Jest taki rodzaj dyskryminacji, który najtrudniej udowodnić i najtrudniej zwalczać. Nie polega na formalnym wykluczeniu z rynku. Nie polega na zakazie dostępu. Polega na cenach ustalanych arbitralnie, bez uzasadnienia, bez możliwości weryfikacji. Jeśli producent auta będzie pobierał od niezależnego warsztatu opłatę za dostęp do danych diagnostycznych pojazdu, wielokrotnie wyższą niż stawka dla własnej sieci autoryzowanej, a warsztat niezależny nie będzie miał żadnego narzędzia, by to porównać, sprawdzić ani zaskarżyć, to efekt będzie identyczny jak przy zamkniętym rynku.
Właśnie dlatego art. 9(7) i art. 20(2) Data Act czyli przepisy nakładające na posiadaczy danych obowiązek ujawniania metodologii obliczania wynagrodzenia za dostęp do danych są tak ważne. I właśnie dlatego propozycje ich uchylenia, które pojawiają się w ramach Digital Omnibus, powinny spotkać się ze zdecydowaną odpowiedzią branży.
Co mówią przepisy i dlaczego to ma znaczenie?
Artykuły 9(7) i 20(2) Data Act ustanawiają konkretny wymóg, że posiadacz danych, który żąda wynagrodzenia za udostępnienie danych, musi ujawnić metodologię stosowaną do obliczania tej opłaty. Nie musi publikować konkretnych kwot dla wszystkich kontrahentów. Nie musi ujawniać wrażliwych komercyjnie szczegółów umów. Musi jednak wyjaśnić, na jakiej podstawie i przy użyciu jakich kryteriów wylicza cenę, której żąda.
Ta różnica między obowiązkiem ujawnienia metodologii, a obowiązkiem ujawnienia konkretnych cen jest fundamentalna i często nierozumiana w debacie publicznej.
Metodologia jest odpowiedzią na pytania, jakie składniki kosztów są brane pod uwagę? Czy cena zależy od wolumenu danych, częstotliwości dostępu, kategorii danych? Czy stosowane są różne stawki dla różnych typów odbiorców i na jakiej podstawie? Czy opłata zawiera marżę, a jeśli tak, to w jakiej wysokości?
Bez znajomości metodologii odbiorca danych, czyli warsztat, firma flotowa, niezależny dostawca usług mobilności działa w ciemno. Nie może ocenić, czy cena jest uczciwa. Nie może porównać oferty z innymi posiadaczami danych. Nie może negocjować, bo nie wie, z jakiego punktu startuje. I nie może zaskarżyć dyskryminacyjnej opłaty, bo nie ma czego skarżyć, gdy metodologia jest poufna.
Alfred Franke, założyciel Fundacji Horyzont Mobilności, wyjaśnia ten mechanizm bez ogródek:
– Usunięcie wymogów przejrzystości znacząco ograniczyłoby możliwość oceny przez odbiorców danych, czy żądane wynagrodzenie jest uzasadnione. Utrudniałoby to również właściwym organom lub podmiotom rozstrzygającym spory weryfikację zgodności z Data Act. – mówi Franke.
Uzasadnienia dla uchylenia przepisów oraz dlaczego nie są przekonujące
Propozycje uchylenia art. 9(7) i 20(2) nie pojawiają się bez argumentacji. Zwolennicy zmian wskazują na dwa główne uzasadnienia.
Pierwsze to przejrzystość metodologii cenowej może naruszać poufność umowną lub unijne prawo konkurencji. Producenci obawiają się, że ujawnienie metodologii ujawni informacje wrażliwe handlowo i da konkurentom wgląd w strategię cenową.
Drugie to wymogi te są zbędnym obciążeniem administracyjnym, a jeśli jakiś podmiot uważa, że cena za dane jest nieuzasadniona, może złożyć skargę do organu nadzorczego.
Obydwa argumenty mają poważne słabości.
Warto zauważyć, że w kwestii poufności, wymóg ujawnienia metodologii obliczania wynagrodzenia nie jest tożsamy z wymogiem ujawnienia konkretnych cen wynegocjowanych z poszczególnymi kontrahentami. Metodologia to ogólna zasada kalkulacji, a nie tajemnica handlowa o szczególnej wartości. Data Act wyraźnie ustanowił ten obowiązek jako element regulacji rynku dostępu do danych, co oznacza, że ustawodawca świadomie uznał go za proporcjonalny i nienaruszający uzasadnionych interesów posiadaczy danych.
Bogumił Papierniok, ekspert branży motoryzacyjnej, udziałowiec i prezes EVorkshop.com firmy zajmującej się serwisem baterii do pojazdów elektrycznych oraz BESS, stawia tę kwestię precyzyjnie:
– Przejrzystość dotyczy metody kalkulacji, a nie ujawniania wrażliwych strategicznie informacji handlowych wykraczających poza zakres niezbędny do oceny uczciwości żądanego wynagrodzenia. – mówi Papierniok i dodaje – Nie chodzi o to, żeby producent ujawniał swoje wewnętrzne ceny transferowe. Chodzi o to, żeby odbiorca danych wiedział, według jakich zasad jest wyceniany.
