Asystent AI przy linii produkcyjnej. Koniec z szukaniem brygadzisty i nieaktualnymi instrukcjami? [WYWIAD]

3 marca 2026, 15:36

W przemyśle motoryzacyjnym mówi się dziś głównie o niedoborze pracowników. Nie jest to jednak jedyny problem. Rozproszona wiedza, nieaktualne instrukcje i informacyjny chaos wpływają bezpośrednio na jakość produkcji. Czy sztuczna inteligencja może stać się narzędziem porządkującym procesy w fabrykach i centrach dystrybucyjnych? Pytamy o to Zenona Kosickiego, eksperta ds. rozwoju biznesu z firmy Emplocity.

Witold Hańczka: Dużo mówi się dziś o braku rąk do pracy. Tymczasem w wielu fabrykach równie dużym problemem jest „szum informacyjny”: pracownicy gubią się w nieaktualnych instrukcjach i procedurach, a wiedza często zostaje w głowach odchodzących fachowców. Czy mamy tu pole do wprowadzenia rozwiązań AI?

Zenon Kosicki: Brak ludzi to tylko połowa diagnozy. Drugą – często dotkliwszą – jest brak dostępu do wiedzy. W większości zakładów procedury, normy ISO i instrukcje istnieją, ale co z tego, skoro pracownik przy linii nie ma ich pod ręką w momencie, gdy pojawia się problem? Zamiast działać, musi szukać brygadzisty albo zapytać kolegę, który „pamięta, jak to się robiło”.

To generuje koszty: przestoje, błędy, a czasem konflikty między zmianami. I tu wkracza AI. Nie jako futurystyczny gadżet, ale narzędzie porządkujące i usprawniające dostęp do informacji. Jeśli każdy pracownik – niezależnie czy jest w biurze czy przy linii produkcyjnej – może w kilka sekund potwierdzić procedurę na swoim telefonie, to komunikacja zaczyna wspierać procesy. W praktyce oznacza to krótszy czas reakcji, mniej błędów jakościowych i ograniczenie przestojów, które w branży automotive są bardzo kosztowne. W dużych organizacjach skuteczna informacja to dziś taka sama przewaga strategiczna jak nowoczesny park maszynowy.

Jak rozumiem, technologia Waszej firmy polega na stworzeniu wirtualnego, inteligentnego asystenta, który ma w pamięci sterty papierowych instrukcji i jest w stanie podpowiadać potrzebne aktualnie rozwiązania w kilka sekund?

Można tak powiedzieć, choć w praktyce to coś więcej niż baza danych i segregator w telefonie. Tworzymy w firmie jedno, uporządkowane źródło wiedzy, a następnie budujemy na nim Wirtualnego Asystenta AI. Pracownik nie musi wiedzieć, gdzie znajduje się dokument ani jak się nazywa. Zadaje pytanie naturalnym językiem tak, jakby pytał kolegę albo brygadzistę. Przykładowo: „Jak wygląda procedura reklamacji tej partii?” albo „Do kiedy mam ważne BHP?” Asystent odpowiada albo wskazuje właściwy dokument. W kilka sekund.

Co kluczowe, to działa u osób bez firmowego maila. Aplikację instaluje się na prywatnym smartfonie. Dzięki temu pracownicy produkcyjni przestają być wykluczeni informacyjnie. To błyskawicznie widać w zaangażowaniu, ale i w bezpieczeństwie. W sytuacjach kryzysowych aplikacja działa jak „firmowe RCB w kieszeni” – w minutę można wysłać precyzyjnie targetowany alert push do wybranych grup, zmian lub całego zakładu i upewnić się, że każdy wie, co robić. Asystent AI prowadzi pracowników zgodnie z ustalonym scenariuszem, ograniczając chaos i przyspieszając właściwą reakcję.

Wielu przedsiębiorców boi się, że AI zmyśla, czyli halucynuje. Jaką mamy gwarancję, że wirtualny asystent w Waszej aplikacji nie narobi szkód i nie poda pracownikowi błędnej informacji?

