Zalane, spawane, po gradzie? Ekspert obala mity o autach z USA.

5 sierpnia 2025, 12:55

Auta sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Kuszą niską ceną zakupu, bogatym wyposażeniem i mocnymi silnikami. Jednocześnie krąży wokół nich wiele mitów: o nielegalnych naprawach, powypadkowej przeszłości i problemach z rejestracją. Jak jest naprawdę? O kulisach importu samochodów zza oceanu opowiada Jakub Słowik z firmy Ameryka Cars.

fot. unsplash.com

Pół darmo? Nie do końca…

Kupując auto z USA, wiele osób spodziewa się ogromnych oszczędności. Rzeczywiście cena zakupu na aukcji często jest atrakcyjna, szczególnie jeśli samochód był uszkodzony lub pochodzi z przetargu ubezpieczeniowego. Ale jak podkreśla ekspert, na finalny koszt składa się znacznie więcej.

– Kiedy klient widzi, że samochód kupiony w USA kosztował np. 10 tys. zł, nie zdaje sobie sprawy, że trzeba doliczyć kilka tysięcy za transport, cło, akcyzę i serwis – wyjaśnia Jakub Słowik. – A jeśli auto jest po szkodzie całkowitej, to w Polsce może czekać nas jeszcze kosztowna legalizacja i badanie techniczne, a w skrajnych przypadkach – odmowa rejestracji.

Uszkodzone? Tak. Ale nie zawsze tak samo.

Na aukcjach w USA rzeczywiście dominują samochody powypadkowe. Często jednak uszkodzenia są powierzchowne np. stłuczone lampy, zarysowany błotnik, uszkodzony zderzak. Ale bywają też auta po zalaniu, pożarze, gradobiciu czy nawet z widoczną pleśnią.

– Są samochody, których nie dotykamy w ogóle. Auto zalane słoną wodą? Odpada. Samochód z czerwonym lakierem na kierunkach i śladami wody na podsufitce? Odpada. To nie są okazje, to są pułapki – podkreśla Jakub Słowik. – Trzeba umieć czytać raporty, sprawdzać VIN, znać specyfikę konkretnych stanów. Inaczej łatwo kupić problem, który trudno będzie sprzedać.

Wypowiedzi eksperta pochodzą z programu MotoFocus TV. Cały odcinek dostępny na platformie YouTube.

Gdzie zaczynają się kłopoty?

Duża część problemów z autami z USA wynika z niewiedzy lub pochopnych decyzji klientów. Zdarza się, że ktoś kupuje samochód samodzielnie, przez internet, bez inspekcji na miejscu i bez pojęcia o stanie technicznym.

– Mieliśmy przypadek auta, które wyglądało dobrze na zdjęciach, ale po otwarciu okazało się, że było po powodzi i w środku pachniało stęchlizną. W takich sytuacjach klient traci nie tylko pieniądze, ale i nerwy – mówi Słowik. – W USA nie ma obowiązku przekazywania informacji o każdym uszkodzeniu, jak w Europie. Dlatego analiza historii pojazdu i wybór wiarygodnego pośrednika to absolutna podstawa.

Legalizacja i rejestracja – ukryty koszt

Nie wszystkie auta sprowadzone ze Stanów można bez problemu zarejestrować w Polsce. Problemem może być brak tłumaczenia tytułu własności, błędy w dokumentach lub status pojazdu jako „junk”, „salvage” lub „non-repairable”.

– Są przypadki, gdzie auto teoretycznie jeździ, ale ma status „non-repairable” i urzędnik w wydziale komunikacji odmawia rejestracji. Klient jest wtedy w kropce. Dlatego zanim kupi się samochód, trzeba sprawdzić jego status prawny – zaznacza Jakub Słowik.

Czy mimo wszystko warto?

Samochód z USA nadal może być dobrą opcją, zwłaszcza dla osób, które szukają konkretnego modelu niedostępnego w Europie, np. pick-upa, sportowego coupe lub wersji z silnikiem V6 czy V8. Ale wymaga wiedzy, ostrożności i często współpracy z firmą, która zna rynek amerykański od podszewki.

– Najwięcej problemów mają ci, którzy chcą szybko, tanio i na własną rękę. A to właśnie w importowanych autach diabeł tkwi w szczegółach – podsumowuje Słowik.

Komentarze

Komentarz musi być dłuższy niż 5 znaków!

Proszę zaakceptuj regulamin!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

Anonim, 5 sierpnia 2025, 17:49 2 0

Bezpieczne sprowadzanie samochodów z USA skończyło się jakieś 10 lat temu. Trzeba mieć naprawdę kogoś zaufanego na miejscu, żeby nie wrąbać się na minę. Osobiście mieliśmy u siebie dwa auta gdzie na aukcji owszem były po wypadku. ale jak trafiły do klienta i zaczęli je robić to się okazało. że tam już było pospawane wyciągane po dzwonie do połowy i ściągane było przez firmę.

Odpowiedz