Na Nowy Rok

, 19 grudnia 2013, 13:39

W satyrycznej tradycji sylwestrowej nowy rok przedstawiany jest jako rumiane niemowlę przepasane szarfą z odpowiednim numerem, natomiast ten stary, odchodzący ma postać zmęczonego staruszka w wyświechtanym, połatanym paletku podpierającego się dziadowskim kijem. Nie jestem pewien, czy miniony rok należy żegnać z ulgą, mam natomiast nadzieję, że nowy nie będzie gorszy.

A jaki był dla branży rok 2013? Tu oczywiście należałoby doprecyzować – zależy dla kogo. Ogólnie jednak rzecz biorąc, nie było tak źle. Co prawda w pierwszym kwartale mieliśmy regularną  bryndzę, ale za to w drugim nastąpiło odbicie i coraz więcej głosów mówi, że powoli wychodzimy z dołka. Przy okazji tego podsumowania zajrzałem do annałów, by sprawdzić, kiedy to właściwie zaczął się ten cały kryzys. No więc wszystko zaczęło się dawno temu w Ameryce, a konkretnie w 2007 roku. Przypomniałem sobie też, że Pismo powiada o siedmiu latach chudych, wychodzi więc na to, że szczęśliwie dożyliśmy ich końca. Dobrze, żeby wszyscy w to uwierzyli, bo jak twierdzą makroekonomiści, sytuacja gospodarcza w olbrzymim stopniu zależy od nastrojów społecznych, jeśli więc ludzie są przekonani, że jest niedobrze, to w gospodarce rzeczywiście zaczyna się dziać źle i odwrotnie – powszechny entuzjazm koniunkturę nakręca.

Cykle koniunkturalne w kapitalizmie badał już stary Marks, który lekarstwa na te wahania upatrywał w socjalistycznej gospodarce planowej. Coś w tym było, bo w końcu jedynym krajem, któremu udało się uniknąć kryzysu przełomu lat 20. i 30. był Związek Radziecki. Ja mimo wszystko wolę gospodarkę rynkową od tej nakazowo-rozdzielczej, choć wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że muszę na własnej skórze odczuwać finansowe zawirowania, do których doszło gdzieś na drugim końcu świata.

Starczy tego filozofowania, pora na noworoczne życzenia. Życzymy zatem całej branży, żeby ludzie mieli za co jeździć samochodami i je naprawiać, a rynek rósł, choćby i powolutku. Żeby krajowa waluta utrzymywała stabilny kurs, a nasi decydenci, jeśli już nie chcą pomagać, to przynajmniej nie przeszkadzali. Życzymy samych trafnych decyzji, bilansów na plus i świętego spokoju. Niech przed warsztatami ustawiają się kolejki, a klienci proszą o kompleksowe naprawy. Słowem, życzymy naszym Czytelnikom wszystkiego najlepszego!

Autor: Grzegorz Kacalski
Artykuł ukazał się w numerze 12/2013 miesięcznika Świat Motoryzacji

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!