My nie korzystamy z „wiedzy ogólnej Internetu”, gdzie AI faktycznie potrafi halucynować. Pracujemy w architekturze RAG (Retrieval-Augmented Generation). Oznacza to, że asystent generuje odpowiedzi wyłącznie na podstawie zatwierdzonej, wewnętrznej bazy wiedzy danej firmy.

Jeśli dokumentu nie ma w systemie, to AI nie „dopowie” sobie reszty. Jeśli procedura została zaktualizowana, przykładowo rano, to asystent od razu podaje nową wersję. W motoryzacji nie ma miejsca na kreatywność przy linii montażowej, tu liczy się zgodność z normą. Dlatego wdrożenie zaczynamy od uporządkowania danych, by stworzyć to jedno, niepodważalne źródło prawdy. Dodatkowo wszystkie dane są szyfrowane i hostowane na terenie Unii Europejskiej, zgodnie z obowiązującymi standardami bezpieczeństwa, co ma kluczowe znaczenie dla dużych organizacji przemysłowych.

Branża moto to dziś „wieża Babel” – obok Polaków pracują Ukraińcy, a coraz częściej osoby z Azji czy Ameryki Południowej. Czy Wasza technologia zakłada komunikację w wielu językach? Czy rozwiązanie poradzi sobie ze specyficznym, technicznym żargonem, który słyszymy na liniach produkcyjnych w branży moto?

To nasza duża przewaga. System jest natywnie wielojęzyczny. Pracownik może zadać pytanie w dowolnym języku, przykładowo po ukraińsku czy hiszpańsku i otrzyma precyzyjną odpowiedź w tym języku, opartą na polskiej instrukcji. Ale jest coś ważniejszego: system uczy się słownika konkretnej organizacji. Każda fabryka ma swój żargon: skróty, nazwy maszyn czy wewnętrzne określenia procesów. Nasz asystent nie jest ogólnym chatbotem. On operuje dokładnie tym językiem, który funkcjonuje w danym zakładzie. To eliminuje błędy wynikające z niezrozumienia poleceń, co bezpośrednio przekłada się na jakość i bezpieczeństwo pracy.

Oferujecie także automatyzację procesów HR i wewnętrznej komunikacji z pracownikami. Jak to działa i w jaki sposób może przełożyć się na oszczędności?

W typowym zakładzie brygadziści i kadry tracą setki godzin w skali roku, na powtarzalne pytania: o urlopy, status wypłat, zaświadczenia czy benefity. Przenosimy to do aplikacji. Pracownik staje się samodzielny. Nie czeka, aż „pani z kadr wróci z wolnego”, tylko sprawdza wszystko w telefonie 24/7. W jednej z firm, z którymi pracujemy, same koszty druku spadły o kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie, ale prawdziwy zysk to odzyskanie czasu pracowników.

Równie istotny jest wpływ na rotację i morale zespołu. Gdy pracownicy produkcyjni mają dostęp do tych samych informacji co biuro – w tym samym czasie i w swoim języku – przestają czuć się pracownikami „drugiej kategorii”. To bezpośrednio przekłada się na zaangażowanie, mniejszą rotację i stabilność operacyjną zakładu. Kiedy ludzie mają wiedzę pod ręką, firma działa jak dobrze naoliwiona maszyna, nawet w szczycie sezonu urlopowego. Ostatecznie chodzi o jedno: zadowolony pracownik to wydajny pracownik, a firma odporna na chaos zarabia więcej.

Przemysł motoryzacyjny bywa konserwatywny. Czy Pan spotyka się przy wdrożeniach ze strachem ludzi przed nową technologią?

Ten konserwatyzm często wynika z odpowiedzialności – tu błąd na linii ma wymierne konsekwencje finansowe i bezpieczeństwa. Dlatego ostrożność wobec nowych narzędzi jest naturalna. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że ten dystans znika bardzo szybko, zwykle w momencie pierwszego użycia aplikacji.

