Ekopodatek powraca

, 4 czerwca 2010, 0:00

Ekologia to temat mi bliski, jednak wyjątkowo nie lubię, kiedy wykorzystuje się ją jako słowo-wytrych. Ekologiczne są już skóropodobne materiały i sztuczne futra. Ba! Ekologiczne są nawet podatki, a przynajmniej niektórzy by chcieli, żeby były.

Mowa oczywiście, o pomyśle opodatkowania tych, których nie stać na nowy samochód z salonu. Pisaliśmy o tym jakiś czas temu, lecz jak się okazuje, temat wciąż powraca niczym weksel bez pokrycia. Koalicja R2RC ostrzega, że rząd ponownie powrócił do tego pomysłu. Podatek miałby być płacony co roku i uzależniony od pojemności silnika, emisji spalin i wieku samochodu. Im bardziej leciwy pojazd, tym więcej trzeba by było zabulić. Zwolennicy wprowadzenia podatku mówią, że dzięki temu Polacy zaczęliby kupować nowe, bardziej ekologiczne auta.

I tu leży pies pogrzebany. Nie o ekologię, a o pieniądze chodzi! Te, które chcieliby zarobić producenci samochodów. Z punktu widzenia ekologii ów podatek nie ma przecież żadnego sensu. Kto jest bardziej ekologiczny – emeryt, właściciel 20-letniego Poloneza, który dojeżdża nim dwa razy w tygodniu na działkę, czy właściciel nowego samochodu spędzający codziennie dwie godziny w ulicznym korku? Załóżmy, że ów emeryt śpi na pieniądzach i wyrobem FSO jeździ wyłącznie z sentymentu, zaś wprowadzenie podatku skłoni go do oddania Poloneza na złom i kupienia w salonie samochodu za 60 tysięcy. Przecież wyprodukowanie nowego pojazdu wiąże się ze zużyciem energii, emisją CO2 itd., itp. Emeryt ulżyłby więc przyrodzie właśnie wtedy, gdyby jeździł starym wehikułem jak najdłużej!

Skoro więc nie chodzi o ekologię, lecz opodatkowanie tych, którzy nie kwapią się do kupna nowego pojazdu, przyczyniając się w ten sposób do światowego kryzysu, napuśćmy fiskusa nie tylko na właścicieli starych gratów, ale również na tych, którzy w ogóle nie mają samochodu. Każmy zapłacić chytrusom zażywającym komfortu jeżdżenia do pracy na rowerze. Spryciarze podróżujący wygodnymi autobusami, też niech płacą. Luksus „niemania” samochodu powinien kosztować!

Autor: Grzegorz Kacalski
Artykuł ukazał się w numerze 5/2010 miesięcznika Świat Motoryzacji

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Anonim, 4 czerwca 2010, 0:00 0 0

Podatek prodealerski a nie eko-podatek.
Płacenie nawet kilkuset zł rocznie nie zmusi nikogo (jesli go na t nie stać) do zakupu auta salonowego.
Co do sposobu naliczania tego podatku to też mamy jedno wielkie nieporozumienie. Co z tego, że mam ayto stare, z 5 litrowym silnikiem, na którego oparach można odpalić kosierkę spalinową? Rocznie przejeżdżam tyle ile przeciętny rep "ekologiczną" Pandą. To kto bardziej zanieczyszcza powietrze w skali roku?

Odpowiedz

Anonim, 4 czerwca 2010, 0:00 0 0

No niestety ten podatek mało ma wspólnego z ekologią.

Nie jestem też przekonany, czy można go nazwać prodealerskim - bo prawdopodobne jest, że część osób, posiadaczy starych samochodów, zamiast kupić nowe auto w salonie, zdecyduje się na przesiadkę do transportu publicznego.

W gruncie rzeczy zamysł może i dobry, ale nie na nasze polskie realia.

Odpowiedz

Anonim, 4 czerwca 2010, 0:00 0 0

Państwo Powinno zachęcać, a nie karać... A tym bardziej nie powinno karać za to, że kogoś nie stać na pachnące nowością auto...

Odpowiedz