W kwestii mechanizmu skargowego wykorzystywany jest ten sam argument, który pojawia się przy propozycjach uchylenia obowiązków raportowania odmów dostępu i ma te same słabości. Mały warsztat, któremu zaproponowano wygórowaną cenę za dostęp do danych diagnostycznych, rzadko kiedy ma zasoby, by wszczynać postępowanie przed organem nadzorczym. A nawet jeśli je ma, bez dostępu do metodologii cenowej producenta trudno będzie mu wykazać, że cena jest dyskryminacyjna lub nieuzasadniona.
Dyskryminacja cenowa to mechanizm, który niszczy rynek z zewnątrz, ale w sposób niewidoczny
Wyobraźmy sobie rynek, na którym dany towar jest dostępny dla wszystkich, ale ceny różnią się drastycznie zależnie od tego, kto kupuje. Kupujący, który płaci mniej, nie ma powodu skarżyć się. Kupujący, który płaci więcej, nie wie, że płaci więcej, bo nie zna cen stosowanych wobec innych. I nikt nie sprawdza, czy ta różnica jest uzasadniona.
To jest dokładnie model, który umożliwia brak przejrzystości metodologii cenowej w dostępie do danych motoryzacyjnych. Producent auta może stosować różne stawki wobec własnej sieci serwisowej, wobec dużych niezależnych sieci i wobec małych, lokalnych warsztatów i to bez żadnego zewnętrznego punktu odniesienia, który pozwoliłby zidentyfikować dyskryminację.
Skutek jest podwójny. Po pierwsze, małe i średnie warsztaty płacą za dostęp do danych więcej niż to rynkowo uzasadnione, co bezpośrednio podnosi ich koszty operacyjne i osłabia pozycję konkurencyjną. Po drugie, brak przejrzystości zniechęca do inwestowania w rozwiązania oparte na danych, bo firma, która nie ma szans prognozować, ile będzie kosztował dostęp do danych za rok czy dwa, nie może racjonalnie planować ani inwestować.
Przejrzystość jako warunek uczciwej konkurencji
Jest paradoks w stanowisku tych, którzy chcieliby uchylić wymogi przejrzystości cenowej pod hasłem odciążenia administracyjnego. Data Act regulacja, która ma gwarantować uczciwy dostęp do danych – bez mechanizmu przejrzystości cenowej staje się prawem formalnie otwartym, ale faktycznie zamkniętym dla tych, których na dostęp nie stać lub którzy nie są w stanie ocenić, czy cena jest uczciwa.
Otwartość rynku danych nie polega wyłącznie na formalnym braku zakazu dostępu. Polega na tym, że warunki dostępu są transparentne i weryfikowalne. Że firma mogąca skorzystać z danych może to ocenić na podstawie rzeczywistych, zrozumiałych informacji o kosztach, a nie na podstawie oferty cenowej wziętej z sufitu przez podmiot posiadający pełnię informacji i monopol na jej dostarczenie.
Właśnie dlatego utrzymanie art. 9(7) i 20(2) Data Act jest dla niezależnego rynku motoryzacyjnego kwestią fundamentalną. Nie jest to biurokratyczny szczegół tylko mechanizm, który decyduje o tym, czy rynek danych będzie prawdziwie otwarty dla tysięcy warsztatów w Polsce i Europie, czy tylko na papierze.
Przejrzystość jest warunkiem, nie opcją
Niezależny rynek motoryzacyjny w Polsce liczy 25 tysięcy podmiotów. Zdecydowana większość z nich to małe firmy czyli kilku pracowników, kilka podnośników, kilkadziesiąt napraw miesięcznie. To firmy, które nie mają ani zasobów na prawników specjalizujących się w prawie regulacyjnym, ani siły negocjacyjnej wobec wielkich korporacji motoryzacyjnych.
Właśnie dla tych firm przejrzystość metodologii cenowej ma największe znaczenie. Nie dlatego, że każda z nich będzie analizować kalkulacje producenta, ale dlatego, że ich obecność w prawie jest sygnałem rynkowym, że dane muszą być wyceniane uczciwie, bo metoda wyceny jest dostępna do weryfikacji.
Zniesienie tego wymogu to nie uproszczenie. To wyłączenie reflektora, który przez chwilę oświetlał ciemny kąt rynku, gdzie wiele się dzieje, a niewiele jest widoczne dla tych, którzy mieliby najważniejszy interes w tym, by to zobaczyć.
Przeczytaj także:
- Tajemnica handlowa jako klucz do sejfu. Kto decyduje, że jest on zamknięty i czy ktokolwiek to sprawdza?
- Udostępnię dane, ale w PDF-ie. Historia pewnego manewru, który może kosztować warsztaty bardzo wiele.
- Czyje dane generuje Twój samochód? Pozornie proste pytanie, za którym kryje się przyszłość niezależnych serwisów.
- Cyfrowy Omnibus jedzie przez Brukselę. Niezależne warsztaty lepiej nie przegapcie tego kursu!



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.
Profi dawny partner, 5 sierpnia 2026, 10:01 9 0
Rozumiem jaki jest cel tego wysypu materiałów nt regulacji prawnych dot dostępu do informacji. W temacie artykułu powyżej zwróćcie uwagę jaki % warsztatów niezależnych wystawia klientowi przejrzysty rachunek za naprawę bądź do rachunku załącza szczegółowy kosztorys? 10%? chyba zaszalałem
Odpowiedz