Samochody elektryczne w Polsce coraz częściej trafiają do zwykłych, niezależnych warsztatów. Najczęściej nie na skomplikowane naprawy układów wysokiego napięcia lecz na rutynowe czynności – wymianę opon, serwis hamulców, ustawienie geometrii czy podstawową diagnostykę. I właśnie w takich, pozornie banalnych sytuacjach może kryć się problem, którego wielu właścicieli warsztatów jeszcze dziś nie dostrzega.
Wyobraźmy sobie taką sytuację… – hipotetyczne problemy warsztatów z elektrykami
Pan Telesfor przyjeżdża do lokalnego warsztatu wulkanizacyjnego, aby wymienić opony w swojej Tesli. Usługa przebiega szybko i bez komplikacji. Czterdzieści pięć minut później klient odjeżdża zadowolony, dokładnie tak jak dziesiątki innych kierowców tego dnia.
Niespodziewanie jednak, kilka kilometrów dalej jedna z opon ulega gwałtownemu uszkodzeniu. Samochód traci stabilność i uderza w przydrożny słup. Na szczęście z kierowcą wszystko w porządku, ale auto zostaje poważnie uszkodzone. Pan Telesfor zgłasza szkodę z polisy autocasco, bo przecież od tego jest ubezpieczenie…
Tego samego dnia, w warsztacie w Małym Mieście, Krzysztof, pracujący tam od niedawna na stanowisku mechanika, ma za zadanie wprowadzić na stanowisko naprawcze elektryczne BMW, które przyjechało na serwis układu hamulcowego. Sprawnie wjeżdża autem na platformę podnośnika, ale przez pośpiech i nieuwagę nieprawidłowo ustawia „łapy” urządzenia. Niestety przy próbie podnoszenia, samochód zsuwa się z jednego z ramion i uderzyła o posadzkę, co powoduje poważne uszkodzenia. Właściciel warsztatu natychmiast zgłasza zdarzenie z polisy OC działalności.
Co może łączyć te dwie historie?
W obu przypadkach, ubezpieczyciel rozpoczyna standardowe postępowanie. Analizuje okoliczności zdarzeń, historię pojazdów i miejsca, w których była wykonywana ostatnia usługa.
W toku sprawy wychodzi na jaw, że obaw samochody elektryczne były obsługiwane w warsztatach, w których żaden z pracowników nie posiadał uprawnień SEP ani innych udokumentowanych kwalifikacji do pracy przy urządzeniach elektrycznych.
Pan Telesfor otrzymuje odmowę wypłaty odszkodowania. Jako uzasadnienie zakład ubezpieczeń wskazuje, że pojazd elektryczny był serwisowany w miejscu, które formalnie nie spełniało wymogów kwalifikacyjnych, a to – w jego ocenie – stanowiło naruszenie warunków umowy i zasad należytej staranności.
Po kilku tygodniach pismo z ubezpieczalni otrzymuje także właściciel warsztatu, w którym zatrudniony jest Krzysztof. Tu ubezpieczyciel zawiesza kwestię wypłaty świadczenia, zadając jedno, kluczowe pytanie: dlaczego w warsztacie, w którym żaden z pracowników nie posiada uprawnień SEP ani równoważnych kwalifikacji, na podnośniku znajdował się pojazd elektryczny?
Warsztaty bez uprawnień SEP a ubezpieczenia pojazdów i nieszczęśliwych wypadków
Czy taka interpretacja przepisów przez firmy ubezpieczeniowe jest dziś powszechna? Jeszcze nie. Czy jednak jest możliwa? Na polskim rynku ubezpieczeniowym nie odnotowano jeszcze głośnych, precedensowych spraw, w których odmowa wypłaty byłaby wprost oparta na braku uprawnień SEP przy obsłudze pojazdu elektrycznego. To wciąż scenariusze hipotetyczne. Problem polega jednak na tym, że rynek EV dopiero się rozpędza, a wraz z nim zmienia się sposób patrzenia ubezpieczycieli na ryzyko, odpowiedzialność i „należytą staranność” warsztatów.
Warto dodać, że zgodnie z przepisami, które cytujemy w osobnym artykule, praca przy urządzeniu elektrycznym pod napięciem lub w odległości mniej niż 30 cm od elementu pod napięciem, wymaga pisemnego polecenia od osoby upoważnionej dla pracownika. A osoba upoważniona musi mieć certyfikat SEP G1 D – Dozór.
– Z tego, co wiem od mechaników wracających z Niemiec czy Norwegii, tam te szkolenia i uprawnienia są brane na poważnie. A ponieważ polskie firmy ubezpieczeniowe zwykle są oddziałami europejskich gigantów, można oczekiwać, że wcześniej czy później takie wytyczne i takie podejście do wyceny ryzyka zaistnieje i tutaj. – komentuje Bogumił Papierniok, prezes spółki EVorkshop.com, zajmującej się serwisem i regeneracją baterii do samochodów elektrycznych.
To, co dziś wydaje się mało prawdopodobne, jutro może stać się standardowym argumentem w sporze – szczególnie wtedy, gdy auta elektryczne przestaną być niszą, a zaczną stanowić znaczącą część ubezpieczanego parku pojazdów.
Wniosek nasuwa się sam. Uprawnienia SEP lub równoważne szkolenia nie są dziś formalnym obowiązkiem przy każdej czynności wykonywanej przy samochodzie elektrycznym. Są jednak najprostszym i najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia się przed ryzykiem prawnym i ubezpieczeniowym. Wraz z nimi powinny pojawić się procedury, wydzielone stanowiska i świadomość, że EV to specyficzny typ pojazdu.
Szczegółowe informacje na temat przepisów regulujących naprawy samochodów elektrycznych w Polsce, można znaleźć w naszym artykule.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.
dudus, 30 stycznia 2026, 18:14 2 -3
Nie wiem czemu ma służyć straszenie warsztatow przed pojazdami EV. Chyba tylko ograniczeniem rynku obslugowego do ASSO.
Odpowiedz
Jurek, 31 stycznia 2026, 13:15 4 0
To nie straszenie tylko fakt. A to jest uświadomienie , że trzeba zrobić SEP .
Odpowiedz
Anonim, 5 lutego 2026, 12:36 0 0
Kierowca zawodowy też powinien mieć uprawnienia SEP ?
Odpowiedz
Anonim, 5 lutego 2026, 12:50 0 0
Uważam że kierowca właściciel elektryk tez powinien mieć bo maska otwiera dolewa płyn do spryskiwaczy a najlepiej to od razu przy na nauce jazdy
Odpowiedz