Czyje dane generuje Twój samochód? Pozornie proste pytanie, za którym kryje się przyszłość niezależnych serwisów.

29 lipca 2026, 12:22

Kiedy kierowca wyjeżdża z salonu nowym samochodem, zabiera ze sobą coś więcej niż pojazd. Zabiera generator danych. Od chwili pierwszego uruchomienia silnika, a coraz częściej już od chwili, gdy auto zostaje podłączone do systemu producenta przez aplikację mobilną pojazd zaczyna produkować informacje. O tym, jak jeździsz, jak hamujesz, jak często uruchamiasz silnik na zimno, które systemy bezpieczeństwa się aktywowały, jak szybko zużywają się poszczególne komponenty w twoim stylu jazdy…

W ciągu roku eksploatacji, nowoczesny samochód generuje ilości danych, które jeszcze dekadę temu byłyby nie do pomyślenia. I tu pojawia się pytanie, które przez długi czas było filozoficzne, a dziś jest bardzo konkretnie prawne: do kogo te dane należą?

Data Act dał odpowiedź i postawił użytkownika w centrum

Data Act czyli unijne rozporządzenie o danych odpowiedziało na to pytanie w sposób, który powinien być fundamentem całego ekosystemu stwierdzając, że użytkownik jest centralnym podmiotem. Właściciel lub leasingobiorca pojazdu ma prawo decydować o tym, kto może otrzymać dostęp do danych generowanych przez jego auto, i na jakich warunkach. Posiadacz danych czyli producent pojazdu, operator platformy może te dane przetwarzać, ale wyłącznie w granicach wyznaczonych przez stosunek umowny z użytkownikiem.

Ten fundament nie jest przypadkowy. Wynika z dobrze rozpoznanej asymetrii, bo to producent ma infrastrukturę do zbierania i przetwarzania danych, ale to użytkownik jest tym, kto je generuje swoim zachowaniem, swoim pojazdem, swoim stylem życia. Bez użytkownika dane nie istnieją. Dlatego to użytkownik powinien mieć nad nimi kontrolę.

Artykuł 4(13) Data Act realizuje tę zasadę konkretnie. Możliwość wykorzystywania przez posiadacza danych informacji nieosobowych generowanych przez pojazd jest powiązana ze stosunkiem umownym z użytkownikiem. Innymi słowy, jeżeli chcesz używać danych z mojego auta do celów wykraczających poza bezpośrednie świadczenie mi usługi, to potrzebujesz mojej zgody lub co najmniej wyraźnej podstawy umownej.

Propozycja, która zmienia reguły gry

W ramach prac nad Digital Omnibus pojawiły się propozycje, które chcą ten fundament naruszyć. Konkretnie mowa tu o propozycji połączenia art. 4(13) i 4(14) Data Act i wprowadzenia dodatkowych podstaw prawnych umożliwiających posiadaczom danych korzystanie z danych nieosobowych poza ustaleniami umownymi z użytkownikiem.

Trzeba przyznać, że uzasadnienia brzmią przekonująco, a mianowicie badania i rozwój, doskonalenie produktów, kontrola jakości, bezpieczeństwo. Kto mógłby być przeciwko doskonaleniu produktów? Kto kwestionowałby znaczenie bezpieczeństwa?

Ale diabeł tkwi w szczegółach, a szczegółem w tym przypadku jest słowo „poza”. Poza ustaleniami umownymi z użytkownikiem.

Alfred Franke, założyciel Fundacji Horyzont Mobilności i jeden z najbardziej wpływowych głosów na niezależnym rynku motoryzacyjnym, wyjaśnia, co kryje się za tym pozornie niewinnym rozszerzeniem:

– Prawo pozwalające posiadaczom danych wykorzystywać dane nieosobowe niezależnie od ustaleń umownych z użytkownikiem groziłoby osłabieniem podejścia skoncentrowanego na użytkowniku oraz podważeniem zasady, zgodnie z którą użytkownicy powinni decydować o tym, w jaki sposób dane przez nich generowane są wykorzystywane i udostępniane. – mówi Franke.

Pionowa integracja: dlaczego to właśnie tutaj jest najbardziej niebezpieczne

Żeby zrozumieć, dlaczego takie zmiany w art. 4 są szczególnie istotne dla niezależnego rynku motoryzacyjnego, trzeba przyjrzeć się strukturze rynku.

Producenci samochodów nie są już tylko producentami aut. Od lat budują pozycję zintegrowanych pionowo dostawców usług mobilności serwisują swoje pojazdy przez autoryzowane sieci, oferują ubezpieczenia, produkty finansowe, usługi telematyczne, a coraz częściej subskrypcyjne modele dostępu do funkcji pojazdu. W tym ekosystemie dane z pojazdu są nie tylko produktem ubocznym sprzedaży auta, a są strategicznym zasobem, który przekłada się bezpośrednio na przewagę konkurencyjną na każdym z tych rynków.

Producent, który ma dostęp do zagregowanych danych z milionów pojazdów wzorców zużycia komponentów, historii usterek, korelacji między stylem jazdy, a awaryjnością ma olbrzymią przewagę nad niezależnym serwisem, który takich danych nie ma. Może optymalizować swoje usługi serwisowe, dokładniej kalkulować ryzyko ubezpieczeniowe, lepiej projektować kampanie produktowe.

