Chińskie auta jeżdżą po polskich drogach. Coraz więcej ich przybywa, coraz więcej wychodzi z okresu gwarancji. I coraz więcej właścicieli prędzej czy później zadaje to samo pytanie: gdzie to naprawię, jeśli nie w ASO?
Odpowiedź jest bardziej złożona niż „tak” lub „nie” – bo gotowość niezależnych warsztatów na serwis chińskich marek zależy od tego, o jakiej naprawie mówimy.

Pod maską chińskich aut znajome rozwiązania
Zacznijmy od dobrej wiadomości. Większość podzespołów mechanicznych w chińskich samochodach dostępnych na europejskim rynku bazuje na rozwiązaniach dobrze znanych z aut europejskich. Silniki, skrzynie biegów, układy zawieszeń – to w dużej mierze technologia, która nie jest egzotyką dla doświadczonego mechanika. Część chińskich producentów korzysta wprost z komponentów europejskich dostawców pierwszomontażowych. Inni stosują rozwiązania własne, ale oparte na tych samych zasadach inżynierskich.
To oznacza, że warsztat, który potrafi sprawnie obsłużyć współczesne auto europejskie, ma solidne podstawy do pracy przy chińskim odpowiedniku. Wiedza o układach hamulcowych, zawieszeniu czy silniku benzynowym TSI nie dezaktualizuje się tylko dlatego, że na masce pojawia się inne logo.
Dobra wiadomość kończy się mniej więcej tutaj.
Wahacz, który unieruchomił auto na miesiące
Realne wyzwanie pojawia się w momencie, kiedy trzeba zamówić konkretną część. I tu sytuacja bywa dramatyczna w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Floty użytkujące chińskie auta – firmy leasingowe, wypożyczalnie, przedsiębiorstwa z własną flotą – już zderzają się z tym problemem. Brak dostępności elementu tak podstawowego jak wahacz potrafi unieruchomić pojazd na tygodnie, a niekiedy na miesiące. Część sprowadzana bezpośrednio z Chin przez oficjalny kanał importera ma czas realizacji, który w logistyce flotowej jest po prostu nie do przyjęcia.
Niezależny warsztat w takiej sytuacji jest bezradny podwójnie. Nie ma dostępu do części przez inne kanały niż ASO – bo aftermarket dla tych modeli jeszcze nie istnieje lub jest szczątkowy. I nie ma alternatywnych dostawców, do których mógłby zadzwonić z numerem katalogowym i usłyszeć „mamy na stanie, jutro dostawa”.
Klient z zepsutym autem czeka. Warsztat traci zlecenie. A reputacja chińskiej marki – i niezależnego serwisu, który podjął się naprawy – cierpi.
Kiedy aftermarket wejdzie na dobre w chińskie auta?
Eksperci rynkowi są zgodni co do jednego: pełna oferta aftermarketowa dla chińskich marek pojawi się dopiero wtedy, kiedy rynek tych aut się skonsoliduje.
Dystrybutor części zamiennych inwestuje w nowe linie produktowe wtedy, kiedy ma pewność, że popyt jest wystarczająco duży, trwały i przewidywalny. Przy kilku tysiącach aut danej marki na drogach kalkulacja jest ryzykowna. Przy kilkudziesięciu tysiącach – zaczyna mieć sens. Przy stu tysiącach i więcej – staje się koniecznością.
Polska jest już trzecim rynkiem w Europie pod względem rejestracji chińskich aut. Tempo wzrostu jest wysokie. Moment konsolidacji – kiedy konkretne modele osiągną masę krytyczną i dystrybutorzy zaczną wprowadzać ich pełne pokrycie katalogowe – nie jest odległy. Pierwsze sygnały, pokazują, że rynek już reaguje. Ale między „reaguje” a „jest gotowy” wciąż jest duża przestrzeń.
Co warsztat może zrobić już teraz?
Czekanie na konsolidację rynku to strategia pasywna. Warsztaty, które chcą być gotowe na falę chińskich aut wcześniej niż konkurencja, mogą zacząć od kilku rzeczy, które nie wymagają dużych inwestycji.
Pierwsza to wiedza: które modele najczęściej pojawiają się w okolicy, jakie mają charakterystyczne słabości, jakie systemy elektroniczne wymagają specjalnych narzędzi. Druga to kontakty – zidentyfikowanie, kto w danym regionie importuje części do chińskich marek i jakie są realistyczne czasy dostaw. Trzecia to uczciwa komunikacja z klientem przy przyjęciu zlecenia: jeśli część może czekać, klient powinien o tym wiedzieć przed, nie po.
Warsztat, który dziś zdobywa doświadczenie przy serwisie chińskich aut i buduje wiedzę o ich specyfice, będzie miał za dwa–trzy lata przewagę, której nie da się kupić ani nadrobić w tydzień.
Komentarze