Przebieg ponadnormatywny

, 14 maja 2014, 16:04

Całkiem niedawno jeden z internetowych portali opublikował historię Fiata Pandy, który cały i zdrowy przejechał ponad 400 000 km. Po pokonaniu tego dystansu licznik w aucie się wyzerował, co może rodzić podejrzenia, że projektanci Fiata sami nie przypuszczali, że Panda da radę połknąć aż tyle kilometrów. Ba! Zwolennicy teorii spiskowej stwierdzili nawet, że ktoś tam w fabryce czegoś nie dopilnował i Panda w porę nie zepsuła się na amen.

Od pewnego czasu coraz większą popularność zdobywa teoria, że współczesne samochody projektowane są tak, żeby po określonym przebiegu psuły się, co ma skłonić ich właścicieli do zmiany auta na nowe. Podawane są przy tej okazji rozmaite przykłady egzemplarzy modeli sprzed lat, które osiągnęły gigantyczne przebiegi, o jakich właściciele obecnie wytwarzanych pojazdów tych samych marek mogą tylko pomarzyć.

Jest w tej teorii trochę prawdy. Rzeczywiście w starych autach nie psuło się wiele rzeczy, które psują się we współczesnych pojazdach, ale głównie z tego powodu, że ich tam po prostu nie było. Jasne, że stary diesel z rzędową pompą był mniej wymagający w eksploatacji od nowoczesnego common raila, ale z drugiej strony, stary klekot był ospały, hałaśliwy i dymił jak koksownia. Co tu dużo mówić, postęp, również w technice, ma swoją cenę.

Z drugiej strony piewcom dawnych czasów przypominam, że wtedy ćwiczyło się z kolei to, o czym już dzisiaj mało kto pamięta, choćby regulację gaźnika, czy ustawianie zapłonu. Ja sam przeklinałem karburator marki Weber zainstalowany w moim wehikule produkcji francuskiej, wdzięczny zaś byłem konstruktorom wielopunktowego układu wtrysku paliwa, który zastosowano w moim następnym samochodzie. Warto również przypomnieć sobie różnice w stosowanej kiedyś i dziś technologii zabezpieczeń antykorozyjnych.

Co do polityki koncernów samochodowych, to jest sprawą oczywistą, że chcą one zarabiać jak najwięcej. Myślę jednak, że problemem nie jest rzekoma zaplanowana krótka żywotność samochodów, ale różne zabiegi mające na celu uzależnienie użytkownika pojazdu od jego producenta przez możliwie najdłuższy okres eksploatacji. I tym powinniśmy martwić się najbardziej.

Autor: Grzegorz Kacalski
Artykuł ukazał się w numerze 4/2014 miesięcznika Świat Motoryzacji

Komentarze

Brak komentarzy