Polski Fiat na Kubie zasilany węglem. Braki benzyny na wyspie uruchamiają kreatywność mieszkańców.

28 lipca 2026, 14:02

Gdy na stacjach benzynowych brakuje paliwa, a paraliż transportowy staje się codziennością, z pomocą przychodzi ludzka pomysłowość i sprawdzone, choć zapomniane technologie. Jakich przeróbek wymagał popularny na Kubie „Polaco”, aby jeździć „na węgiel”?

fot. kadr z filmu na kanale BezPlanu

Na ogarniętej głębokim kryzysem energetycznym Kubie powstał wyjątkowy Fiat 126p, którego silnik napędzany jest gazem pozyskiwanym z węgla drzewnego. Pojazd ten zaprezentowano w jednym z materiałów na popularnym kanale YouTube BezPlanu. Choć dla współczesnego kierowcy takie rozwiązanie wydaje się ekstremalnie niepraktyczne, w warunkach absolutnego braku benzyny okazuje się jedynym sposobem na zachowanie mobilności. Co ciekawe, kubański konstruktor nie wymyślił koła – zbieżne technologicznie rozwiązania wykorzystywano na szeroką skalę już ponad sto lat temu.

Kryzys paliwowy i tło polityczne na Kubie

Współczesna Kuba zmaga się z jednym z najpoważniejszych kryzysów gospodarczych i energetycznych we współczesnej historii. Dziesiątkowana przez wieloletnie sankcje i zaostrzającą się blokadę morską wyspa została niemal całkowicie odcięta od regularnych dostaw zagranicznej ropy naftowej. Miejscowe wydobycie pokrywa jedynie ułamek zapotrzebowania, co w praktyce oznacza pustki na stacjach benzynowych, astronomiczne ceny paliwa na czarnym rynku sięgające kilku dolarów za litr oraz paraliż transportu publicznego.

Dopełnieniem codziennych trudności są drastyczne wyłączenia prądu, trwające często po kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt godzin dziennie. W takich realiach posiadanie sprawnego samochodu benzynowego staje się bezużytecznym przywilejem, o ile nie znajdzie się dla niego alternatywnego źródła zasilania.

fot. kadr z filmu na kanale BezPlanu

Maluch na węgiel, czyli genialna samoróbka

Odpowiedzią na te ekstremalne warunki stał się projekt Juana Carlosa – mechanika-samouka, który postanowił zmodyfikować swojego klasycznego Malucha z 1980 roku. Sercem całej instalacji jest zamontowany z tyłu pojazdu gazogenerator (gasificador), w którym w procesie niepełnego spalania węgla drzewnego przy ograniczonej ilości tlenu powstaje palny gaz. Wydzielona mieszanka gazowa przechodzi przez system filtrów, a następnie zostaje doprowadzona bezpośrednio do fabrycznego gaźnika dwucylindrowego silnika.

Konstruktor tak opisuje zasady działania swojego systemu oraz motywację, która stała za jego stworzeniem:

 – To jest oryginalny silnik, jedyne co dodałem, to ten zgazowywacz. Mogę go zdemontować, założyć fabryczną klapę i auto wraca do oryginału. Zrobiłem to w momencie głębokiego kryzysu paliwowego. Najpierw myślałem o przeróbce na diesla, ale ropa też stała się trudno dostępna. Wtedy zacząłem szukać informacji w internecie o podobnych projektach na świecie i opierając się na mojej wiedzy mechanicznej, stworzyłem ten układ.

Sam proces rozruchu wymaga jednak sporej cierpliwości i przygotowań. Do rozpalenia węgla używa się niewielkiej dmuchawy elektrycznej zasilanej z dodatkowego akumulatora, która wymusza cug i inicjuje produkcję gazu. Dopiero gdy z dyszy zaczyna ulatniać się palny gaz, instalacja zostaje podłączona do układu dolotowego, a silnik zaczyna pracować.

Powrót do technologii sprzed wieku

Mimo że widok kultowego Fiata 126p ciągnącego za sobą dymiący zbiornik z węglem wygląda egzotycznie, zastosowana technologia ma bogatą historię. Zgazowywanie paliw stałych  (w tym drewna i węgla) opiera się na zasadzie generowania tzw. gazu drzewnego (Holzgas). Technologia ta była rozwijana w Europie już w pierwszych dekadach XX wieku, a swój szczyt popularności osiągnęła w trakcie II wojny światowej. Wówczas w Niemczech oraz na terenach okupowanych, w tym w Polsce, z powodu przeznaczenia niemal całych zapasów benzyny na potrzeby armii, tysiące pojazdów cywilnych i ciężarówek wyposażono w charakterystyczne kotły montowane na zewnątrz nadwozia. W skrajnych przypadkach braku surowca roztapiano i spalano nawet klepki parkietowe pozyskiwane z dewastowanych budynków. Projekt z Kuby stanowi niemal bliźniacze powtórzenie tamtych historycznych rozwiązań.

Niepraktyczny, ale niezastąpiony w czasach próby

Z punktu widzenia nowoczesnej motoryzacji jazda pojazdem zasilanym gazem z węgla drzewnego niesie ze sobą szereg niedogodności. Uruchomienie auta zajmuje kilkanaście minut, proces wymaga ciągłej kontroli dopływu powietrza ręcznym zaworem, a z wnętrza instalacji mogą ulatniać się spaliny, co wymaga stosowania dodatkowego wietrzenia kabiny. Dodatkowo zapas węgla w zbiornikach wystarcza na stosunkowo krótkie dystanse i wymaga częstego uzupełniania.

Konstruktor samochodu zwraca uwagę na codzienną obsługę tej wymagającej instalacji:

 – Wybieram drobny węgiel, który zostaje po produkcji węgla drzewnegoi z którego nikt inny nie korzysta. Praca z tym systemem wymaga wysiłku i nie jest tak wygodna jak wlanie benzyny na stacji, ale w tej sytuacji lepiej poświęcić trochę pracy i mieć czym jeździć. Najważniejsze to wiedzieć, jak obsługiwać układ i pamiętać o odpowiednim chłodzeniu silnika przy zmianie biegów pod górę.

Choć rozwiązanie to jest uciążliwe, brudzące i spowalnia podróż, w realiach całkowitego braku tradycyjnych paliw okazuje się absolutnie bezcenne. Kubański Maluch na węgiel dowodzi, że gdy znika dostęp do nowoczesnych zasobów, rozwiązania sprzed wieku stają się jedyną szansą na przetrwanie i zachowanie podstawowej mobilności.

Zachęcamy do obejrzenia całego materiału na platformie YouTube:

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!