Renault kolejnym podejrzanym. Co dalej z aferą „dieselgate”?

, 1 lutego 2017, 9:55

Od wybuchu afery związanej z fałszowaniem testów dotyczących emisji zanieczyszczeń silników Volkswagena mija półtora roku. W tym czasie z podobnymi oskarżeniami musiało zmierzyć się kilku innych producentów samochodów. Tym razem padło na Renault.

Untitled-1

Czy Renault oszukiwało?

Paryska prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie domniemanych manipulacji przy pomiarach emisji zanieczyszczeń silników dCi, czyli diesli montowanych w pojazdach grupy Renault. Sędziowie sprawdzą, czy koncern świadomie manipulował wynikami testów emisji.

Kłopoty firmy zbiegły się z wysunięciem oskarżeń wobec koncernu Fiat/Chrysler przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, o czym informowaliśmy w osobnym artykule.

Oskarżenia przeciwko Renault wystosował wydział ds. zwalczania nadużyć francuskiego ministerstwa gospodarki. Pod koniec ubiegłego roku państwowi urzędnicy dokonali kontroli w zakładach produkcyjnych Renault. Zarejestrowano znaczące przekroczenie emisji dwutlenku węgla i tlenków azotu (NOx) przez diesle. Producent pojazdów tłumaczył odchylenia od norm wadą filtrów DPF, które miały niewłaściwie separować zanieczyszczenia przy wysokich temperaturach pracy silnika. Koncern zobowiązał się sprawdzić pod tym kątem kilkanaście tysięcy już wyprodukowanych pojazdów. Przyjęta linia obrony sugeruje, że uchybienia nie były dokonane celowo. Teraz wyjaśnieniem tej kwestii zajmie się sąd.

Kary za przekroczenie limitów emisji – w czyim interesie?

Pikanterii sprawie domniemanych manipulacji dodaje fakt, że Renault częściowo należy do francuskiego państwa. Wybuch kolejnej afery związanej z dieslami wpłynął natychmiast na działania Komisji Europejskiej. Wystosowała ona pismo, w którym zarzuca państwom członkowskim wspólnoty niedostateczną troskę o kontrolowanie pojazdów pod kątem zgodności z unijnymi regulacjami dotyczącymi emisji spalin. W dokumencie znajduje się zarzut o niezachowywanie „dostatecznie twardej postawy” przeciwko przemysłowi motoryzacyjnemu, mimo wykrycia i potwierdzenia faktu, że wiele pojazdów przekracza nawet pięciokrotnie dozwolone limity emisji.

KE wprost zarzuca niektórym państwom uległość wobec przemysłu motoryzacyjnego. Trudno się temu dziwić, gdyż w wielu krajach producenci samochodów mają olbrzymi udział w budowaniu PKB. Sprawa staje się tym bardziej trudna, gdy tak jak w przypadku Renault, państwo jest udziałowcem koncernu. Przeprowadzanie agresywnych kontroli i nakładanie kar na producentów pojazdów nie jest w interesie rządu francuskiego, podobnie jak niemieckiego czy włoskiego. Także inne kraje wspólnoty nie palą się do szybkiego przeorganizowania systemu badania emisji spalin przez pojazdy. W grę wchodzą tu duże koszty oraz trudności administracyjne. Do tej pory Komisja Europejska wszczęła już kroki prawne przeciwko kilku państwom Unii – Niemcom, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Luksemburgowi, Grecji, Czechom i Litwie. Przyczynami pozwów jest brak kar nałożonych w tych krajach na Volkswagena po udowodnieniu dokonywanych przez niego manipulacji lub kompletny brak mechanizmów  w swoich przepisach krajowych pozwalających karać podobne naruszenia.

Unia sama sobie winna

Zarzuty Komisji Europejskiej wobec krajów UE to tylko jedna strona medalu. Przedstawiciele państw krytykują obowiązujące przepisy wspólnotowe jako niejasne i dające pole do nadużyć. Na przykład montaż urządzeń, które mogą fałszować rzeczywiste wyniki badań emisji zanieczyszczeń jest w prawie unijnym nielegalny, ale istnieje „furtka”, która dopuszcza stosowanie tego typu rozwiązań w celu ochrony silnika przed uszkodzeniem czy poprawy bezpieczeństwa. Ten fakt w znacznym stopniu utrudnia wprowadzenie skutecznego mechanizmu kontroli.

Komisja Europejska odpowiada, że pracuje nad ulepszeniem pomiarów emisji samochodów poprzez testy w realnych warunkach jazdy. Mają one zniwelować możliwość dokonania oszustwa. Propozycję nowych niezależnych testów pojazdów przedstawiono już Parlamentowi i Radzie Europejskiej. KE chce, żeby docelowo kontrole pojazdów pod względem emisji były dokonywane na szczeblu lokalnym – w okręgach administracyjnych, a więc np. powiatach i by obejmowały wszystkie wprowadzane na rynek pojazdy.

Komentarze

Brak komentarzy