Czy telematyka będzie koniem trojańskim w branży motoryzacyjnej?

System eCall (Emergency Call), którego zadaniem będzie powiadamianie służb ratunkowych w razie wypadku jest bez wątpienia największą zaletą telematyki, wykorzystywanej w motoryzacji. To nowoczesne rozwiązanie niesie z sobą jednak także zagrożenia…

W Centrum Powiadamiania Ratunkowego na monitorze pojawia się pulsujący czerwony komunikat: „Wypadek, godzina 02.59, droga krajowa nr 968, pozycja z GPS: 49,710574 N,  20.005837 E, samochód marki Ford Mondeo z silnikiem benzynowym leży na dachu, wewnątrz 4 ranne osoby”. Dyspozytor wszystko już wie i natychmiast wysyła karetki, wozy straży pożarnej oraz helikopter. Dzięki temu i błyskawicznej reakcji służb ratowniczych, trzykrotnie wzrastają szanse na uratowanie życia poszkodowanym.

Tak właśnie ma działać system eCall (Emergency Call), który będzie wprowadzany obowiązkowo do wszystkich samochodów osobowych i lekkich dostawczych  nowo homologowanych w UE już od 31 marca 2018 r. To jednak tylko jeden z aspektów telematyki, najczęściej eksponowany przez media. Są wszakże inne, o wiele bardziej wszechstronne, dające ogromne możliwości, ale zarazem mogące stanowić zagrożenie dla właścicieli pojazdów i szeroko rozumianego rynku motoryzacyjnego.

Wyobraźmy sobie inną sytuację –  jedziemy samochodem, a on wyświetla nam komunikat: „Klocki hamulcowe uległy zużyciu, możesz pokonać jeszcze 30 km; dalsza jazda będzie niebezpieczna! Po przejechaniu  100 km system  zablokuje możliwość kontynuowania jazdy. Kieruj się do najbliższej autoryzowanej stacji serwisowej, położonej w miejscowości Żarki, znajdującej się w odległości 16 km. Na rondzie skręć w prawo…”

To wcale nie jest wizja z filmu science-fiction. Tak może być już od przyszłego roku. Twoje auto samo zadecyduje, kiedy masz dokonać naprawy i gdzie! Może nawet, jeśli włożysz do czytnika kartę kredytową, samo ureguluje rachunek za wizytę w warsztacie. Ba, przy odpowiednim oprogramowaniu nie jest wykluczone, że będzie płaciło za Ciebie mandaty i należności za postój w strefie płatnego parkowania.

Wydawać by się mogło, że takie samochody to wspaniała wizja. Inteligentne auta, dbające o bezpieczeństwo i wygodę podróżujących w nim osób, utrzymujące stały kontakt z otoczeniem, potrafiące komunikować się z nim niezależnie od kierowcy, sygnalizujące producentowi usterki, a nawet umożliwiające zdalną naprawę, no i wzywające ratunek, gdy zdarzy się nieszczęście. To prawda, samochody, które pojawią się na drogach w najbliższych latach, będą pojazdami zupełnie innymi, niż jeszcze 5-10 lat temu. To przeskok z jednej epoki do drugiej.

Poza eCall do systemów telematycznych mają być wprowadzone także bCall (Breakdown Call) – powiadomienie o awarii z możliwością zdalnej naprawy oraz sCall  (Service Call) – zdalna diagnostyka, umówienie wizyty w serwisie, aktualizacje systemu). Oczywiście, zdalna naprawa to nie wyłaniająca się spod maski magiczna ręka mechanika dokręcająca śrubki, ale np. reset systemu. A za tym idzie… SŁONY RACHUNEK!

Taki reset systemu czy jego aktualizacje będzie mógł jednak wprowadzać tylko producent auta. Nie zarobi na tym ani dealer, ani autoryzowana stacja obsługi, ani niezależny serwis.

No właśnie, trzeba zauważyć także pewne niebezpieczeństwa związane z tak dalece posuniętą zdalną ingerencją w pojazd, odbywającą się często bez udziału i wiedzy jego kierowcy. Samochód jest przecież własnością osoby lub firmy, która go kupiła. Właściciel powinien mieć zatem niezbywalne prawo do decyzji, kto będzie ten pojazd serwisował, naprawiał, jakie informacje chce udostępniać, a jakie nie.

Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), wspólnie z wieloma organizacjami europejskimi reprezentującymi  środowisko producentów, dystrybutorów i usługodawców bacznie obserwuje prace legislacyjne dotyczące wdrożenia telematyki w samochodach, analizuje ich wpływ na branżę i dobrze pojęte interesy nabywców pojazdów.

– SDCM popiera każde rozwiązanie, które zapewniałoby równoprawny i bezpieczny dostęp do systemów telematycznych wszystkim operatorom rynku motoryzacyjnego. W szczególności chodzi o zagwarantowanie dostępu w czasie rzeczywistym do danych pojazdu, zarówno przez autoryzowane stacje  obsługi, jak i niezależne serwisy. Dostępu do tych samych danych i za rozsądną cenę – podkreśla Alfred Franke, Prezes SDCM.

