Małe jest piękne – szczególnie benzynowe

, 19 czerwca 2012, 14:30

Polacy znów interesują się samochodami z silnikami benzynowymi. Raport otoMoto.pl obrazuje wpływ wysokich cen paliw na zainteresowanie Polaków samochodami z małymi silnikami benzynowymi. Większość samochodów z jednostkami wysokoprężnymi odnotowała znaczny spadek zainteresowania, chociaż są wyjątki.

Większe diesle tracą

Spadek zainteresowania autami napędzanymi silnikami Diesla okazał się czymś więcej niż tylko krótkotrwałym trendem. Eksperci serwisu otoMoto.pl porównali wyniki zapytań od stycznia do maja 2012 r. z analogicznym okresem 2011 roku. Liczba wyszukiwań samochodów z silnikami wysokoprężnymi spadła z 66 do 60 proc. Spadek ten dotyczył przede wszystkim pojazdów z największymi silnikami Diesla o pojemności od 2,0 do 2,5 litra (spadek liczby zapytań o 41 proc.) i o pojemności od 1,9 do 2,0 l (spadek o 21 proc.). Nie wszystkie diesle straciły na popularności – częściej wyszukiwano pojazdy z jednostkami wysokoprężnymi o mniejszych pojemnościach: 1,6 litra (+ 20 proc.) i 1,7 litra (+31 proc.).

Benzyna wraca do łask

W tym czasie zyskały samochody z silnikami benzynowymi (wzrost z 32 do 37 proc.), chociaż te o największej pojemności, od 2,5 do 3 litrów, spotkały się z 10-procentowym spadkiem zainteresowania. Wyraźnie wzrosło zainteresowanie samochodami z silnikami 1,4-1,6 litra (+44 proc.), ale najbardziej pożądane są pojazdy z motorami od 0,9 do 1,4 litra (+60 proc.)

– „Coraz więcej polskich kierowców przekonuje się, że eksploatacja samochodów benzynowych wyposażonych w silniki o niewielkiej pojemności jest tańsza niż wielu aut z silnikami Diesla. Pojazdy z silnikami wysokoprężnymi wymagają kosztownych serwisów, do tego różnica w spalaniu pomiędzy samochodami zasilanymi benzyną i olejem napędowym coraz bardziej się zaciera. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wiele aut z zapłonem iskrowym można dostosować do zasilania gazem płynnym. W przypadku Diesli nie ma takiej możliwości. Rosnące ceny paliw sprawiają, że Polacy zaczynają dokładnie kalkulować przez zakupem, jaki pojazd będzie generował najniższe koszty utrzymania. Samochody benzynowe są zdecydowanie lepszym wyborem dla osób, które pokonują nie więcej niż 15 -20 tys. km rocznie” – mówi Marcin Świć, dyrektor serwisów motoryzacyjnych Grupy Allegro.

Problemy z podażą?

Rynek samochodów używanych nie zdążył jeszcze zareagować na zmianę preferencji Polaków. W tym roku oferowane są pojazdy podobne do tych sprzed roku. Samochody z silnikami wysokoprężnymi stanowią podobny odsetek – nie przybyło ofert pojazdów z silnikami o niższej pojemności skokowej. Ceny aut z drugiej ręki są niemal identyczne jak rok temu.

– „Aby na rynku pojawiły się inne samochody potrzeba czasu. Mnóstwo samochodów z dużymi jednostkami napędowymi jeszcze długo będzie przechodziło z rąk do rąk. Na polskim rynku co rok pojawia się mniej więcej milion aut: ok. 270 tys. nowych i ok. 700 tys. używanych, sprowadzanych zza granicy. Rynek zacznie dostosowywać się do wymagań klientów, ale jest to powolny, długofalowy proces. Mniej poszukiwane auta zaczną tanieć, a importerzy zaczną sprowadzać te modele, które będą miały szansę się dobrze sprzedać. W ciągu najbliższych lat spodziewam się coraz większej popularności samochodów z niewielkimi silnikami i dalszego wzrostu popularności samochodów benzynowych” – tłumaczy Świć.
 

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Anonim, 21 czerwca 2012, 9:17 0 0

Musimy się przyzwyczaić do tego, że paliwa będą drożały, a olej napędowy pozostanie najdroższym paliwem oferowanym na stacjach.
Przez dziesięciolecia przyzwyczailiśmy się do tego, że olej napędowy był najtańszy – i mało kto miał świadomość, że cena ta była sztucznie wykreowana przez systemy fiskalne. Tak naprawdę o niskiej cenie tego paliwa decydowały rządy, a nie rynek czy koszty jego produkcji. Dla ekspertów jest jednak jasne, że właśnie olej napędowy musi być najdroższym paliwem. Dlaczego? Bo wytwarza się go mniej, a potrzeba znacznie więcej.
Tajemnica ceny tkwi też w procesie produkcji tego paliwa. Przetwarzając ropę naftową w rafinerii, nie da się uzyskać tylko oleju napędowego, jednocześnie powstają również: benzyna, kerozyna (paliwo lotnicze), ciężki olej napędowy używany jako paliwo do statków, gaz LPG oraz cięższe frakcje, wykorzystywane do produkcji olejów czy asfaltu. Proporcje tych produktów są w miarę stałe (mogą się nieco różnić w zależności od technologii przetwarzania ropy).Z jednej baryłki ropy (ok. 190 litrów) uzyskuje się ok. 88 litrów benzyny, 45 litrów oleju napędowego, 18 litrów paliwa lotniczego i tylko ok. 8 litrów LPG.
Podaż benzyny jest więc dwa razy większa niż oleju napędowego. A co z popytem na diesla? Jest olbrzymi, i to na całym świecie! Profesjonalny transport drogowy prawie w 100 proc. oparty jest na tym właśnie paliwie. Do tego dochodzi ciepłownictwo – lekki olej opałowy to nic innego jak odpowiednio zabarwiony i łagodniej opodatkowany olej napędowy. To właśnie dlatego zimą diesel drożeje – potrzeba go znacznie więcej.
Dzieje się tak, bo popyt na benzynę w gospodarce globalnej radykalnie się skurczył, natomiast zapotrzebowanie na ON mocno wzrosło. Duża w tym rola Chin. Kraj ten rozwija się w szybkim tempie, dynamicznie rośnie więc zapotrzebowanie na prąd. Ponieważ elektrownie buduje się latami, diesel jest tam wykorzystywany masowo do zasilania turbin energetycznych. Ponadto Chińczycy w ostatnim czasie, w celu ograniczenia emisji CO2 przed kolejną międzynarodową konferencją klimatyczną, zmniejszyli moce elektrowni węglowych, zastępując je właśnie mocami elektrowni zasilanych dieslem.
Nikt nie chce dziś tyle benzyny, ile się produkuje. A z baryłki ropy nie da się wyprodukować ani samej benzyny, ani samego oleju napędowego. Przy przerobie surowca powstają oba gatunki paliw. Skoro jest zapotrzebowanie na jeden produkt, a na drugi go nie ma, ceny tego, który się lepiej sprzedaje, muszą rosnąć.
Rządy ciągną sznureczkami a biedny lud kupuje to co mu się pod nos podsunie. Tak, tak, jesteśmy tylko marionetkami w rekach potentatów naftowych od wielu dziesięcioleci.
Pozdrawiam
"lewar"

Odpowiedz