Nadzieja na sukcesik

, 1 marca 2019, 13:35

Minister Energii przygotował projekt rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków udzielania wsparcia z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który wedle zapowiedzi będzie miał do dyspozycji worek pieniędzy pochodzących z opłat emisyjnych.

W projekcie znalazł się zapis o dofinansowaniu zakupu osobowych pojazdów elektrycznych przedsiębiorcom zajmującym się sprzedażą lub najmem aut. Prawdopodobnie ma to wyglądać w ten sposób, że dealer kupujący samochód od importera dostanie dofinansowanie z FNT, a następnie przeniesie tę dopłatę na klienta końcowego, sprzedając mu pojazd elektryczny ze zniżką. Wysokość dopłaty ma wynieść 30% ceny samochodu. Wychodzi więc na to, że chcemy brać przykład z Norwegii.

Z Norwegii można brać wiele przykładów, choćby taki, by kraj nasz osiągnął kiedyś zbliżony poziom życia swoich obywateli. I tu właśnie widać pierwszą mieliznę w tym śmiałym przedsięwzięciu, bo w obecnych realiach dopłacanie do samochodów elektrycznych oznaczać będzie, że całe, niezbyt zamożne społeczeństwo zrzuci się na prezenty dla ludzi bardzo dobrze sytuowanych.

Po drugie zaś, z punktu widzenia ekologii, elektryczne samochody nie mają w Polsce większego sensu, bowiem u nas prąd wytwarzany jest z węgla. Tu znów można odwołać się do przykładu Norwegii, która ma tyle prądu z elektrowni wodnych, że sama już nie wie, co z nim robić. U nas jednak jazda elektrycznym samochodem oznacza de facto napędzanie węglem i to w dużej mierze importowanym. Do tego wszystkiego nasze elektrownie i sieci przesyłowe to taka bida z nędzą, że wystarczy, by latem poziom rzek spadł bardziej niż zwykle, a energetycy wpadają w popłoch. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby plan ministra odniósł wielki sukces i do prądu podłączało się co dzień milion samochodów. Na szczęście opatrzność nad nami czuwa i sukces będzie tak mikry, że nawet rachityczna sieć go przetrzyma.

 

Komentarze

Brak komentarzy!