Rosyjski magik blacharki

Krzysztof Pawlak, 28 lipca 2017, 10:14

Jest gdzieś w Rosji warsztat blacharski, który potrafi zdziałać cuda i w niejedno auto przeznaczone tylko do kasacji, tchnąć drugie życie. 

Facet zna się na robocie jak mało kto.  Ten mechanik nie jest typowym absolwentem szkoły druciarstwa, a raczej chirurgiem samochodowym, który przeprowadza bardzo skomplikowane operacje. Pomimo tego, że takie samochody nie mają takiej wytrzymałości podczas zderzenia, jak te, które nie miały wcześniej poważniejszej przygody i są ryzykownym środkiem transportu(mówiąc delikatnie), to naprawdę można być pod wrażeniem jego umiejętności.

A Wy co sądzicie o takich zabiegach? Piszcie w komentarzach!

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

xyz123 (2 sierpnia 2017, 9:16) ~ Niewiem kto pisał ten artykuł, ale gość robi zgodnie z zasadami. Naprawa blacharsko - lakiernicza w ASO wygląda tak samo (czasami powiedziałbym gorzej). Jedyna różnica to w ASO zamiast używanej części, powinna być fabrycznie nowa (choć zdarzyło mi się że zamiast nowej maski dostałem starą, skończyło sie to utratą koncesji przez właściciela.. pewnie nie tylko mi się to u niego przytrafiło)

1 0 Odpowiedź

Anonim (24 sierpnia 2017, 11:05) ~ To co ten rosyjski "miszczu" robi, to tylko zwykła naprawa lekko uderzonego pojazdu. Dwadzieścia lat temu takie naprawy były chlebem powszednim każdego dobrego warsztatu blacharskiego w Polsce. To były czasy gdy my Polacy masowo sprowadzaliśmy z zagranicy rozbitki i naprawialiśmy je tak jak ten pan na filmie. W dużej części Polska została w ten sposób zmotoryzowana. Ciekawe jak autor nazwałby blacharza, który naprawił auto, gdzie podłużnice są jeszcze wbite w pogiętą płytę podłogową, a całe nadwozie przejmując uderzenie odkształciło się tak, że wymiary otworów drzwiowych się zdeformowały uniemożliwiając zamknięcie drzwi. Gdzie nadwozie uległo przy tym skręceniu, prawie wszystkie elementy zostały pogięte, a na dachu powstały fale dunaju. Po całej naprawie blacharskiej z niewielką ilością wymienionych elementów, do malowania zużyto tak minimalne ilości kitu i szpachlówek, że czujnikiem nie dało się określić co było naprawiane. Znam takie auta i jeszcze niektóre z nich widuję na ulicach w całkiem niezłym stanie. Z całym szacunkiem dla autora artykułu, ale brak tu właściwego punktu odniesienia przy tym nadawaniu tytułów. Wnioskuję iż spowodowane jest to zbyt młodym wiekiem pana, by pamiętać takie czasy. Dziś wymienia się błotniki i zderzaki i szumnie nazywa się to naprawą blacharską. Szkoda, że takie artykuły dziś piszą laicy, a nie profesjonaliści, którzy takie rzeczy robili własnymi rękami. Pozdrawiam kolegów, byłych blacharzy ASO Mościska, a szczególnie jednego, który tam jeszcze pracuje. To oni powinni pisać taki artykuł...

1 0 Odpowiedź