Dlaczego jest to tak istotne? Telematyka to wspaniały wynalazek, ale może ona okazać się jednocześnie koniem trojańskim, a jej zastosowanie będzie drogo kosztować wszystkich posiadaczy aut. Stwarza ona bowiem producentom samochodów możliwość i zarazem pokusę, by zmonopolizować rynek usług serwisowych i części zamiennych. Jeżeli  samochód ma za nas decydować, kiedy i jaką naprawę należy przeprowadzić, to łatwo zaprogramować go tak, by aktualizację oprogramowania, reset systemu mógł zdalnie wykonać tylko producent pojazdu, a także wybierał również serwis, w którym będziemy musieli tego dokonać.

Jest to kwestia niebagatelna, gdyż autoryzowane serwisy nie działają w każdym powiecie i w każdym małym miasteczku. Wiele miejsc na mapie Polski to wręcz biała plama! Dla zamieszkałych w takich rejonach właścicieli samochodów wizyta w autoryzowanym serwisie będzie oznaczała konieczność przejechania 100 km w jedną stronę, wzięcia urlopu w pracy, a więc poniesienia większych kosztów i straty czasu. Mając w swoich rękach wyłączność na oprogramowanie pojazdu i jego obsługę informatyczną producenci samochodów  tym bardziej znajdą pretekst, by zmusić klienta do wizyty w ASO i obciążyć go wygórowaną kwotą.

A przecież najważniejszym podmiotem w tym systemie powinien być właściciel samochodu. Właśnie dlatego rozporządzenie Komisji Europejskiej  (MV BER/GVO) stanowi, iż producent pojazdu nie ma prawa uzależniać gwarancji od wykonywania czynności serwisowych wyłącznie w autoryzowanych stacjach obsługi. Czy w tym przypadku będzie to respektowane?

SDCM wciąż wyraża nadzieję, iż możliwe będzie pogodzenie interesów i znalezienie wspólnego rozwiązania zapewniającego zachowanie reguł zdrowej konkurencji. To jest przecież warunkiem utrzymania wysokiej jakości produktów i usług świadczonych przez wszystkie grupy rynku motoryzacyjnego. Dla dobra branży i kierowców.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłącznie prywatną opinią ich autorów. Jeśli uważasz, że któryś z kometarzy jest obraźliwy, zgłoś to pod adres redakcja@motofocus.pl.

autor / 27 stycznia 2017, 17:32

Jest to temat, niestety bagatelizowany przez sieci dystrybutorów. Czyżby nie włączyli się w działania SDCM? Sieci producentów również milczą.
Do tekstu mam jedną uwagę: na wezwaniach service call zarobi właśnie dealer bo tam będzie skierowane auto na naprawę. Do kogo zwrócić się o informacje na te tematy?
Proszę tylko nie zaczynać tutaj bezseansownej dyskusji o lepszych czy gorszych na rynku.

3 0 odpowiedz

autor / 29 stycznia 2017, 10:52

Zobaczycie jak się na tym przejadą

0 0 odpowiedz

autor / 29 stycznia 2017, 11:13

Dlaczego tak myślisz?
emergency call już jest w niektórych samochodach. Technicznie łatwo jest dołożyć forum REGON zaproszenie do ASO po wyświetleniu błędu na desce.

0 -1 odpowiedz

autor / 30 stycznia 2017, 07:44

No właśnie, do ASO….

1 0 odpowiedz

autor / 2 lutego 2017, 08:48

Wszystko pięknie, oczywiście nie powinno być tak, że zarabiają tylko producenci aut, ASO i nie ma wyboru. Pełna zgoda. Ale jak się bierzecie za publicystykę, to proponuję bardziej logiczne myślenie. „A przecież najważniejszym podmiotem w tym systemie powinien być właściciel samochodu” – otóż nie. Najważniejszy jest inny użytkownik auta (pasażer) czy drogi (np. małe dziecko idące do szkoły), narażony na niebezpieczeństwo ze strony kierowcy. Jeśli są środki do tego, żeby zdiagnozować samochód (lub też kierowcę z promilami!) na odległość, i jeśli jest on niesprawny (pojazd lub kierowca) do tego stopnia, że nie powinien poruszać się po drogach, to sorry – niech już dalej nie jedzie. Nie kierowca jest tu najważniejszy! Podobnie jak w przypadku wykrycia kluczowych niesprawności auta w serwisie – nie ma on prawa wypuścić kierowcy. A jak wypuści i ten zabije kogoś na drodze, już tam prokurator go odnajdzie i zapyta, dlaczego jako profesjonalista nie zatrzymał auta.

0 -3 odpowiedz

autor / 2 lutego 2017, 15:58

Co ty gadasz? A jak klient chce wyjechać od ciebie z warsztatu niesprawnym autem to co połozysz mu się pod koła? Nikt tu nie mówi też o promilach. Nie rozumiesz chyba co czytasz.

10 0 odpowiedz