Stanowski kontra Mercedes. Znany dziennikarz niezadowolony z ASO.

, 7 grudnia 2016, 8:49

Wziął samochód w leasing w salonie i ma go już serdecznie dość. Znany dziennikarz Krzysztof Stanowski prowadzi wojnę w social mediach z autoryzowanym serwisem Mercedesa.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych i ikona polskiego Twittera wyżalił się w mediach społecznościowych na samochód kupiony w salonie Mercedes-Benz. Dziennikarz od zakupu ma problemy z autem, narzeka również na to jak traktowany jest w ASO.

Stanowski swoje kłopoty postanowił zamienić w cykl opowiadań, który publikuje za pośrednictwem Facebooka. Pierwszy tekst ukazał się 26 listopada i zaczynał się od słów "Opowiem wam pewną historię, a jak podacie ją dalej to będzie miło – może ktoś w firmie Mercedes-Benz zarumieni się ze wstydu. Odcinków będzie kilka, będę wrzucał jeden dziennie". Obserwujemy ten serial z wypiekami na twarzy, ale nie wiemy czy mamy się śmiać czy płakać.

Publicysta postanowił wykorzystać środowisko, w którym czuje się jak ryba w wodzie i na warsztat wziął media społecznościowe, w których zgromadził całą rzeszę fanów. Jego fanpage'a śledzi 30 tys. osób, a na Tweeterze liczba followersów wynosi 130 tys. co pewnie plasuje go w top 10 najpopularniejszych ludzi z Polski w tym serwisie. Pierwszy wpis Stanowskiego zaczyna się od słów „Otóż w październiku stałem się (nie)szczęśliwym posiadaczem najnowszego produktu marki Mercedes, czyli samochodu klasy E – reklamowanego zresztą jako najinteligentniejsze auto, jakie kiedykolwiek stworzono. Na bazie moich własnych doświadczeń apeluję: pod żadnym pozorem nie kupujcie! Jak już szukacie auta, to lepiej wybrać Skodę Fabię”. – napisał w inaugurującym wpisie. Co było powodem jego zgorzknienia, można dowiedzieć się z kolejnych wpisów.

Co ciekawe dziennikarz ma świadomość, że mógł najnormalniej w świecie trafić na wadliwy egzemplarz samochodu. Podkreśla, że nie miałby żalu do dealera, gdyby ten sprzedał mu auto w wątpliwym stanie technicznym, a potem przyjął za to odpowiedzialność. Tak się jednak nie stało, przez co dziennikarz ma pretensje do firmy, która potraktowała go w sposób niepoważny, kilkukrotnie mówiąc, że usterka samochodu została naprawiona, gdy problem wciąż nie był rozwiązany. „Tłumaczono mi, że jak biorę samochód w opcji lease&drive to w zasadzie nie muszę się o nic martwić.


Dziennikarz naiwnie liczył, że oddając samochód do naprawy może chociaż liczyć na auto zastępcze, co byłoby oczywiste przy kredytowaniu samochodu, którego podstawowa wersja kosztuje 190 tys. zł. Niestety przy kontakcie z ASO okazało się, że na "luksusową" opcję samochodu zastępczego trzeba będzie poczekać 10 dni.

Jak dzieci chorują, to się ich nie oddaje

Szalę goryczy u dziennikarza przelał telefon do osoby wysoko postawionej w Mercedes-Benz Polska. Stanowski użył swoich osobistych kontaktów, żeby załatwić sprawę polubownie. W tym celu wykonał telefon do kogoś z Mercedesa. „Że mi nie pomoże – to się w sumie spodziewałem. Ale że mi powie „jak dzieci chorują, to się ich nie oddaje” – no, tego jednak nie! Porównała tę kupę złomu, służącą – jeśli działa – do przedostania się z punktu A do punktu B do dzieci, rozumiecie? Chyba o to chodziło, że ja jakiś wyrodny klient jestem i zamiast z troską naprawiać chory samochodzik, pragnąłbym od razu zamienić na zdrowy. Dodatkowo dzień wcześniej (27 października) wysyłam maila na adres reklamacji, w tytule jedno słowo „PILNE”. Otrzymuję odpowiedź 14 listopada, że z tego co im wiadomo, to z samochodem już jest ok. Nie dość, że bzdura, to dodatkowo bzdura po ok. TRZECH TYGODNIACH!” – napisał w kolejnym odcinku serialu. 


