Czym jeździć?

, 19 października 2011, 9:00

Świat zmienia się w tempie błyskawicznym, nie wiadomo tylko czy na lepsze. Wiele lat temu przemysł motoryzacyjny Polski Ludowej wysyłał swoje wyroby do Chin i Indii. Socjalistyczne samochody nie słynęły ani ze szczególnie wysokiej jakości, a tym bardziej z nowoczesności, ale miały jedną zaletę z punktu widzenia eksportu do tych wielkich azjatyckich krajów – były tanie.

Minęły trzy dekady, a w tym czasie za Wielkim Murem i nad Zatoką Bengalską wyrosły motoryzacyjne potęgi. Chińczycy i Hindusi przechadzają się dziś wśród podupadłych europejskich i amerykańskich marek niczym podczas garażowej wyprzedaży i zastanawiają się, czy czegoś nie kupić. Na razie jedni sprawili sobie Volvo, drudzy szarpnęli się na Jaguara, ale zdaje się, że to nie koniec zakupów.

Rozwój azjatyckiej motoryzacji sprawia, że rośnie popyt na paliwa, a wraz z nim również ceny. Każdy Chińczyk i Hindus (jest ich razem przeszło dwa i pół miliarda) chce przecież mieć własny samochód.

Nie pozostaje to bez wpływu na społeczeństwa Zachodu. I tak na przykład już niedługo z ulic Nowego Jorku znikną charakterystyczne żółte Fordy Crown Victoria pełniące dziś rolę oficjalnych taksówek. Zastąpią je małe, oszczędne vany Nissana. Nowojorscy rajcy uznali bowiem, że do poruszania się po zatłoczonym mieście nie potrzeba zwalistych sedanów z gigantycznymi silnikami V8 i smoczym apetytem na paliwo. Dla jednych ta zmiana to przejaw racjonalności, dla innych – kolejny dowód na upadek Ameryki.

Tymczasem w Warszawie postanowiono stopniowo odzwyczajać mieszkańców od jeżdżenia po mieście samochodami. Jakiś czas temu wprowadzono tzw. „bus pasy”, które spotęgowały korki na wielu warszawskich arteriach. Teraz w związku z budową drugiej nitki metra zamknięto na dwa lata skrzyżowanie, przez które wiedzie jedna z głównych dróg łączących prawobrzeżną Warszawę z centrum miasta. Wolę nie myśleć, co się będzie działo na innych dojazdach, na których cały ruch się skoncentruje. Jedyną pociechą jest zapowiedź, że przez plac budowy nadal będą przepuszczać autobusy. Oraz rowery, co w świetle ostatnich podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej wydaje się szczególnie istotne.
 

Autor: Grzegorz Kacalski; Artykuł ukazał się w numerze 10/2011 miesięcznika „Świat Motoryzacji”

Komentarze

Brak komentarzy