SKF na 33 Rajdzie Elmot

, 9 czerwca 2005, 0:00

Załoga sponsorowana przez SKF: Maciej Oleksowicz pilotowany przez Andrzeja Obrębowskiego w Subaru Impreza zajął wysokie 5 miejsce w klasyfikacji generalnej i 4 w grupie N w 33 Rajdzie Elmot. Rozgrywana na terenach Dolnego Śląska impreza była pierwszą tegoroczną eliminacją RSMP.
Po dwóch pętlach pierwszego etapu warszawski duet znajdował się na bardzo dobrej 3 pozycji w tabeli wyników wyprzedzając tak doświadczonych zawodników jak Tomek Kuchar (Subaru Impreza), czy Marcin Turski (Subaru Impreza). Po załamaniu pogody, przy padającym deszczu nasza załoga na skutek drobnych błędów na dwóch ostatnich odcinkach etapu, spadła w klasyfikacji o dwa oczka. Strata do poprzedzającej ich dwójki była minimalna i możliwa do odrobienia podczas dnia drugiego. Dzień drugi przywitał zawodników padającym śniegiem i przenikliwym wiatrem, pomimo zaskakującej aury nastroje w zespole były gorące. Niestety szanse na to zostały zaprzepaszczone już na pierwszym odcinku specjalnym 2 etapu. Wszystko za sprawą zbyt mało dociętych opon na deszczowe warunki, jakie panowały na trasie. Na tym OS-ie Załoga SKF do zwycięzcy straciła ponad 30 sekund i spadła w klasyfikacji generalnej o 2 oczka. Przewaga, jaką mieli nad kolejną załogą była na tyle duża, że można było zwolnić tempo i dowieźć piąte miejsce do mety w Świdnicy, pomimo tego Maćkowi i Andrzejowi udało się zająć 3 miejsce na sławnym, bardzo wymagającym OS-ie Kamionki – Rzeczka.
Maciej Oleksowicz: – Jestem bardzo szczęśliwy z naszego wyniku. Rok temu zajęliśmy tutaj 6 miejsce, a teraz piąte. Nie jest to może imponujący skok, ale w ubiegłym roku nie było tak trudnych warunków i tak mocnej konkurencji. Dlatego jest to nasz mały sukces. Zawsze pozostaje pewien niedosyt, bo były przecież szanse na lepszy wynik. Sporo cennych sekund zabrał nam Darek Chudobiński (Suzuki Ignis S1600) już na pierwszym odcinku rajdu, gdzie go dogoniliśmy i na wąskiej Michałkowej nie mogliśmy go wyprzedzić. Drugiego dnia mogliśmy awansować z powrotem na trzecie miejsce, ale zbyt słabo docięliśmy opony na tak dużą ilość wody, jaka znajdowała się na trasie. Postanowiliśmy sobie odpuścić, bo konkurencja nam odjechała a przewaga nad załogami z tyłu była komfortowa. Jak się okazało był to spory błąd, bo gdy Zbyszkowi Gabrysiowi zaczęło szwankować auto, zaczęliśmy go dochodzić, ale w związku z tym, że do końca rajdu pozostało niewiele kilometrów, nie zdołaliśmy już go przeskoczyć w klasyfikacji. Będzie to dla mnie kolejne cenne doświadczenie, że nie wolno sobie odpuszczać i wieźć się do mety na pozornie pewnej pozycji.

Komentarze

Brak komentarzy!