Dieslowa koniunktura

, 5 czerwca 2014, 14:36

W czasach już zamierzchłych, kiedy pod stacjami CPN ustawiały się kolejki po paliwo, właściciele diesli byli obywatelami uprzywilejowanymi. Podjeżdżał taki prosto pod dystrybutor, lał pod korek, kupował bez kartek i do tego płacił za to wszystko znacznie mniej niż benzynowcy. W kryzysowych latach 80. przewaga zapłonu samoczynnego nad iskrowym była bezdyskusyjna, dlatego też popularna była usługa przekładania silników. Importem używanych diesli zajmował się m.in. słynny dziś warszawski knajpiarz-bankrut, który już wtedy miał skłonności do naciągania ludzi na pieniądze, skutkiem czego swego czasu „zaobrączkowała” go Milicja Obywatelska.

Kiedy tzw. „okresowe-przejściowe” się skończyły, diesle straciły w Polsce sporo ze swego powabu, bo choć paliły mniej, były głośne, ospałe i kopciły.

Renesans nastąpił z chwilą upowszechnienia się nowoczesnych konstrukcji układów zasilania. Samochody napędzane olejem napędowym stały się żwawe, a przy tym pozostały ekonomiczne. Popularność aut z silnikami wysokoprężnymi sprawiła jednak, że ceny oleju napędowego i benzyny wyrównały się. W niektórych krajach sprzedaje się już więcej diesli niż benzyniaków.

Wydaje się jednak, że gwiazda Rudolfa Diesla powoli traci blask, a to za sprawą ekologii. Otóż zaostrzane wciąż normy emisji sprawiły, że do dieslowskich specjalności, takich jak dwumasowe koło zamachowe, turbosprężarka, pompa wysokiego ciśnienia, doszedł jeszcze irracjonalnie drogi filtr cząstek stałych. Znajomy mój, który szczęśliwie spieniężył swojego diesla, na naprawy którego wydał znacznie więcej, niż udało mu się oszczędzić na paliwie, zapowiedział, że więcej samochodu z silnikiem wysokoprężnym nie kupi, chyba że Mercedes wznowi produkcję „beczki”, a na to się raczej się nie zanosi. Znajomy poszukuje zwykłego benzyniaka i to przed „downsizingiem”, tzn. bez żadnych bezpośrednich wtrysków, turbin i różnych innych wiekopomnych osiągnięć techniki motoryzacyjnej. Mówi, że się musi spieszyć, bo już niedługo takie nieekologiczne, nieefektywne, nienowoczesne pojazdy poznikają. Albo ktoś ich po prostu zakaże.

 

Autor: Grzegorz Kacalski
Artykuł ukazał się w numerze 5/2014 miesięcznika Świat Motoryzacji

Komentarze

Brak komentarzy