 

Tego było za wiele

Wadliwe auto dla Stanowskiego, który prowadzi bardzo intensywny tryb pracy, okazało się niezwykle kłopotliwe, uniemożliwiając mu prowadzenie interesów i narażając jego życie na niebezpieczeństwo. Mercedes od początku napraw auta stwierdził: trzy uszkodzone opony, uszkodzony tylny wał (trzeba było w całości wymienić), nierówne jedno przednie koło wymienione w całości. Żadna z naprawionych usterek nie przyniosła poprawy stanu auta, które przy 130 km/h zaczynało wydawać dziwne odgłosy, a także nie prowadziło się w sposób prawidłowy, wg. dziennikarza. Gdy ten stwierdził, że autem jeździło więcej serwisantów, niż znajomych, szala goryczy się przelała.

Zignorowaliście mnie, więc teraz aktualizację oczekiwań przygotowuje kancelaria prawna.”, „mam też skrzynkę pełną listów od waszych zawiedzionych klientów. Nikogo nie straszę, po prostu stwierdzam, że zależnie od mojego zaangażowania może być z tego niezłe show z dogrywką i rzutami karnym, ale niestety do jednej bramki(…).To jest dla was całkiem fajna nauczka. Wydawało się wam, że jestem jakimś totalnym szaraczkiem, którego można spuścić na szczaw (mimo że grzecznie ostrzegałem). Owszem, szaraczkiem jestem, ale z jakiegoś powodu – w alternatywnej dla was rzeczywistości – dysponuję jakimiś tam zasięgami. A fajność tej nauczki polega na tym, że teraz musicie naprawdę szanować każdego klienta, bo nigdy nie wiecie, jaką lawinę jest w stanie wywołać. Dostaliście darmową (dobra, nie do końca darmową) lekcję, na ilu poziomach powinniście się poprawić.

Trochę przykre, że Stanowski został potraktowany w ten sposób przez autoryzowany serwis, który przez dłuższy czas udawał, że wszystko jest w porządku, pomimo ewidentnych usterek samochodu. Co ciekawe dziennikarz użył swoich znajomości, żeby dotrzeć do kogoś wysoko w hierarchii koncernu i spróbować polubownie zakończyć sprawę. To również nie przyniosło rezultatów, czego więc może oczekiwać zwykły klient dealera, który takich znajomości nie posiada?

Jak myślicie, co mogło stać się z tym konkretnym egzemplarzem Mercedesa zanim trafił do dziennikarza? Zachęcamy do typowania w komentarzach, gdzie możecie podzielić się przypuszczeniami. Ostatni wpis Krzysztofa Stanowskiego sugeruje, że sprawa jest na finiszu i jej rozwiązanie poznamy wkrótce, zatem być może będziemy mogli zweryfikować Wasze przypuszczenia.

Na deser prztyczek w nos, który zdecydowała się wymierzyć konkurencja.


 

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

cenzura, 13 grudnia 2016, 12:55 0 0

komentarze usuwane z MOTOFOCUS - nieładnie :) cenzurka

Odpowiedz

robo, 13 grudnia 2016, 15:09 0 0

I artykul zamieciony pod dywan

Odpowiedz

ania, 14 grudnia 2016, 17:27 0 0

leasing to nie sprzedaż. to zwykły najem, zawsze możesz Pan zrezygnować z rat i oddać im to coś. Druga sprawa – kto powiedział, że bardzo drogie rzeczy warte swej ceny ? ostatnia rzecz- nieco więcej skromności. jeśli jesteś Pan dziennikarz i szukasz Pan wrażeń – idź Pan to zoo, a nie kupujesz Pan nie wiadomo co. Kup Pan auto ze średniej pólki (np. Octavia, Mondeo ) i tyle. Zakładam , że jesteś Pan inteligentny facet. Bo znam też kilku „dyrektorów” firm, którzy jeżdżą podobnymi autami, ale to są barany;

Odpowiedz