roku średni wiek sprowadzonego zza granicy samochodu jest najwyższy od 20 lat. Kupujemy najczęściej od zachodnich sąsiadów, po drugiej stronie Odry, 12-letnie pojazdy spod znaku niemieckich marek. Przez 11 miesięcy do naszego kraju przybyło ponad 800 tysięcy samochodów używanych. To spadek o 17% w stosunku do 2019 roku, jednak porównując te liczby do wyników nowych aut możemy mówić o zwiększeniu udziału. W tym samym okresie polskie drogi zasiliło niewiele ponad 400 tysięcy nowych samochodów. To wynik o połowę mniejszy. Biorąc pod uwagę średni wiek tych pojazdów bez wątpienia typujemy więc zdecydowane zwiększenie zainteresowania usługami niezależnych warsztatów.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Mechanik, 26 grudnia 2020, 23:35 2 0

Autor artykułu nie ma zbyt dużej wiedzy o funkcjonowaniu dystrybucji i sprzedaży samochodów nowych.

Odpowiedz