Świat po pandemii

, 2 listopada 2020, 13:41

Pandemia trwa i trwa mać – że strawestujemy klasyka – przynajmniej do odwołania. Motoryzacja wciąż dostaje po głowie i to z każdej możliwej strony. Wiosną stanęły fabryki, głównie z powodu przerwanych łańcuchów dostaw. Potem przyszło załamanie na rynku – sprzedaż nowych samochodów dramatycznie spadła. Kolejne lockdowny dołożą swoje. Kierowcy znacznie mniej jeżdżą, co widać gołym okiem i u nas. Korki w godzinach szczytu wyraźnie zmalały. A kiedy ludzie nie mają specjalnie powodu, żeby jeździć, nie tylko nie chce im się kupować nowych samochodów, ale również rzadziej naprawiają te stare. Obrywają więc wszyscy: producenci części, dystrybutorzy i warsztaty.

O tym że dobra koniunktura nie będzie trwała wiecznie, wiedzieli niby wszyscy, ale takiej klęski spowodowanej przez pandemię, która spadła na świat niczym meteoryt, nikt się nie spodziewał. Nie ma się co łudzić – motoryzacyjny świat po pandemii będzie miał zupełnie inny krajobraz.

Widać już teraz, że wzmocniła się pozycja Chin w globalnej grze o wpływy, o czym

Grzegorz Kacalski

świadczy decyzja Tesli o skierowaniu na europejski rynek samochodów wytwarzanych w fabryce w Szanghaju, która wedle nie tak dawnych zapewnień miała produkować wyłącznie na rynek Kraju Środka. Kto wie, być może to preludium do przejęcia części udziałó w w koncernie założonym przez Elona Muska. Nie można też wykluczyć, iż w niedalekiej przyszłości najważniejsze decyzje dotyczące najwyżej na świecie wycenianej marki motoryzacyjnej będą zapadały nie w Palo Alto lecz w Szanghaju.

Czy to dobrze, czy to źle? Obawiam się, że takie rozważania nie mają większego sensu, bo mamy na nie wpływ równie ograniczony co na ruch płyt tektonicznych. Możemy z grubsza tylko przewidzieć, że będzie trzęsienie ziemi, też zresztą nie do końca wiadomo kiedy, i jakoś się na to przygotować.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!