Drogocenne logo

, 27 grudnia 2010, 0:00

Wielokrotnie podejmowaliśmy na naszych łamach temat tak zwanych „części oryginalnych” i „zamienników”. Nie ma więc co rozwodzić się nad tym, że koncerny samochodowe nie produkują części zamiennych, a jedynie sprzedają produkty dostarczane im przez niezależnych wytwórców. Warto za to zastanowić się, ile właściwie producenci samochodów zarabiają na wkładaniu części do pudełek ze swoim logo.

Ciekawy przykład przyniosło życie. W samochodzie Suzuki Ignis mojego znajomego coś zaczęło gwałtownie chrobotać na zakręcie. Już pobieżna inspekcja, polegająca na zajrzeniu pod pojazd wykazała, że pękła sprężyna zawieszenia w kole prawym przednim. Znajomy umówił więc wizytę w sprawdzonym niezależnym serwisie i z ciekawości zerknął do internetu, by sprawdzić, ile komplet sprężyn będzie kosztował. Im bardziej sprawdzał, tym bardziej okazywało się – że posłużymy się trawestacją słynnego cytatu z „Kubusia Puchatka” – że sprężyn nigdzie nie ma.

Chcąc nie chcąc, znajomy zadzwonił więc do serwisu, by zapytać o dostępność i cenę owych rarytasów. – 450 zł sztuka – poinformował bez fałszywego wstydu pracownik serwisu. Wiadomość lekko zdeprymowała znajomego, który przygotowany był na cenę trzy razy niższą. Zdesperowany rozpoczął więc poszukiwania nieuchwytnych sprężyn na internetowych aukcjach. Znalazł! Niewielka firemka z wybrzeża miała owe unikaty w swojej ofercie. Para sprężyn dobrej marki kosztowała razem z przesyłką kurierską 300 złotych. Tak oto do znajomego dotarła ponura prawda o cenach „części oryginalnych”, a mówiąc wprost – o paskarskim narzucie koncernów samochodowych, które owe części sprzedają.

Ktoś powie, że w warunkach wolnego rynku każdy może sobie kalkulować ceny po swojemu. To prawda, jest jednak jedno „ale”. Otóż koncerny samochodowe próbują za pomocą rozmaitych chwytów marketingowych wmówić użytkownikom, że tylko części z logo marki samochodu zapewniają bezpieczeństwo, niezawodność, komfort, itd., itp., zaś „zamienniki” – choćby pochodziły z tej samej fabryki co „oryginały” – już nie. O tym, że opowiadanie dyrdymałów w reklamach jest ryzykowne, przekonała się niedawno pewna znana firma od „życiodajnych” jogurtów, którą amerykański sąd skazał na wielomilionową karę.


Autor: Grzegorz Kacalski

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Anonim, 27 grudnia 2010, 0:00 0 0

Szanowny Panie Grzegorzu.
Problem jest jeden nazywa się "Polska". U nas w kraju reklamy mogą , mają prawo i kłamią - co druga to stek bzdur i kłamst. "Że proszek białe getry prosto z trawiastego boiska wypierze " , " Że krem zmarszczki odmłodzi i znowu będziemy mieć dwadzieścia lat" . Stek kłamstw i już.
Od pięciu lat bardzo interesuję się motoryzacją i Aftermarketem - nie ma dziś akcji "uświadamiających kierowców" o jakości części i konieczności ich wymiany. Prosze zobaczyć jak obsługiwana jest na przykład Klientka Serwisu Autoryzowanego czy też niezrzeszonego - jeśli wyczuje się że jest "laikiem" zaraz zaczyna się "bajera" i naciąganie. Pani nie ma czasu i znajomych w tej branży a dziecko do przedszkola codziennie musi zawozić ! Kiwa "głową" i płaci czasem o kilka setek za dużo i niepotrzebnie. Liczę mocno na to że Portal Motofocus - będzie cały czas się rozwijał i uświadamiał kierowców "laików" co warto co moża a co koniecznie trzeba jeśli jest się "szczęśliwym " posiadaczek czterech kółek. Sam osobiście poprowadziłbym jakąś "zakładkę" na Motofocus - LAIK MOTOFOCUS - porady , dyskusje i konieczności posiadaczy aut .

Pozdrawiam Łukasz

Odpowiedz

Anonim, 30 grudnia 2010, 0:00 0 0

Proroczy artykuł dla tego o Mercedesie. Tematyka bardzo podobna i jak widać coraz częściej udarze się w niezależne warsztaty. Mamy wolny rynek więc i ceny są ustalane dowolnie jednak sposób działania wielkich firm / koncernów narusza ogólnie panujące zasady...

Odpowiedz