Jeśli producent zyska prawo do korzystania z tych danych bez zgody użytkownika i poza ramami umownymi to ta przewaga stanie się strukturalna. Nie do nadrobienia przez żaden niezależny warsztat, choćby miał najlepszych mechaników i najnowocześniejsze wyposażenie diagnostyczne.

– Utrzymanie obecnych ram gwarantuje, że użytkownicy zachowują możliwość decydowania o tym, kto może uzyskiwać dostęp do danych generowanych przez produkty, które posiadają lub wynajmują, czyli przez ich pojazdy oraz kto może z nich korzystać. W tym możliwość przyznawania praw użytkowania stronom trzecim bez automatycznego przyznawania równoważnych praw posiadaczowi danych. – wyjaśnia Franke.

To ostatnie zdanie jest kluczowe. Użytkownik powinien móc zdecydować, że dane ze swojego pojazdu udostępnia niezależnemu warsztatowi bez automatycznego efektu ubocznego w postaci przyznania tych samych danych producentowi auta. Innymi słowy: kontrola użytkownika ma sens tylko wtedy, gdy jest prawdziwa, gdy możliwość udostępnienia danych jednej stronie nie oznacza automatycznie udostępnienia ich każdej innej.

Konkretny scenariusz: kto traci, gdy zasada upada?

Wyobraźmy sobie właścicielkę Volkswagena Passata z 2023 roku. Auto jest na gwarancji, ale właścicielka woli korzystać z niezależnego serwisu w pobliżu domu szybszego w obsłudze, tańszego, z mechanikiem, któremu ufa. Żeby serwis mógł wykonywać naprawy, potrzebuje danych diagnostycznych z pojazdu.

Przy obecnym brzmieniu Data Act właścicielka auta może wyrazić zgodę na udostępnienie tych danych niezależnemu serwisowi i producent nie może tego zablokować. Jej wola ma moc.

Jeśli zostanie wprowadzona dodatkowa podstawa prawna umożliwiająca producentowi korzystanie z danych nieosobowych z pojazdu poza ustaleniami umownymi z użytkownikiem to producent zyska dostęp do tych samych danych bez pytania o zgodę. Co oznacza, że wie o stanie pojazdu dokładnie tyle samo co niezależny serwis, a często więcej, bo ma dostęp do zagregowanych danych porównawczych z całej floty podobnych aut.

W tym momencie asymetria informacyjna, która jest jednym z fundamentów rynkowej siły producentów, zostaje utrwalona przepisem prawa. Niezależny serwis nie ma argumentu, którym mógłby ją nadrobić.

Użytkownik jako beneficjent konkurencji

Jest jeszcze jeden wymiar tej dyskusji, który łatwo może umknąć czyli perspektywa konsumenta. Właściciel samochodu, który ma realną kontrolę nad danymi ze swojego pojazdu, ma też realną możliwość wyboru. Może zdecydować, że chce korzystać z niezależnego serwisu i udostępnia mu dane diagnostyczne. Może porównać oferty, sprawdzić warunki dostępu, negocjować.

Jeśli zasada kontroli użytkownika zostanie osłabiona, czyli jeśli producent samochodu zyska prawo do korzystania z danych bez zgody użytkownika to ta możliwość wyboru zmniejsza się. Nie natychmiast i nie drastycznie. Ale stopniowo, w miarę jak producenci budują coraz bardziej zamknięte ekosystemy danych, z których korzystanie jest warunkiem pełnej funkcjonalności pojazdu.

To jest właśnie definicja rynku antykonkurencyjnego. Nie ma na nim formalnego zakazu wyboru, ale warunki są skonstruowane tak, że wybór jest ekonomicznie i informacyjnie utrudniony do tego stopnia, że staje się iluzją.

Właśnie dlatego ochrona art. 4(13) Data Act jest istotna nie tylko dla niezależnych warsztatów i serwisów. Jest istotna dla każdego kierowcy, który chce mieć rzeczywisty, a nie tylko teoretyczny wybór, komu powierza swój samochód.

Zasada musi pozostać nienaruszona

Nie można popierać propozycji wprowadzenia dodatkowych podstaw prawnych umożliwiających posiadaczom danych korzystanie z danych nieosobowych poza ustaleniami umownymi z użytkownikiem. Takie rozszerzenie byłoby de facto zmianą filozofii Data Act z modelu skoncentrowanego na użytkowniku na model, w którym posiadacz danych zyskuje autonomiczne prawo do dysponowania informacjami, których nie byłoby bez użytkownika.

Zasada jest prosta, gdy dane generuje użytkownik to użytkownik powinien decydować, co się z nimi dzieje. Każde inne rozwiązanie to nie uproszczenie regulacji tylko oddanie pola tym, którzy od zawsze chcieli to pole kontrolować.

Przeczytaj także:

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Nick, 30 lipca 2026, 11:20 0 0

Z perspektywy niezależnego rynku motoryzacyjnego to treść art. nr 8 będzie papierkiem lakmusowym skuteczności unijnego prawa. Jeśli organy unijne i krajowe nie dopilnują rygorystycznej interpretacji technicznych warunków udostępniania danych oraz proporcjonalności w powoływaniu się na tajemnicę handlową, Data Act pozostanie wydmuszką.

Dlatego analizując przyszłość Aftermarketu, musimy patrzeć na te przepisy łącznie: art. 4 daje nam narzędzie w teorii, ale to art. 8 zadecyduje, czy rynek motoryzacyjny pozostanie konkurencyjny, czy zamknie się w autoryzowanych ekosystemach koncernów samochodowych.

Odpowiedz