Narodowy program elektrospójności

, 2 listopada 2018, 11:52

W Brukseli waży się przyszłość europejskiego, w tym polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Jeśli uchwalone zostaną regulacje w najbardziej restrykcyjnej wersji, nasz przemysł motoryzacyjny zostanie trafiony klimatyczną torpedą i zacznie nabierać wody. Wprowadzona na siłę elektromobilność spowoduje bowiem, że fabryki, które wytwarzają części związane z silnikami spalinowymi (od tłoków po tłumiki) zaczną tracić rynek zbytu, a ich pracownicy niezawodnie stracą w związku z tym robotę.

Grzegorz Kacalski

W klimatyczno-gospodarczej grze sporo jest lobbingu i partykularnych interesów. Pojawia się bowiem okazja do rewizji udziałów w rynku pojazdów oraz motoryzacyjnych komponentów. Zmiany forsują więc przede wszystkim te kraje, które mają własne elektromobilne technologie i mogą je zaoferować tym, którzy nie mają, a po wprowadzeniu zmian w europejskich regulacjach – będą musieli mieć.

Skoro o elektromobilności mowa, warto przytoczyć wyniki badań firmy Berylls Strategy Advisors zajmującej się doradztwem w branży motoryzacyjnej. Posługując się przykładem Niemiec, w których 40% energii elektrycznej wytwarzane jest z węgla, analitycy dokonali obliczeń, z których wyszło, że w ciągu dziesięciu lat eksploatacji „elektryk” przyczyni się do nieco większej emisji dwutlenku węgla niż samochód z silnikiem spalinowym. W realiach polskiej energetyki węglowej proporcje te byłyby z pewnością znacznie bardziej niekorzystne dla samochodu elektrycznego.

Rodzi się więc pytanie, czy wprowadzanie elektromobilności w Polsce ma ekologiczny sens. Wydaje się władze widzą te niespójności i same postępują całkiem spójnie. Najpierw pogoniono tych od wiatraków, ale za to z naszego narodowego samochodu elektrycznego wciąż jeszcze nic nie wyszło.

Komentarze

Brak komentarzy