Czy silnik Diesla powinien nazywać się silnikiem Nadrowskiego? Historia z Poznania, która wciąż budzi emocje.

21 stycznia 2026, 11:57

W cieniu powszechnie znanej historii Rudolfa Diesla funkcjonuje mniej znana, ale regularnie przywoływana opowieść o Janie Nadrowskim – konstruktorze z Poznania, który miał opracować silnik wysokoprężny jeszcze przed niemieckim inżynierem. Choć relacja ta od lat krąży w lokalnych i popularnych publikacjach, jej status pozostaje niejednoznaczny. Czy to Polak wynalazł najbardziej uniwersalny silnik na świecie?

fot. unsplash.com

Jan Nadrowski i poznański ślad silnika wysokoprężnego

Według licznych relacji Jan Nadrowski jako pierwszy opracował silnik o zapłonie samoczynnym, który miał realne podstawy do działania. Konstrukcja została zgłoszona w urzędzie patentowym w Poznaniu, znajdującym się wówczas pod zaborem pruskim. Problemem okazały się jednak finanse – Nadrowski nie opłacił patentu w Reichspatentamt (Carski Urząd Patentowy), co sprawiło, że zgłoszenie nie uzyskało pełnej mocy prawnej na obszarze Cesarstwa Niemieckiego.

W tym samym czasie nad podobną koncepcją pracował Rudolf Diesel. Według przywoływanej narracji miał on natrafić na rozwiązania Nadrowskiego i wykorzystać je przy własnym projekcie, a następnie w 1893 roku zarejestrować i opłacić patent w centralnym urzędzie Rzeszy. Nadrowski, pozbawiony formalnej ochrony, miał w odpowiedzi podjąć próbę dochodzenia swoich praw na drodze sądowej.

Historia ta bywa przedstawiana jako klasyczny przykład przegranego wyścigu z realiami epoki, talent i pomysł miały przegrać z brakiem zaplecza finansowego i dostępu do struktur decydujących o międzynarodowej ochronie wynalazków.

Pierwszy działający silnik wysokoprężny skonstruowanay przez R. Diesla. Rok produkcji: 1896. fot. Olivier Cleynen; Wikipedia

Silniki w poznańskich fortach i materialne ślady opowieści

Jednym z najmocniejszych elementów tej narracji są relacje o zastosowaniu silników wysokoprężnych w poznańskich fortach podczas mobilizacji w 1914 roku. Jednostki miały pracować jako elementy zespołów prądotwórczych, napędzając prądnice zasilające instalacje wojskowe. Silnik przekazywał energię mechaniczną, prądnica przetwarzała ją na elektryczną, a całość funkcjonowała jako autonomiczne źródło zasilania.

Same silniki nie zachowały się do naszych czasów. Zostały zdemontowane lub rozkradzione w kolejnych dekadach. Przetrwały natomiast fragmenty instalacji elektrycznych oraz drobne elementy zespołów prądotwórczych, w tym pozostałości tablic rozdzielczych. Na Forcie IIa część z nich przeleżała przez dziesiątki lat w wodzie i szlamie, co dzięki warunkom beztlenowym pozwoliło im przetrwać w szczątkowej formie.

Znaleziska te potwierdzają istnienie zespołów prądotwórczych opartych na napędzie spalinowym, choć same w sobie nie pozwalają jednoznacznie określić autorstwa zastosowanych silników.

Patenty, dokumenty i problem braku ciągłości źródeł

W tym miejscu pojawia się zasadniczy problem wiarygodności całej historii. Centralne archiwa patentowe Cesarstwa Niemieckiego funkcjonowały od końca XIX wieku w sposób uporządkowany i jawny. Patenty wymagały nie tylko zgłoszenia, ale także regularnych opłat, bez których traciły ważność. W zdecydowanej większości przypadków dokumentacja z tego okresu zachowała się do dziś.

W przypadku Rudolfa Diesla istnieje pełna ciągłość: zgłoszenia patentowe, opłacone prawa, publikacje techniczne, prototypy oraz późniejsze wdrożenia przemysłowe. W przypadku Jana Nadrowskiego brak natomiast jednoznacznie potwierdzonych dokumentów z centralnych rejestrów, które pozwalałyby przypisać mu patent na silnik o zapłonie samoczynnym w formie porównywalnej do tej, którą później rozwinięto i wdrożono.

Podobnie wygląda kwestia rzekomego procesu sądowego. Spory patentowe z przełomu XIX i XX wieku były zazwyczaj dobrze udokumentowane i szeroko komentowane w prasie technicznej. W dostępnych archiwach brak jednak akt, korespondencji lub relacji prasowych, które jednoznacznie potwierdzałyby formalny proces Nadrowskiego przeciwko Dieslowi.

Certyfikat z dnia 23 lutego 1893 r. dla patentu Diesla fot. Carski Urząd Patentowy

Historia pomiędzy legendą a hipotezą

Opowieść o Janie Nadrowskim nie nosi cech całkowitej fikcji. Jest osadzona w realiach epoki, spójna wewnętrznie i wspierana przez lokalne przekazy oraz materialne ślady infrastruktury technicznej. Jednocześnie brak jej kluczowych elementów, które pozwoliłyby uznać ją za fakt historyczny: dokumentów patentowych, zachowanej konstrukcji lub potwierdzonych rozstrzygnięć prawnych.

W efekcie historia Nadrowskiego funkcjonuje dziś jako hipoteza i regionalna narracja, nie jako udowodniony rozdział dziejów inżynierii. Nie podważa to znaczenia samej idei ani możliwego wkładu konstruktora, ale nie pozwala też na przepisanie historii silnika wysokoprężnego.

Pozostaje więc pytanie otwarte, nie o to, kto miał rację, lecz o to, jak wiele wynalazków końca XIX wieku zniknęło wraz z brakiem kapitału, dokumentów i dostępu do instytucji, pozostawiając po sobie jedynie ślady, opowieści i niedomknięte historie.

Jednym patentem chciał wykiwać całą branżę motoryzacyjną. I prawie mu się udało!

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Grucha, 26 stycznia 2026, 17:34 0 0

A co do tego miał car , że Carski Urząd Patentowy ?:)

Odpowiedz