Martwe prawo, ale prawo

, 28 września 2018, 12:36

Czasem dobre chęci i szczere intencje przegrywają ze skrzeczącą rzeczywistością. Od jakiegoś czasu żywy jest temat niecnego (bez żadnej ironii) procederu wycinania filtrów DPF. Głos zabierają parlamentarzyści i rząd, a raporty pisze Najwyższa Izba Kontroli.

– Resort infrastruktury podjął działania legislacyjne dotyczące uzupełnienia toku okresowego badania technicznego o procedurę wykrywającą usunięcie z pojazdu filtra cząstek stałych możliwą do zastosowania w stacjach kontroli pojazdów. Przedmiotowa procedura została włączona do prac legislacyjnych nad projektem ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw – poinformował wiceminister infrastruktury.

Grzegorz Kacalski

Nie zdradził natomiast szczegółów, jaką metodą usunięcie DPF ma być wykrywane. Badanie dymomierzem jest równie skuteczne, co pytanie kierowcę, czy w jego samochodzie jest filtr. Nieobciążony diesel, z filtrem czy bez (o ile rzecz jasna wtryskiwacze nie leją, a turbina nie cieknie) przechodzi to badanie śpiewająco. Dymi dopiero wtedy, kiedy się go obciąży, czyli na drodze albo hamowni. Zapowiada się więc, że stopień wykrywalności wycinania filtrów sadzy będzie symboliczny.

Z kolei minister sprawiedliwości zapowiedział, że do więzienia zamykani będą winni przekręcania liczników. Jak wiadomo, udowodnienie „korekcji”, będzie jeszcze trudniejsze niż wykrycie braku DPF, a zresztą nawet jak się przekręt stwierdzi, to jeszcze trzeba wskazać sprawcę, co już w ogóle wydaje się niemożliwe. Więziennicy nie muszą się raczej martwić, gdzie upchną skazanych z nowego paragrafu. Trawestując starą rzymską maksymę można więc stwierdzić: martwe prawo, ale prawo.

Komentarze

Brak komentarzy!