Opór rzadko dotyczy samej AI. Najczęściej chodzi o obawę przed skomplikowaną obsługą albo przed tym, że technologia będzie narzędziem kontroli. Tymczasem jeśli ktoś potrafi napisać SMS-a, poradzi sobie z naszą aplikacją. Kluczowe jest pokazanie, że rozwiązanie nie ma zastąpić człowieka, ale zdjąć z niego najbardziej frustrujące elementy pracy: ciągłe dopytywanie, szukanie informacji, powtarzanie tych samych komunikatów i czynności. Kiedy brygadzista widzi, że nie musi już odpowiadać codziennie na te same pytania, a pracownik wie, że może sprawdzić grafik czy procedurę w drodze do pracy, technologia przestaje być zagrożeniem. W biznesie szanuje się narzędzia, które po prostu działają i ułatwiają pracę.

Gdyby miał Pan przekonać np. właściciela dużego dystrybutora części, że AI to nie jest chwilowa moda, ale konieczność, to jakich trzech twardych argumentów by Pan użył?

Po pierwsze: ochrona wiedzy operacyjnej i redukcja rotacji. W logistyce i dystrybucji rotacja bywa wyzwaniem. Gdy odchodzi doświadczony pracownik, znika również wiedza o tym, jak w praktyce funkcjonują procesy. AI zatrzymuje tę wiedzę w organizacji i pozwala nowej osobie wdrożyć się w godziny, a nie tygodnie. W wybranych wdrożeniach obserwowaliśmy nawet dwucyfrowy spadek rotacji tam, gdzie komunikacja została uporządkowana i ustandaryzowana.

Po drugie: szybki, mierzalny efekt operacyjny. Duży dystrybutor to tysiące indeksów części, procedur zwrotów i reklamacji. Asystent AI jako jedyne źródło prawdy eliminuje wąskie gardła decyzyjne. Automatyzacja zapytań potrafi przynieść oszczędność rzędu setek godzin miesięcznie – czasu, który wcześniej był pochłaniany przez powtarzalne pytania i ręczne przekazywanie informacji.

Po trzecie: skalowalność bez proporcjonalnego wzrostu kosztów administracyjnych. Rozproszone magazyny, pracownicy bez służbowych maili, różne zmiany – tak wygląda codzienność w dystrybucji. Nasza aplikacja działa na prywatnych smartfonach, laptopach i innych urządzeniach, zapewniając 100% zasięgu informacyjnego. Można rozwijać sieć magazynów czy zwiększać zatrudnienie bez konieczności rozbudowywania w tym samym tempie działów administracyjnych. To daje przewidywalność kosztów przy rosnącej skali biznesu.

Czy mógłby Pan powiedzieć w kilku słowach, czym jest Emplocity. Wiemy, że jest to spółka giełdowa, która niedawno przejęła spółkę BulletProve, znaną z rynku militariów. Co miał na celu ten krok?

Emplocity S.A. to polska spółka technologiczna notowana na rynku NewConnect, która rozwija rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów. Fakt, że jesteśmy spółką publiczną oznacza pełną transparentność. W przypadku dużych organizacji przemysłowych to często warunek konieczny przy wyborze partnera technologicznego na lata.

Przejęcie 100% udziałów w firmie BulletProve było ruchem strategicznym. Branża militarna – podobnie jak motoryzacyjna – nie uznaje kompromisów w kwestii bezpieczeństwa, precyzji i poufności danych. BulletProve od 2019 roku realizuje zaawansowane projekty technologiczne dla sektora obronnego i przemysłowego, w tym dla struktur NATO oraz w ramach inicjatyw Europejskiej Agencji Obrony. Dla naszych klientów oznacza to, że pracują z partnerem, który rozwija technologię w środowiskach, gdzie nie ma miejsca na błędy i gdzie bezpieczeństwo danych jest absolutnym priorytetem.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Brak komentarzy!