Zakup używanego samochodu dla wielu osób jest ekscytującym momentem – często poprzedzonym miesiącami oszczędzania i długimi poszukiwaniami. Problem w tym, że emocje bywają złym doradcą, a nieuczciwi sprzedający doskonale wiedzą, jak ukryć poważne mankamenty auta. O tym, jakie sztuczki stosuje się najczęściej i na co szczególnie uważać, opowiada Grzegorz Kowalik, właściciel warsztatu Speed Serwis.

– Bardzo często odbieram telefony od szczęśliwych właścicieli świeżo kupionych samochodów. Słyszę: Panie Grzegorzu, kupiłam auto, odkładałam na nie kilka lat, chciałabym umówić się na przegląd i serwis. Niestety, kiedy taki samochód trafia na podnośnik, często okazuje się, że radość szybko się kończy. – powiedział Grzegorz Kowalik w programie MotoFocus TV.
Mechanik podkreśla, że problem jest powszechny, a wiele osób popełnia ten sam błąd – sprawdza samochód dopiero po zakupie.
– Ludzi trzeba uczulać, żeby mechanika wzywać przed zakupem auta, a nie po. Jeśli sami nie są w stanie rzetelnie zweryfikować pojazdu, warto oddać to specjalistom.
Mycie silnika? Niekoniecznie dobra wiadomość.
Jedną z najczęściej spotykanych metod maskowania usterek jest dokładne mycie komory silnika. Dla kupującego może to wyglądać jak dowód dbałości o auto, ale mechanik patrzy na to inaczej.
– Bardzo często góra silnika jest wymyta, wszystko wygląda estetycznie, ale dół auta opowiada już zupełnie inną historię. Widzimy wycieki oleju, czasem naprawdę poważne, które ktoś próbował ukryć.
Czysty silnik tuż przed sprzedażą powinien więc zapalić lampkę ostrzegawczą.
Pełna treść rozmowy na naszym kanale YouTube:
Świeżo zakonserwowany spód? To też może być pułapka
Sprzedający dobrze wiedzą, że wielu kupujących zagląda pod auto. Dlatego jednym z popularnych trików jest maskowanie korozji.
– Malowanie podłogi różnego rodzaju bitami to klasyka. Bez zdrapania tej warstwy czasami trudno ocenić, co faktycznie kryje się pod spodem.
Ekspert przyznaje, że nawet doświadczeni mechanicy mogą dać się nabrać.
– Pojechaliśmy kiedyś w czterech mechaników oglądać terenówkę. Wiedzieliśmy, że trzeba sprawdzić ramę, mieliśmy odpowiednie narzędzia, a mimo to auto było tak dobrze zamaskowane, że początkowo wyglądało na zdrowe. Oczywiście później okazało się, że takie nie było… – wspomina Grzegorz Kowalik.
Gąbka pod osłoną silnika? Bardzo niepokojący sygnał
Niektóre metody ukrywania usterek bywają wręcz kreatywne.
– Spotykamy przypadki, gdzie pod osłony silnika wkładane są gąbki albo inne materiały chłonące olej, żeby nic nie kapało. Kupujący ogląda auto, nic nie widzi i myśli, że wszystko jest w porządku. To przykład działań, które mają wyłącznie ukryć problem do momentu sprzedaży.
Brak kontrolek nie oznacza braku usterek
Nowoczesne auta pozwalają na jeszcze bardziej wyrafinowane manipulacje.
– Zdarza się wykodowywanie kodów usterek albo wyłączanie pewnych systemów, żeby nic nie świeciło się na desce rozdzielczej. Kierowca widzi czysty kokpit i zakłada, że auto jest sprawne.
Jeszcze groźniejsze są prowizoryczne „naprawy” systemów bezpieczeństwa.
– Mieliśmy przypadki, gdzie zamiast poduszek powietrznych montowano oporniki. System nie zgłaszał błędu, ale realnie samochód nie miał sprawnego zabezpieczenia.
Samochód sprzedawany w dziwnych warunkach? To sygnał alarmowy
Mechanik zwraca uwagę także na sam sposób sprzedaży auta.
– Najgorsze są samochody oglądane gdzieś na odludziu, bez możliwości podjechania do warsztatu czy stacji kontroli. Jeszcze gorzej, kiedy po zmroku.
To sytuacja, w której kupujący ma ograniczoną możliwość oceny stanu pojazdu – a to działa wyłącznie na korzyść sprzedającego.
Nawet fachowcy nie są nieomylni
Czy doświadczony mechanik zawsze wychwyci każdą usterkę? Nie.
– Naszym zadaniem jest zminimalizowanie ryzyka zakupu trefnego auta. Ale zawsze istnieje jakiś procent rzeczy, których nie da się szybko wykryć, jeśli zostały naprawdę dobrze ukryte.
Dlatego tak ważna jest kompleksowa kontrola: diagnostyka komputerowa, jazda próbna, oględziny podwozia, sprawdzenie wycieków, a nawet kontrola geometrii zawieszenia.
– Taki przegląd potrafi trwać kilka godzin, ale to i tak niewielki koszt w porównaniu z konsekwencjami zakupu trefnego samochodu.
Emocje to zły doradca
Historie, które trafiają do warsztatu Grzegorza Kowalika, często mają podobny scenariusz – ekscytacja zakupem, a później kosztowne rozczarowanie. Dlatego najważniejsza rada eksperta jest prosta:
– Jeżeli nie masz wiedzy, doświadczenia i sprzętu, nie kupuj auta sam. Lepiej poświęcić trochę czasu na sprawdzenie przed zakupem niż później żałować.
Pełna treść rozmowy jest dostępna tutaj.
Komentarze