Fotoradary akustyczne trafiły do Sejmu. Rewolucyjny bat na kierowców czy gigantyczny niewypał?

29 lipca 2026, 12:10

Zdesperowani mieszkańcy polskich miast mają dość ryku przerobionych wydechów i strzelających tłumików pod swoimi oknami. Do Sejmu trafił właśnie oficjalny wniosek poparty tysiącami podpisów, który ma rozwiązać ten problem raz na zawsze. Chociaż posłowie podchwycili temat, wizja automatycznych mandatów wysyłanych za zbyt głośną jazdę szybko zderza się z brutalną rzeczywistością. Droga do uciszenia kierowców kryje wyzwania, o których autorzy inicjatywy wolą nie mówić głośno.

fot. unsplash.com

Petycja w Sejmie: 20 tysięcy podpisów trafia do komisji

Problem hałasu komunikacyjnego w miastach przestał być marginalną uciążliwością, a stał się tematem politycznym. Zebrano ponad 20 tysięcy podpisów pod petycją domagającą się montażu tzw. fotoradarów akustycznych.

Wniosek przeszedł już pierwszą ścieżkę formalną. Trafił z Komisji do Spraw Petycji bezpośrednio do Komisji Infrastruktury. Pomysł jest prosty: zestaw mikrofonów kierunkowych sparowany z kamerą i systemem OCR odczytującym tablice rejestracyjne miałby wychwytywać pojazdy przekraczające normy hałasu, a następnie generować automatyczne mandaty.

Prawna próżnia: przepisów brakuje od A do Z

Nawet przy pełnej woli politycznej, wdrożenie fotoradarów akustycznych w Polsce wymagałoby zbudowania systemu prawnego absolutnie od zera. Obecnie polskie prawo drogowe oraz przepisy metrologiczne w ogóle nie znają pojęcia automatycznego pomiaru hałasu do celów sankcyjnych.

Aby taki sprzęt mógł wystawić wiążący prawnie mandat, konieczne byłoby opracowanie:

  • Homologacji i certyfikacji metrologicznej: Należałoby precyzyjnie określić procedury legalizacji takich urządzeń oraz dopuszczalny błąd pomiarowy.
  • Katalogu norm i taryfikatora: Nowelizacji wymagałyby Prawo o ruchu drogowym oraz Kodeks wykroczeń – obecnie normy hałasu mierzy się w warunkach postoju przy stałych obrotach silnika, a nie w biegu.
  • Procedury dowodowej: Musiałaby powstać ścieżka odwoławcza uwzględniająca czynniki środowiskowe (np. syreny karetki, hałas otoczenia, pociągi).

Stworzenie i przetestowanie takiej ramy legislacyjnej to proces szacowany na lata, a nie miesiące.

Technologiczna ściana: drogi sprzęt i fala pomyłek

Największym hamulcowym dla entuzjastów urządzeń dźwiękowych nie są jednak urzędy, lecz obiektywne problemy technologiczne. W miejscach, gdzie testowano mierniki akustyczne, szybko ujawniła się ich niska precyzja:

  • Problemy z identyfikacją: Na wielopasmowych arteriach lub przy dużym natężeniu ruchu fotoradary akustyczne mają ogromny problem ze wskazaniem, który konkretnie pojazd wygenerował szczytowy poziom decybeli.
  • Zjawisko kanionów miejskich: W gęstej zabudowie fala dźwiękowa odbija się od elewacji budynków. Urządzenia rejestrowały fałszywe odczyty, zaliczając echo jako bezpośrednią emisję hałasu.
  • Brak możliwości weryfikacji sprzętowej: Samo zdjęcie z natężeniem dźwięku nie dowodzi braku homologacji wydechu. Ukarany kierowca może twierdzić, że w momencie przejazdu obok przejechał inny hałaśliwy obiekt.
  • Wysokie koszty i niska skuteczność: Testy tych rozwiązań wykazały, że urządzenia są drogie w utrzymaniu, generują masę spornych prawnie odwołań, a wskaźnik prawidłowo nałożonych kar jest nieproporcjonalnie niski w stosunku do wydatków.

Symulacja działań czy realna zmiana?

Pojedyncze fotoradary akustyczne, nawet gdyby działały idealnie, nie rozwiążą problemu hałasu w miastach. Kluczem pozostaje egzekwowanie przepisów przez policję przy użyciu tradycyjnych sonometrów podczas rutynowych kontroli oraz zmiany w urbanistyce i organizacji ruchu.

Rozpatrywanie petycji przez sejmowe komisje daje nadzieję na ciszę, jednak na obecnym etapie technologicznym i prawnym instalacja fotoradarów akustycznych w Polsce pozostaje scenariuszem czysto hipotetycznym.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!